• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Legenda Kurta Cobaina wiecznie żywa. Recenzja filmu "Montage of Heck"

Tomasz Zacharczuk
24 kwietnia 2015 (artykuł sprzed 9 lat) 

Ponad 20 lat po tragicznej śmierci, lider legendarnej Nirvany powraca w wielkim stylu. Kurt Cobain znów zachwyca, fascynuje i inspiruje, ale nie unika przy tym kontrowersji, odrazy i jakże charakterystycznego, szczególnie dla niego, niezrozumienia. "Montage of Heck" jest kapsułą czasu wysłaną przez Bretta Morgana w głąb chaosu, jakim był umysł ikony muzyki lat 90.



Kilkanaście kartonowych pudeł, a w nich setki notatek i zapisków o szerokim spektrum tematycznym, od listy zakupów czy wydatków, po teksty utworów, gitarowe tabulatury i osobiste, niemal pamiętnikowe wyznania autora. Ponad setka amatorskich kaset magnetofonowych, na których oprócz solidnej porcji rock'n'rolla i punka, słychać powolne i nieśmiałe wykluwanie się grunge'u. I pięć osób - doświadczonych przez życie i jego pokusy, sprawiających wrażenie wypalonych i opuszczonych świadków narodzin oraz upadku legendy. Wspólnym mianownikiem jest Kurt Cobain.

Właśnie takim materiałem dysponował reżyser Brett Morgan, tworząc pierwszy, w pełni autoryzowany przez rodzinę i wyprodukowany przez córkę Cobaina, pełnometrażowy dokument o życiu lidera Nirvany. Nieograniczony dostęp do prywatnych rzeczy muzyka spowodował, iż Morgan, pomimo ponad 20-letniej nieobecności Cobaina, mógł niemal zajrzeć w oczy geniusza, jak określa się go już na samym początku filmu. To spojrzenie, również w perspektywie widza, zarówno fascynuje, jak i przeraża. "Montage of Heck" nie jest bowiem typowym filmem dokumentalnym. Owszem, zachowana jest pewna chronologia, przełomowe momenty okraszone są komentarzem najbliższych, a całość uzupełnia muzyczny przekrój Nirvany, od "Bleach" aż po "In Utero". Tu jednak względna harmonia się kończy, a zaczyna chaos, jakim nasycony był 27-letni żywot Kurta Cobaina.

Główną oś filmu stanowią archiwalne, niepublikowane wcześniej nagrania wideo i zapisy fonograficzne. Morgan nie traktuje ich jednak jako dodatku czy uzupełnienia, a właśnie z tych autobiograficznych przebłysków komponuje niepokojącą historię człowieka przepełnionego talentem, ale i wewnętrzną walką oraz sprzecznością. Tę niszczącą opozycję widać doskonale na kinowym ekranie. Kurta Cobaina poznajemy zarówno jako żywiołowego kilkulatka przebranego w kostium Batmana, wyginającego się ze sztuczną gitarą malucha otoczonego miłością najbliższych. Widzimy też odrzuconego przez rówieśników nastolatka siedzącego na torach kolejowych i czekającego na nadjeżdżającą śmierć. Obserwujemy największą w tamtych czasach gwiazdę muzyki beztrosko zabawiającą swoją córkę, aby po chwili oglądać przerażający kadr z półprzytomnym i bełkoczącym bez sensu narkomanem trzymającym na kolanach dziecko. Bo taki był Kurt. Muzyczny geniusz, krzewiciel idei wolności i niezależności, a jednocześnie niewolnik własnych lęków, fobii i heroinowego nałogu. Buńczuczny muzyk uwielbiający występy na żywo i nieznoszący mediów oraz aspołeczny paranoik chcący za wszelką cenę schować się przed światem i sławą. Takiego widzimy go w "Montage of Heck".

