Nasze recenzje

Melodie ulotne. Recenzja filmu "Narodziny gwiazdy"


"Narodziny gwiazdy" jest jak bezbłędnie nagłośniony koncert pary porywających tłumy artystów, którym zupełnie niepotrzebnie ktoś w połowie występu włącza playback i każe grać oklepane covery. Obiecująco zapowiadający się romans bezpowrotnie skręca w pewnym momencie w kierunku podręcznikowego wyciskacza łez. Muzyczną opowieść do ostatniej wybrzmiałej nuty nienagannie, na szczęście, wyśpiewują Bradley Cooper i Lady Gaga, a wspólnie wykonane przez nich "Shallow" trzeba już wprost nazwać najlepszym filmowym utworem tego roku.



Bradley Cooper w reżyserskim debiucie postawił w "Narodzinach gwiazdy" na dobrze zapamiętane już przez publiczność akordy i wpadające w ucho melodie. Podupadający gwiazdor muzyki przypadkowo odkrywa utalentowaną amatorkę. Artystę z muzą, poza pasją, zaczyna łączyć miłość, lecz dynamicznie rozwijająca się kariera estradowego "kopciuszka" zmusi oboje kochanków do zweryfikowania dotychczasowych marzeń i zawodowych oczekiwań. Górę wezmą indywidualne ambicje czy zwycięży uczucie opatrzone koniecznością dokonywania niełatwych wyborów? A może istnieje jeszcze trzecia alternatywa?

Pomimo, że w amerykańskiej kinematografii funkcjonują już trzy produkcje pod identycznym tytułem, odpowiedzi na własną rękę postanowił poszukać również gwiazdor takich produkcji jak "Kac Vegas" i "American Hustle". Reżyserski debiut Coopera wypadł co najmniej poprawnie, ale w pewnym momencie wypłynęły na wierzch nie do końca trafione decyzje. Szczególnie w drugiej części filmu zabrakło już nieco artystycznego ryzyka, głębi i odwagi oraz wprawy w odpowiednim przemeblowaniu gatunkowych schematów. Kameralny muzyczny romans został więc spłycony do poniekąd tendencyjnego melodramatu, w którym widać co prawda szczere i ambitne chęci autora, ale odpowiednich narzędzi i środków mamy pewien niedostatek.

On (Bradley Cooper) jest wypalonym już gwiazdorem country, który zmaga się z alkoholowym nałogiem i problemami zdrowotnymi. Ona (Lady Gaga) dopiero odkrywa własny potencjał i stawia pierwsze kroki na estradzie. Razem są w stanie porwać publiczność, ale z czasem coraz trudniej będzie im grać w jednym tempie.
On (Bradley Cooper) jest wypalonym już gwiazdorem country, który zmaga się z alkoholowym nałogiem i problemami zdrowotnymi. Ona (Lady Gaga) dopiero odkrywa własny potencjał i stawia pierwsze kroki na estradzie. Razem są w stanie porwać publiczność, ale z czasem coraz trudniej będzie im grać w jednym tempie. mat. prasowe/Warner Bros
Najwięcej filmowej jakości znajdziemy więc w pierwszej połówce "Narodzin gwiazdy". Zataczający się od nadmiaru alkoholu i tracący powoli słuch gwiazdor country Jackson Maine (Bradley Cooper) w obskurnym klubiku z draq queen doznaje muzycznego objawienia podczas występu przebojowej Ally (Lady Gaga). Wypalony artysta z nieco zakompleksioną amatorką znajduje nić porozumienia i kolejne godziny oboje spędzają na nocnej włóczędze po mieście i rozmowach o sztuce. Od pierwszych wspólnych kadrów doskonale widać, że hollywoodzki gwiazdor z nieopierzoną jeszcze aktorsko piosenkarką stworzą na wskroś prawdziwy, naturalny, świetnie zbalansowany i uzupełniający się duet. Dowodem na to jest rewelacyjnie skręcona scena pierwszego wspólnego występu przed kilkutysięczną publicznością.

