• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Komedia z perspektywą. Recenzja filmu "Juliusz"

Tomasz Zacharczuk
14 września 2018 (artykuł sprzed 5 lat) 

Kondycja polskich komedii do złudzenia w ostatnim czasie przypomina formę naszych reprezentantów na piłkarskim Mundialu. Rozpalone nadzieje i śmiałe deklaracje w obu przypadkach kończą się rozczarowującym fiaskiem. "Juliusz", na szczęście, nie wbija rodzimej kinematografii bolesnego samobója, choć do komediowego podium droga jest jeszcze daleka. Trzymając się terminologii sportowej - Aleksander Pietrzak ze swoim filmem wyszedł z grupy, ambitnie powalczył w dalszej fazie, ale odpadł po niewymuszonych błędach.



Film można obejrzeć podczas Festiwalu filmowego w Gdyni - zobacz nasz specjalny serwis

Recepta na polską komedię jest jak spisany przed laty na pożółkłej i pomiętej już kartce przepis na niezawodny wypiek, którym do znudzenia wymieniają się zaprzyjaźnione sąsiadki. Każda z nich korzysta z podobnych składników, każda zmienia nieco proporcje i ostatecznie każda serwuje produkt o podobnym smaku. I każda dumnie, choć już głośno tego nie przyzna, twierdzi, że robi to najlepiej. W rodzimym kinie fartuszki takich sąsiadek przywdziewają filmowi producenci - wymieniający się tymi samymi aktorami, stosujący te same metody, sprzedający widowni te same historie.

Debiutujący w pełnym metrażu Aleksander Pietrzak, choć na pewno kilka razy na magiczny przepis zerknął i parę wytycznych zapamiętał, postanowił stworzyć film tylko i wyłącznie według własnego widzimisię. Od "Juliusza" (choć tylko pozornie) czuć świeżość, której zareklamować nie powstydziłby się sam Zygmunt Chajzer. Nie ma kopiowanych bez opamiętania romantycznych bajek, śliniących się do kamery celebrytów, wymuskanych ozdobników i lokowanych produktów. Jest za to naprawdę nieźle, choć mogło być zdecydowanie lepiej.

Tytułowy Juliusz (Wojciech Mecwaldowski) jest aż przerysowanym życiowym nieudacznikiem, któremu brakuje zarówno zawodowego, jak i emocjonalnego spełnienia. Dotychczasowe życie odmienia spotkanie Doroty (Anna Smołowik) oraz mozolnie odbudowywane relacje z chorowitym ojcem (Jan Peszek). Tytułowy Juliusz (Wojciech Mecwaldowski) jest aż przerysowanym życiowym nieudacznikiem, któremu brakuje zarówno zawodowego, jak i emocjonalnego spełnienia. Dotychczasowe życie odmienia spotkanie Doroty (Anna Smołowik) oraz mozolnie odbudowywane relacje z chorowitym ojcem (Jan Peszek).
Tytułowy Juliusz (Wojciech Mecwaldowski) przypomina nieco uwspółcześniony model Adasia Miauczyńskiego. Pech gamoniowatego nauczyciela dopada niemal na każdym rogu. Bije od niego tak odczuwalna apatia i niemoc, że nie boi się go okraść nawet poruszający się na wózku inwalida. Prowadzone przez Juliusza zajęcia plastyczne uczniowie ignorują, a i dyrektor szkoły nie traktuje mężczyzny całkiem na serio.

Prawdziwych bolączek dostarcza natomiast Juliuszowi ojciec - imprezujący niczym student na pierwszym roku, kochający kobiety i zacne trunki artysta-malarz... po dwóch zawałach. Przejęty syn podejmie wszelkie możliwe próby, by utemperować niepohamowaną miłość seniora do śmiertelnie już niebezpiecznych przyjemności. W tym samym czasie Juliusz w niecodziennych okolicznościach poznaje intrygującą panią weterynarz, Dorotę (Anna Smołowik).