Dokument, który dopiero zagościł na polskich ekranach, jest bardzo intymną analizą życia Cobaina. Twórcy bez większych oporów zaglądają do sypialni Kurta i Courtney, pokazują go jako rodzica, męża, syna i przyjaciela, nie dbając jednocześnie o poprawność i gloryfikację swojego bohatera. To leży już w rękach widza, a materiał zaproponowany przez Bretta Morgana z pewnością tego zadania nie ułatwi. Tak, jak ciężko było zaklasyfikować muzykę i twórczość Nirvany, tak ciężko jest zrozumieć jej lidera.

Największą wartością filmu jest mnóstwo niepublikowanych wcześniej materiałów, od amatorskich filmów po zapisy i rysunki Cobaina, znakomicie zebrane przez twórców w formie onirycznych animacji, dzięki którym dzieła muzyka ożywają i zabierają nas w głąb jego umysłu. Wypowiedzi najbliższych są jedynie tłem, dlatego "Montage of Heck" z pewnością nie jest filmem przegadanym, a przez to drętwym i nieco sztucznym. Główną postacią jest tylko i wyłącznie Kurt Cobain.

Pytanie zasadnicze: po co powstał "Montage of Heck"? Zapewne jest próbą zobrazowania legendy. Pokazania tego, jakim był, bez ukrywania kontrowersji, wbrew wyobrażeniom i wszelkim tabu. Być może bolesnym rozliczeniem się najbliższych z przeszłością, wyrzuceniem bólu i tęsknoty, które widać na twarzach rozmówców (może z wyjątkiem apatycznej, zobojętniałej Courtney). A może kolejną dźwignią finansową dla twórców z wykorzystaniem wizerunku człowieka walczącego o prywatność, wolność i autonomię? Jakie by cele nie przyświecały filmowcom i osobom zaangażowanym w produkcję, w efekcie końcowym dostajemy dzieło obowiązkowe, przesycone emocjami, zmuszające do refleksji, zaskakujące swoją formą i zawartością. I choć ciężko uniknąć skojarzeń ze słynnym "The Wall" (o czym zresztą mówi sam reżyser w wywiadzie po napisach końcowych - warto zostać w kinie kilka minut dłużej!), "Montage of Heck" pisze własną historię i narzuca nowy kierunek biograficznym dokumentom.

A co powiedziałby sam Kurt? Z całą pewnością nigdy nie upubliczniłby tak intymnych wycinków ze swego wspaniałego, acz bolesnego życia. A może machnąłby ręką i rzucił cicho "Nevermind..." ?

OCENA: 8/10

Film

7.0
4 oceny

Kurt Cobain: Montage of Heck (1 opinia)

(1 opinia)
Biograficzny, Dokumentalny, Muzyczny

Opinie (30) 5 zablokowanych

  • Film ok.

    Film ciekawy, choć nie wnosi nic nowego. Tragedia napisy - białe na białym tle i latające góra, dół. Nie wiem dlaczego, ale nie ma Dave'a Grohl'a.

    • 0 0

  • W sieci jest całkiem niezły nowy album 'A Tribute To Nirvana'

    Covery utworów Nirvany różnych wykonawców. Warto posłuchać.

    • 0 1

  • Pamiętam jak w podstawówce ktoś przyniósł video i kasetę z nagrywanymi z MTV klipami. (3)

    Nie było youtuba, mało kto miał satelitę, więc taka kaseta to och... ach... co tam nie było, Michael Jackson, Kriss Kross i właśnie Nirvana z ich blockbusterem "Smeels like teen spirit". Wszyscy siedzieliśmy z gałami na wierzchu (nauczyciele też :))
    Ogień !

    • 11 0

    • ja na takich kasetach nagrywałem klipy z (2)

      Headbangersball.Metallica,Slayer,Sepultura,Cannibal corpse itp oczywiście Nirvana też tam się znalazła.

      • 2 0

      • heh...pozniej to oczywiscie kazdy nagrywał to co lubil najbardziej. Ale w tamtych czasach (1)

        jeśli było nagrane z MTV to i tak furore robilo czy się lubilo ten klimat czy nie :)

        • 1 0

        • no tak przyznaje ci rację

          • 1 0

  • Koszulka (3)

    Dzięki koszulce z podobizną Kurta Cobaina, poznałem swoją żonę :)

    • 17 2

    • ja swoją też!! (1)

      Do dziś mam tą koszulkę :)

      • 5 1

      • Tą samą ??