Koncertowe sekwencje, jak również bardziej intymne kadry, prezentują się znakomicie głównie za sprawą klimatycznych i urokliwych zdjęć Matthew Libatique'a, który fenomenalnie za pomocą różnorodnych barw potrafił pokolorować zacieśniającą się relację pomiędzy Jackiem a Ally. Świetnie nagłośnione występy sprawiają dodatkowo wrażenie uczestniczenia w muzycznych widowiskach. Aktorska oszczędność idzie w parze z prostotą przekazu i odpowiednim wyważeniem emocji. Filmowe elementy komponują się ze sobą równie sprawnie jak nuty przebojowego "Shallows", a Bradley Cooper z powodzeniem hollywoodzki romans wpisuje w ramy kina niezależnego.

Dobra passa, zarówno bohaterów, jak i reżysera, trwa do czasu. Gdy Ally angażuje się coraz mocniej w solowe projekty i skręca w stronę przestylizowanej komercji, w podobnym kierunku podążają także twórcy "Narodzin gwiazdy". Mnożą się scenariuszowe luki, nielogiczne zachowania postaci coraz trudniej wytłumaczyć, wątki są pourywane, drugoplanowe postaci odstawione do kąta, zaś fabuła staje się pretekstem do taniej gry emocjami. Wygląda to trochę tak, jakby Cooper zaliczył efektowny, sprinterski start w długodystansowym biegu i w połowie trasy zaczął obawiać się o własną kondycję. Zredukował tempo, odpuścił walkę o pozycję i skupił się na dobiegnięciu do mety.

"Narodziny gwiazdy" wyróżniają się świetnymi zdjęciami, dopracowanym dźwiękiem, przebojową muzyką i kompozycjami oraz znakomitym aktorskim duetem. Zawodzi natomiast, szczególnie w drugiej części filmu, niechlujny scenariusz - pełen uogólnień, skrótowości i żerujący na wrażliwości widza.
"Narodziny gwiazdy" wyróżniają się świetnymi zdjęciami, dopracowanym dźwiękiem, przebojową muzyką i kompozycjami oraz znakomitym aktorskim duetem. Zawodzi natomiast, szczególnie w drugiej części filmu, niechlujny scenariusz - pełen uogólnień, skrótowości i żerujący na wrażliwości widza. mat. prasowe/Warner Bros
Jak mocno mu w tym będziemy kibicować, zależy już od indywidualnych preferencji. Jeśli fabularny porządek, konsekwentną logikę i filmową ambicję stawiamy nad intensywnym eksponowaniem emocji, moment finiszu nieszczególnie nas będzie interesować. Gdy jednak przede wszystkim wyciągamy z filmu pojedyncze wrażenia, nawet oderwane od ogólnego sensu, wówczas przyda się niejedno opakowanie chusteczek. Kompromisu pomiędzy jedną a drugą wizją niestety nie ma i ten mankament w "Narodzinach gwiazdy" doskwiera najbardziej.

Ten film to przede wszystkim Bradley Cooper i Lady Gaga. Lady Gaga i Bradley Cooper. Trudno ocenić, które z nich wypadło lepiej, bo oboje tworzą jeden z najlepszych duetów ostatnich kilkudziesięciu miesięcy. On fenomenalnie wszedł w buty zaliczającego upadek za upadkiem alkoholika, który tylko dzięki mieszance wysokoprocentowych trunków i leków potrafi jeszcze chwycić za gitarę. Wymiętoloną od używek i fizycznego wyniszczenia twarz Coopera zapamięta się na długo. Podobnie jak przyzwoity wokal. Postać raczej jednowymiarowa, ale zagranie piekielnie dobrze.

Lady Gaga, nie licząc epizodów w serialu "American Horror Story", dopiero stawia pierwsze nieśmiałe kroki w filmowym świecie, ale debiutanckiej tremy w "Narodzinach gwiazdy" zupełnie nie widać. Jest za to niesamowita aktorska energia wspomagana potężnym wokalem. To bez wątpienia artystka o rzadko spotykanym talencie, choć dla wielu wciąż kojarzyć się będzie już na zawsze z dziwacznymi teledyskami, kiczowatym nieco popowym brzmieniem i słynną już "mięsną" kreacją. To, w jaki sposób Gaga rozwija na ekranie postać Ally, stanowi też pewną formę autoironicznego komentarza do własnej dotychczasowej kariery.

