Nasze recenzje

stat

Miłość bez algorytmów. Recenzja filmu "Planeta Singli 2"

"Planeta Singli 2" - premiera z udziałem twórców:


Romans twórców przebojowej "Planety Singli" z widzami trwa w najlepsze i wiele wskazuje, że to uczucie zbyt szybko nie wygaśnie. Kontynuacji brakuje polotu i świeżości oryginału, ale to wciąż pełna nieprzesłodzonego uroku i angażująca emocjonalnie rozrywka, która z nawet największego ponuraka wydobędzie choćby pojedynczy, niewymuszony uśmiech. A to już znacznie więcej niż jest w stanie zaoferować niejedna polska komedia romantyczna.



Klik i jesteś z kimś chcesz. Tak w dużym skrócie działała randkowa aplikacja, która przed dwoma laty zeswatała narcystycznego telewizyjnego showmana z filigranową nauczycielką muzyki. Na tytułowej planecie bowiem przeciwieństwa przyciągały się najmocniej. Równie irracjonalnym połączeniem było zestawienie obok siebie sformułowań "udana" i "polska komedia romantyczna". Mitja Okorn, który już wcześniej popisał się "Listami do M.", jeszcze raz udowodnił, że nad Wisłą można wyprodukować i sprzedać widzom film łatwy, lekki i przyjemny, a zarazem odsączony z wulgarnego humoru, tandetnej fabuły i płaskich jak stołowy blat postaci.

Przeczytaj naszą recenzję pierwszej części "Planety Singli"

Owszem, "Planeta ..." nie wygramoliła się do końca z gatunkowych schematów, niekiedy trącała infantylnością, czasami była zbyt naiwna, bajkowa, nierealna. Jałowe fragmenty udało się jednak doprawić wyrazistym, słodkawym sosem, co spowodowało, że po spałaszowaniu całości pozostało jedynie się oblizać i liczyć na więcej. I po dwóch latach podano dokładkę. Co prawda nie spod ręki Okorna, ale stojący tym razem za kamerą Sam Akina, współodpowiedzialny za scenariusz "jedynki", uważnie podpatrywał mistrza w akcji i doskonale już wiedział, z jakiego przepisu korzystać.

Związek Ani (Agnieszka Więdłocha) i Tomka (Maciej Stuhr) przechodzi poważny kryzys. Uwielbiana przez Polaków para rozstaje się, ale na potrzeby telewizyjnego widowiska nikt ma się o tym nie dowiedzieć. Niedawni jeszcze kochankowie zaczynają grę pozorów, która dla żadnego z nich łatwa nie będzie.
Związek Ani (Agnieszka Więdłocha) i Tomka (Maciej Stuhr) przechodzi poważny kryzys. Uwielbiana przez Polaków para rozstaje się, ale na potrzeby telewizyjnego widowiska nikt ma się o tym nie dowiedzieć. Niedawni jeszcze kochankowie zaczynają grę pozorów, która dla żadnego z nich łatwa nie będzie. fot. Maciej Zdunowski/Gigant Films
Baśniowy rycerz, który własnym ciałem wypolerował dwa lata temu pół warszawskiej starówki, lśniącą zbroję rzucił w kąt, a białego konia odstawił do stajni. Bujająca w obłokach księżniczka tymczasem z hukiem zaliczyła twarde lądowanie. W celebryckim związku Ani (Agnieszka Więdłocha) i Tomka (Maciej Stuhr) wyraźnie zaczęło zgrzytać. Ułożonej, szukającej stabilizacji i marzącej o rodzinnym cieple nauczycielce nie do końca udało się udomowić zdziecinniałego amanta. Pragnący poklasku lekkoduch z kolei ani myślał o ślubnym kobiercu. Kryzys jak się patrzy. Do tego stopnia, że oboje zmienili status na "wolny" i każde rozjechało się w swoją stronę.

Ich drogi muszą się jednak ponownie skrzyżować za sprawą Marcela (Piotr Głowacki). Nadpobudliwy producent wpada bowiem na pomysł wigilijnego show transmitowanego na żywo, którego ozdobą ma być właśnie uwielbiana przez widzów para. Ania i Tomek z różnych pobudek, choć pomimo wzajemnej niechęci, podejmują się wyzwania. Podczas przygotowań do telewizyjnego widowiska każde z nich zapragnie ułożyć sobie życie na nowo. On spotyka jedną z dawnych przygodnych kochanek (Iza Miko), ona poznaje uroczego geniusza, twórcę tytułowej aplikacji (Kamil Kula).

Główny wątek fabularny jest właściwie pretekstowy, ograny sztampowo, a co gorsze, niezbyt wiarygodny. Więdłocha roni łzę za łzą, Stuhr rzuca "mięsem" i wazonami, ale w ich pozornie żywiołowe awantury i definitywne rozstanie trudno uwierzyć. Rodzące się nieśmiało uczucie pomiędzy Anią a technologicznym wizjonerem, Aleksandrem, dodaje właściwie niewiele dramaturgii. Sztucznej i wyliczonej przez algorytmy relacji z trudem da się kibicować, chwilami trudno się nią nawet zainteresować. Schemat rodem z wielu podobnych amerykańskich komedii, który w polskim opakowaniu wygląda całkiem atrakcyjnie, lecz w zestawieniu z oryginalną "Planetą ..." prezentuje się blado.