I tu właściwie mogłoby się wydawać, że wracamy do osławionego przepisu. Nic z tych rzeczy. Pietrzak zgrabnie wymyka się regułom klasycznej komedii romantycznej. Uczucie do nowo poznanej kobiety jedynie inicjuje szereg zmian w życiu głównego bohatera. Oczywiście, ekranowa miłość rozkwita w błyskawicznym tempie, pojawiają się sceny-kalki z podobnych produkcji, ale wszystko nadal podlane jest solidną ilością dowcipu i autoironii.

Romantyczny wątek po prostu nie nuży ani specjalnie nie dręczy, bo ograny jest z pomysłem i z pomocą świetnie dysponowanych aktorów. Na czele z Anną Smołowik, która naturalną przebojowością, spontanicznym poczuciem humoru i wszechobecnym luzem bije na głowę koleżanki po fachu kolekcjonujące jedną komedię romantyczną po drugiej. Z równie wielką swobodą bawi się własną kreacją Jan Peszek w roli Juliusza seniora.

"Juliusz" długimi fragmentami przypomina zlepek luźno powiązanych dość przeciętną fabułą skeczy zaczerpniętych z różnych stand-upów. Inteligentny i soczysty humor funkcjonuje na równi z dowcipami raczej niskich lotów. Wymagającemu widzowi właśnie ta dysproporcja może doskwierać najbardziej. "Juliusz" długimi fragmentami przypomina zlepek luźno powiązanych dość przeciętną fabułą skeczy zaczerpniętych z różnych stand-upów. Inteligentny i soczysty humor funkcjonuje na równi z dowcipami raczej niskich lotów. Wymagającemu widzowi właśnie ta dysproporcja może doskwierać najbardziej.
Pozostaje jedynie żałować, że cenionego aktora w tak świetnej formie nie wykorzystano w nieco szerszym zakresie, bowiem relacje ojca z synem twórcy filmu naszkicowali dość prowizorycznie i ogólnikowo. Szczególnie w momencie, gdy niezobowiązująca komedia skręca w stronę komediodramatu traktującego o odnajdywaniu wspólnych więzi. To właśnie wtedy "Juliusz" odkrywa swoje słabsze strony, a fabuła rozjeżdża się po kilku torach, które finalnie prowadzą do oklepanego i banalnego finału.

Równie nieregularny w filmie jest poziom prezentowanych żartów. Poczucie humoru, wiadomo, rzecz względna i niezwykle subiektywna. I właśnie dlatego wydaje się, iż Aleksander Pietrzak z pomocą scenarzystów (m.in. Abelarda GizyKacpra Rucińskiego) trochę na siłę starał się wrzucić do filmu dowcipy różnej maści i wagi. Są w "Juliuszu" fragmenty przypominające wycinki z brawurowego stand-upu, który możemy oglądać kilka razy z rzędu, są i momenty naśladujące starte kabaretowe skecze, którymi stacje telewizyjne uwielbiają łatać programowe dziury. Wyostrzony, soczysty i inteligentnie wkomponowany w fabułę żart funkcjonuje obok trywialnych, często slapstickowych, wymuszonych gagów.

Cały funkcjonujący w "Juliuszu" humor trzyma w ryzach niezawodny Wojciech Mecwaldowski - aktor idealnie pozujący do portretu wymiętolonego z emocji i ambicji 40-latka, który w pewnym momencie przeszedł w tryb "stand-by". Tytułowego bohatera precyzyjnie buduje kawałek po kawałku i nie musi się nawet specjalnie silić, by z miejsca zdobyć sympatię widza. Rozbraja zarówno wtedy, gdy z miną nieśmiałego chłopca, który przed chwilą coś przeskrobał, tłumaczy się sąsiadowi z wulgarnego napisu na klatce, jak i wówczas, gdy w bardzo "ilustracyjny" sposób wyjaśnia krnąbrnemu uczniowi, gdzie ten może skończyć, jeśli nie zacznie się przykładać. Lepszego Juliusza "Juliusz" chyba nie mógł spotkać.