Poza muzyką największą wartością "Narodzin gwiazdy" jest świetnie zsynchronizowany duet Bradley Cooper - Lady Gaga. Oboje od pierwszych kadrów są w stanie porwać za sobą nawet najbardziej opornego widza.
Poza muzyką największą wartością "Narodzin gwiazdy" jest świetnie zsynchronizowany duet Bradley Cooper - Lady Gaga. Oboje od pierwszych kadrów są w stanie porwać za sobą nawet najbardziej opornego widza. mat. prasowe/Warner Bros
Oboje z Cooperem mają w kieszeni co najmniej nominacje do Oscarów. Podobnych wyróżnień może być zresztą znacznie więcej - muzyka, montaż, zdjęcia, dźwięk i znakomity Sam Elliott zasługują na ozłocenie. Natomiast "Maybe It's Time" oraz "Shallows" zdominują kategorię najlepszej filmowej piosenki ("Shallows" wygraną ma niemal w kieszeni).

W nostalgicznej filmowej balladzie najpełniej wybrzmiewa oczywiście wątek miłosny, ale w tle usłyszeć można zarówno gorzki komentarz pod adresem współczesnego muzycznego showbiznesu, jak i ponuro zaintonowany kawałek o egzystencjalnym lęku, który nie pozwala ani rozliczyć się z przeszłością, ani naświetlić przyszłości w wystarczająco wyrazistych barwach. Szkoda jedynie, że nie udało się tego wszystkiego spiąć w spójną filmową całość bez wymuszonej ckliwości i przeładowanego melodramatyzmu. Role życia Coopera i Gagi nie pozwalają jednak przejść obojętnie obok "Narodzin gwiazdy".

OCENA: 7/10

Film

Narodziny gwiazdy
6.8 83 oceny

Narodziny gwiazdy (43 opinie)

produkcja
USA
gatunek
Dramat
premiera
30 listopada 2018
czas trwania
2 godz. 15 min.

Opinie (40) 6 zablokowanych

  • Film ma to coś magicznego

    I olbrzymi ładunek emocji. Warto obejrzeć zamiast kolejnej głupiej komedii świątecznej. Muzyka chodzi po głowie jeszcze długo po wyjściu z kina.

    • 39 12

  • cudowny film!

    • 22 9

  • Muzyka super (2)

    Film za długi jak dla mnie . Strasznie się ciągnął. Typowo babski film nie polecam zabierania faceta wynudzi się na maxa. Muzyka super . Gaga dała radę aktorsko a jej głos powala :)

    • 15 17

    • (1)

      Jestem facetem i wcale się nie nudziłem
      a film świetny a muzyka piekna

      • 3 0

      • Tepak sie wynudzi

        Zawsze moze iwc na kolejnego gniota z adamczykiem szycem i karolakiem :))) hahahhahahahaahahaha. Hahahbahahababa hahbahahaba hihihi hohohoho hahahhahahhahahaha

        • 0 0

  • (1)

    O, to Lady Gaga ma prawdziwą, normalną twarz, nawet całkiem ładną?

    • 49 8

    • A do tego jak gra

      • 6 0

  • strasznie męczliwy film

    Dostajemy ok. 2,5 godziny filmu w cenie zwykłego filmu. I lejdy Gaga.
    Opłaca się

    • 3 8

  • dobry film - taki o życiu

    • 4 10

  • Daje radę

    Film z pewnością daje radę. Wart obejrzenia. Kto ceni dobrą muzykę, będzie zadowolony, w końcu to musical. Cała ścieżka dźwiękowa dla mnie wyjątkowa.