Jedną z nowych postaci w "Planecie ..." jest Aleksander, geniusz nowych technologii, twórca tytułowej aplikacji, który, chcąc wykorzystać sytuację, pragnie zdobyć serce Ani. Problem w tym, że sztuczna relacja pomiędzy obojgiem nie jest w stanie choćby w najmniejszym ułamku zainteresować widza równie mocno jak uczucie Ani i Tomka. I to niestety widać w każdym niemal kadrze z udziałem nowej, ekranowej pary.
Jedną z nowych postaci w "Planecie ..." jest Aleksander, geniusz nowych technologii, twórca tytułowej aplikacji, który, chcąc wykorzystać sytuację, pragnie zdobyć serce Ani. Problem w tym, że sztuczna relacja pomiędzy obojgiem nie jest w stanie choćby w najmniejszym ułamku zainteresować widza równie mocno jak uczucie Ani i Tomka. I to niestety widać w każdym niemal kadrze z udziałem nowej, ekranowej pary. fot. Maciej Zdunowski/Gigant Films
Tym bardziej należy docenić klasę aktorów, którzy tak fundamentalny dla filmu element jakim jest fabuła, potrafią załatać z niepohamowanym urokiem i luzem. Agnieszka Więdłocha do roli wrażliwej, nieco zagubionej, acz niezwykle zadziornej i ambitnej Ani jest wręcz stworzona. Olśniewa naturalnym wdziękiem i ujmuje szczerością. Stuhrowi tradycyjnie nie brakuje charyzmy, którą nokautuje konkurencję, kąsa też dowcipną ripostą. Zwłaszcza w słownych utarczkach z pewnym sympatycznym i zakompleksionym chłopakiem. Czego brakuje zazwyczaj polskim komediom romantycznym? Ot choćby takiej właśnie pary, z którą aż chciałoby się pójść na podwójną randkę.

Duetowi Więdłocha-Stuhr kroku dotrzymują pozostali członkowie obsady. Weronika Książkiewicz i Tomasz Karolak bawią co najmniej tak dobrze jak w poprzedniej części. Związek Oli i Bogdana też przechodzi dziwaczne perturbacje z powodu pewnego muskularnego jogina, co skutkować będzie kilkoma naprawdę zabawnymi gagami. Tomasz Karolak wyraźnie wraca do niezłej formy. Tę z kolei po raz kolejny potwierdza Piotr Głowacki. Jego Marcel dostaje znacznie szersze pole do popisu i z powierzonej mu misji wywiązuje się bez zarzutu. To jego wątek dostarczy w nowej "Planecie ..." bodaj największego wzruszenia.

W zaskakującej kreacji znerwicowanej estradowej diwy bryluje świetna Iza Miko, soczysty epizod zalicza "bananowy" Witold Paszt, a twórcy filmu zgrabnie bawią się odniesieniami do "Casablanki", Audrey Hepburn czy... Rocky'ego Balboy. Na przeciwległym biegunie znajdziemy ryzykancką, lecz napisaną po omacku metamorfozę matki Ani, Krystyny (Danuta Stenka), karykaturalny golf geniusza Aleksandra a'la Steve Jobs, kilka wyraźnych dłużyzn, kiczowatych slapstickowych gagów i nieznośny product-placement, który chwilami powoduje, że zamiast filmu mamy nachalną reklamówkę batoników, telefonów komórkowych czy marki odzieżowej. Ambiwalentne odczucia powoduje też rozbuchany, typowo hollywoodzki finał, w którym - trzeba przyznać - odwagi scenarzystom nie zabrakło, choć ta zagrywka nie wszystkim przypadnie do gustu.

Nadzwyczajną sztuką jest nakręcenie w Polsce dobrej komedii romantycznej. Jeszcze większą stworzenie udanej kontynuacji. "Planeta Singli 2" pod wieloma względami ustępuje oryginałowi. Twórcy za wszelką cenę chcieli wyeksponować największe atuty pierwszej części i rzeczywiście tak się stało, lecz efektem ubocznym było zarazem wyeksponowanie również wad.

W filmie ponownie popis dają Agnieszka Więdłocha i Maciej Stuhr, ale kroku dotrzymują im pozostali aktorzy na czele z powracającym (dosłownie w filmie) do formy Tomaszem Karolakiem. Razem z Weroniką Książkiewicz dostarczają sporo dobrego materiału nawet na oddzielny film.
W filmie ponownie popis dają Agnieszka Więdłocha i Maciej Stuhr, ale kroku dotrzymują im pozostali aktorzy na czele z powracającym (dosłownie w filmie) do formy Tomaszem Karolakiem. Razem z Weroniką Książkiewicz dostarczają sporo dobrego materiału nawet na oddzielny film. fot. Maciej Zdunowski/Gigant Films
"Dwójka" trzyma jednak poziom wybijający film zdecydowanie ponad to, co ogólnie w naszym kraju określane jest mianem romantycznej komedii. Proporcje ekranowej słodyczy, pikanterii, humoru i wzruszeń udało się zachować, a przy okazji powstał film z całkiem niegłupim przekazem, którego esencją jest jedna niezwykle prosta, ale bardzo treściwa linijka tekstu wypowiedziana w jednej z kulminacyjnych scen przez Agnieszkę Więdłochę. Miłości, podobnie jak filmu, nie da się wyliczyć na podstawie algorytmów. Tu filmowcy trochę o tym zapomnieli. Oby pamiętali w "trójce", bo ta już powstała i nie jest to żadną tajemnicą. Warto nie zrywać się zbyt wcześnie z kinowych foteli, bo przekonacie się, że kolejna część może być najlepszą z całej planetarnej trylogii.

OCENA: 6/10

Planeta Singli 2 - zwiastun:

Film

Planeta Singli 2

Planeta Singli 2 (23 opinie)

4.9
produkcja
Polska
premiera
9 listopada 2018
czas trwania
1 godz. 39 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (84)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

14.12.2018 r.

12.12.2018 r.

07.12.2018 r.

Zapowiedzi