W komedii Aleksandra Pietrzaka można znaleźć całkiem sporo nawiązań do popkultury czy filmu (nawet "Pulp Fiction"). Pojawiają się także w nieraz zaskakujących epizodach gwiazdy kina czy muzyki. W komedii Aleksandra Pietrzaka można znaleźć całkiem sporo nawiązań do popkultury czy filmu (nawet "Pulp Fiction"). Pojawiają się także w nieraz zaskakujących epizodach gwiazdy kina czy muzyki.
Aleksandrowi Pietrzakowi być może zabrakło lepszego wyczucia tematu bądź po prostu bardziej spójnego scenariusza (a może bardziej dominującego wkładu gdańskich standuperów), który nie obfitowałby w tak oczywiste rozwiązania. Warto jednak obdarzyć debiutanta kredytem zaufania i pogratulować faktu, że w tak nieszczęsnej materii, jaką jest polska komedia, młody reżyser nie pogubił się i spełnił podstawowy cel swojej misji: rozbawił publiczność. Bo "Juliusz" niewątpliwie bawi i szczerze śmieszy, choć nie wszyscy zanosić się będą w tym samych momentach i z takim samym zaangażowaniem.

Cieszyć natomiast może fakt, że "Juliusz" dołącza do dwóch innych tegorocznych filmów ("Gotowi na wszystko. Exterminator" oraz "Atak paniki"), które razem dają nadzieję na to, że zapraszając znajomych na komediowy wieczór nie trzeba będzie szukać DVD z napisem "Chłopaki nie płaczą" (o Barei czy Chęcińskim nie wspominając), by obejrzeć niegłupią polską komedię, przy której zapłakać można. Ale jedynie ze śmiechu.

OCENA: 6/10

Film

5.6
104 oceny

Juliusz (41 opinii)

(41 opinii)
komedia

Wydarzenia

Opinie (38) 1 zablokowana

  • Świetna

    Dawno się tak nie śmiałam. Gorąco polecam. Świetni aktorzy, wszyscy. Jestem bardzo zaskoczona negatywnymi opiniami

    • 0 0

  • Film z przesłaniem

    Myślę, że jest to film z przesłaniem. Kręcony na bazie głupkowatych scenek w stylu stend-upu ułożonych przez Abelarda Gizę nie do zaakceptowania na dużym ekranie. Młodzi twórcy potrafili uratować ten scenariusz i zrobili z niego "swój temat", czyli temat pt. relacje ojciec i syn.
    Jest to film, w którym świetnie gra Peszek oderwany jak w scenariuszu od rzeczywistości, świetną rolę grają Mecwaldowski i Smołowik. Młodzi filmowcy Pietrzaki Pastewka moim zdaniem uratowali ten scenariusz, który pierwotnie miał być zbiorem, tanich skeczy a finalnie powstało story z lekkim wyciskniem oczu. Ufam że się rozwiną. Ci którzy krytykująten film niech pamietają ze bedac debiutantem niełatwo się zabrać za komedię... ale ci młodzi sa ambitni i za to należą się im brawa.

    • 0 0

  • masz dystans do siebie, do świata? warto zobaczyć :) jest wesoło i refleksyjnie też

    Warto zobaczyć, jeśli lubi się polskie kino, jeśli ma się dystans do siebie i do świata,
    krytycznemu spojrzeniu nie polecam, gdyż może stracić refleksję i skupienie na rzeczach ważnych oraz ciekawych,
    ciekawy film, super Mecwaldowski i Peszek!!!!!! :) brawo dla nich!

    • 0 0

  • Dobry film

    Nakręcony przez debiutantów. Myślę, że nie wszystko mogli kreować dowolnie, skoro za nimi stali znani producenci. Wyczuwam dobry potencjał tych ludzi po tym filmie. Są pozbierani i warsztatowo umieją kręcić. Komedię najtrudniej nakręcić, a oni to zrobili i to dobrze. Trzymają się też swojego wątku który konsekwentnie realizują od kilku lat (relacje ojciec-syn). Film dobry, gra aktorska ciekawa miejscami bardzo dobra. Smołowik to jest to!... ( będą z niej ludzie... już są) a nie oklepane Kulesze i inne panie aktorki wypływające na tematach historycznych podbudowanych polityką . A ten film jest apolityczny!!!! i to jest w nim dobre!!!