    • 17 10

  • Super film (2)

    Szczerze polecam i jestem facetem:-)

    • 22 11

    • (1)

      Taaa
      Raczej gejem

      • 3 9

      • Zaraz po Tobie

        Gamoniu

        • 1 0

  • Nędza (8)

    Musiałem to obejrzeć ..uparła się moja kobieta..po 30 minutach zbierało mi się na wymioty..po godzinie na płacz..a po 2 godzinach na histerię.wychodząc z kina usmiechnąłem się odczuwając olbrzymią ulgę.film tragiczny.kiczowaty..zrobiony na siłę..gra aktorska na poziomie telenoweli.nie polecam..wręcz ostrzegam.

    • 18 51

    • Mnie film też nie porwał... (2)

      ...ale nie miałem aż takich wymiocinowych odruchów. Wiadomo, że to film głownie dla kobiet i niczego innego nie należy się po nim spodziewać (w opozycji muzyczny Bohemian Rhapsody- polecam! )Poszedłem z ukochaną na film, sala Dream, bardzo intymnie, wygodnie, piekniejsza i lepsza połowa wtulona we mnie, oglądająca z dużym rozrzewnieniem. Dzięki tym prawie 3 godzinom, miałem potem zagwarantowany cudowny wieczór i noc...:). Zmień podejscie chłopie, lepiej bedzie Ci się żyć. Ty się przemęczyłeś, ale Twoja kobieta na pewno wyszła z seansu zadowolona. Moja w kolejnym tygodniu pojdzie ze mna na Robin Hooda Początek albo na Creed'a- tez wycierpi, choc trudno nazwać cierpieniem coś co się robi z miłości :)

      • 21 2

      • (1)

        Rzygam tęczą
        Takie to tkliwe.
        Skocz jeszcze w nocy do apteki po podpaski

        • 2 16

        • a co to za problem kupić swojej dziewczynie podpaski, bo nie czaje? Jak jest okres to standardowy pakiet- podpaski, ibuprom, czekolada i wino.

          • 14 2

    • Myślę że jesteś opętany przez dziewięć demonów a są to: Behemot, Balaam, Izakaron, Grezyl, Aman (nie Anal!), Amadeusz, Wegerid, Lewiatan i Zapaliczka. Jeżeli by tak było, to niezbędne będą egzorcyzmy...

      • 1 1

    • Zmień kobietę, jak się meczysz albo trzeba było się kimnac, w kinie wygodne fotele polecam.

      • 4 1

    • Biedactwo :P

      Następnym razem znajdź swój nabiał i powiedz delikatnie swojej cudownej kobiecie, że nie lubisz takich filmów. Ona to przeżyje i pojedzie z przyjaciółką i Ty też będziesz szczęśliwszy :)

      • 9 2

    • Sam.jestes nedza

      Idz sie masturbuj na.karolaku

      • 0 1

    • Zgadzam się .... niestety.

      Bardzo przykro jest mi się zgodzić z tą opinią, ale naprawdę liczyłem na porządne pierd....ięcie idąc na ten film. Jednakże podczas seansu dosłownie nie wierzyłem w to, co widzę. Nie mam nic przeciwko Bradleyowi, Lady Gagę lubię, ale ten film mnie bardzo, ale to bardzo rozczarował. Sam zamysł OK, ale sposób w jaki został zrealizowany ten film, to kompletnie nie moja bajka. Wybaczcie.

      • 0 1

  • Co to za gwiazdy 5 minut na YouTube (3)

    Oni takiemu frediemu mercuremu nie dosięgają do pięt. Film dla lamusowbi 30 letnich korpo singielek kotrych partnerzy życia to kot i maszynka do pozytywnych wibracji:-)

    • 13 42

    • Czy singielki pracuja tylko w korpo? (2)

      A kasjerka z biedry to nie moze miec kota i byc singielka?rozumiem,ze te maja wszystkie rodziny ?

      • 7 0

      • nie (1)

        nie bo w korpo tylko targety napierdzielasz i nie masz czasu na rodzine

        • 1 3

        • masz marne pojęcie o korpo

          • 1 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.