        • 1 0

    • współczuje...

      • 4 10

  • film widziałem, oprócz prywatnych nagrań przedstawionych w filmie nie wniósł nic nowego.. ewidentnie film pod publikę-szkoda., a czas "młodości" nie do odtworzenia:)

    • 1 1

  • W tamtych czasach wolałem Pearl Jam (1)

    Nirvany słuchało dużo zwariowanych lasek, co robiło jej "złą prasę".

    • 5 4

    • Pearl Jam też dobry :)

      • 2 0

  • Nie oglądałam, ale super wrócić do tamtych czasów, jako nastolatka.
    Pomimo innych czasów Nirvana zawsze pozostanie w mym sercu...
    Dzięki Kurt, że byłeś...

    • 5 0

  • Wspaniałe czasy, dorastanie przy jego muzyce.. (4)

    • 78 0

    • najlepszy koncert (1)

      https://www.youtube.com/watch?v=oCsbUSk5-O8

      • 1 0

      • wiele nieścisłości jest w tym filmie, czy reżyser wogóle miał pojęcie o Nirvanie i wokaliście ?

        • 0 1

    • Nie ukrywajmy (1)

      Że dorastanie, to były wspaniałe czasy:) Nieważne przy czyjej muzyce.

      • 14 2

      • gdyby dorastanie było tylko wspaniałe - muzyka Nirvany nie spotkałaby się z takim przyjęciem

        • 9 0

  • Więcej niż muzyka

    Nirvana to przede wszystkim emocje i specyficzny klimat. Dowód na to, że za pomocą dwóch chwytów i niezrozumiałych pomruków można wyrazić więcej niż zespół muzyków z klasą mistrzowską. Oczywiście trzeba mieć w sobie talent, którego niestety Cobain nie udźwignął.

    • 2 1

  • Zawiedziony (5)

    Niestety zawiodło mnie to, że reżyser w drugiej połowie strasznie chciał wybielić Courtney Love, która moim zdaniem była gwoździem do trumny Kurta. Mimo starań, wywiad z nią w filmie udowodnił tylko, że jest to osoba z problemami psychicznymi.

    • 33 1

    • Madry sie odezwal...

      Raczej on mial zrabana psyhike i dlatego sie sam z***al.. Co ona ma do tego... Palancie..

      Ktos kto sobie sam zycia odbiera to nie jest normalny;))

      Zero szacunku i doceniania do tego co sie ma;))

      • 0 6

    • Oczywiście, że to ona przyczyniła się do jego śmierci.

      • 2 0

    • kurtnej ty kurko....takie bylo hasło za małolata

      • 1 0

    • To jest twoje zdanie (1)

      czym poparte sensacjami dziennikarskimi? Skad wiesz jak bylo naprawde?

      Tak na marginesie, corka Cobaina jest w zlych relacjach z Courtney Love

      • 0 5

      • Ale o co chodzi? Courtney miala zly wplyw na Kurta i na jego i tak slaba psychike. Do tego nie potrzeba dziennikarskich sensacji tylko wypowiedzi jego najlblizszych przyjaciol. Courtney jako osoba dominujaca wyczula, ze mozna manipulowac tak wrazliwa osobe (jegi wrazliwosc potrzwierdza wyzej wymieniony film) i zamiast razem wyjsc z nalogu (przyczyna moze byc ciaza i zalozenie rodziny) ta jeszcze bardziej upokorzyla. czyste fakty zero sensacji ( jesli ci chodzi o to). A gwozdzim do trumny nie koniecznie musi byc podejrzenie morderstwa, jesli rowniez o to ci chodzi...

        • 6 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Kino Konesera - La Chimera

29,90 zł
projekcje filmowe

Kino Konesera: La chimera

29,90 zł
projekcje filmowe

Kino Konesera: La chimera

29,9 zł
projekcje filmowe