    • 1 0

  • Coś (1)

    Kolejne wypociny polskiego kina.Wulgaryzmy od pierwszych scen,brud,pijaństwo,wyuzdany brudny seks.Reklamowany film z plejadą gwiazd polega na sekundowym pokazaniem wspaniałej Ewy Wiśniewskiej w kondukcie żałobnym,kilkusekundowe ujęcie młodego Sztura,Materny,Jandy,spowoduje oszukańcze kolejki do kin.Scenariusz obłąkanego.odradzam szkoda pieniędzy na bilet !!!

    • 5 6

    • nic nie rozumiesz..

      ten film to rzeczywistość życiowa, właśnie codzienne i wszechobecne wulgaryzmy chamstwo i brud. Ale złamane zostają przez postawę głównego bohatera. Bo byle jak, ale zawsze trzeba się jednak zachować! Tak to odbieram.. ale trzeba to dostrzec a nie tylko patrzeć jak w twoim przypadku.
      Film dobry, bo ma przesłanie w tej beznadziejnej doczesnej rzeczywistości, która jest w pierwszym planie filmu jest odszukany jakiś sens.

      • 0 0

  • Hybryda

    Połączenie "Dnia Świra" z pozytywnym zakończeniem rodem z komedii romantycznej. Tyle że pana Kondrata nikt w tej roli nie przebije.

    • 0 0

  • nowy Predator to jest dopiero syf

    szkoda kasy

    • 0 1

  • Mogło być o wiele lepiej

    Moim zdaniem film całościowo bardzo słaby. Poszedłem na niego z dziewczyną z nastawieniem że się pośmiejemy i zrelaksujemy w niedzielne popołudnie a dostaliśmy kiepski komediodramat, który potrafi być wyciskaczem łez. Wspomnę jeszcze o rodzicach, którzy zabrali swoje pociechy do kina na seans z nastawieniem podobnym do naszego a jednak w "niezręcznych" scenach musieli wyganiać je z sali do barku po popcorn. Powodem tego mogą być zapowiedzi filmu w tv, które zapowiadały się naprawdę dobrze! Potem jednak okazuję się że najciekawsze momenty możemy zobaczyć bez kupowania biletu. Scenariusz jak i cała fabuła są bardzo przewidywalne. Inspiracjom z "Dnia Świra" nie ma końca, wszystko jest bardzo czytelne. Odważyłbym się nazwać ten film tanią podróbką produkcji Koterskiego, gdzie wątki są bardzo podobne: nauczyciel-nieudacznik, niezadowolony ze swojego życia, motyw nieszczęśliwej miłości, relacje ojciec-syn, nawet plaster na czole bo "przypieprzyłem się w skrzynkę". Po czołówce polskich standuperów, którzy pomagali przy tym filmie spodziewałem się czegoś więcej. Szkoda bo sami aktorzy w tym filmie są genialni i moim zdaniem można było lepiej wykorzystać ich potencjał. Pomysł 9/10, wykonanie 4/10

    • 1 2

  • Beznadzieja (1)

    Odradzam, żenujący film

    • 4 5

    • Dno na maxa odradzam

      Strata kasy byłam dziś dno na maxa

      • 1 0

  • Komedia to była na nagraniu jak Pani sendzi aposzł asię pytać nadszyskownika Ziobro na kogo ma zagłosować (1)

    bolszewicki kraj nam się rodzi ...

    • 11 8

    • Trzeba mieć problemy psychiczne, żeby wszędzie politykę wsadzać

      • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Wydarzenia

Art Beats | Tycjan: Imperium barw - Wielka Sztuka w Kinie | Kino Kameralne Cafe

27 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

Kino Seniora w Kameralnym

12 zł
impreza filmowa, projekcje filmowe

Konfrontacje: 20 000 gatunków pszczół | Dyskusyjny Klub Filmowy UG Miłość Blondynki

15 zł
projekcje filmowe, przegląd, DKF