Nasze recenzje

stat

Komedia rozbrojona z humoru. Recenzja filmu "Raz się żyje"


Zamiast pikantnego, komediowego burrito rodem z gorącego Meksyku na talerzu tkwi odgrzewana mrożonka z podrzędnego marketu. Filmowa przekąska okraszona twarzą Charlize Theron jest równie mdła i niezrozumiała, co polskie tłumaczenie tytułowego "Gringo". Raz się żyje, więc tym bardziej szkoda czasu na marną komedię pomyłek, z których największą jest sam fakt nakręcenia takiego filmu.



Sumiennie wykonujący swoje obowiązki i skłonny do kompromisów Harold (David Oyelowo) pracuje w farmaceutycznej korporacji. Poczciwy chłopina nie zdaje sobie sprawy z faktu, iż szef-kumpel manipuluje nim do własnych celów, a ukochana żona małżeńską wierność wystawia za drzwi ich wspólnej sypialni. Podczas służbowej delegacji do Meksyku Harold odkrywa biznesowy przekręt. Chcąc odegrać się na parze nieuczciwych przełożonych (Charlize Theron i Joel Edgerton) wpada na pomysł sfingowania własnego porwania. Sytuacja gęstnieje, gdy mężczyzna naprawdę trafia na celownik miejscowego narko-bossa, a jego tropem podąża na doczepkę profesjonalny najemnik.

Bezlitosne kartele, zawodowy zabijaka, biznesowe machloje i pożądana przez wszystkich formuła pigułek z medycznej marihuany, a w samym centrum kipiącej od adrenaliny afery zwyczajny gość, korporacyjny no-name, który chce wszystkich wyprowadzić na meksykańskie manowce. Brzmi jak bombowa mikstura wyrafinowanej, dynamicznej komedii, na którą słusznie po obejrzanym zwiastunie wielu widzom ostrzyło sobie zęby. Znikomą porcją humoru najeść się jednak nie sposób. A i z każdym kolejnym kęsem coraz trudniej to przeżuć.

Harold (David Oyelowo), chcąc odegrać się na nieuczciwych przełożonych, obmyśla ambitny plan sfingowania własnego porwania podczas służbowej wizyty w Meksyku. Sytuacja komplikuje się, gdy okoliczny kartel rzeczywiście zaczyna interesować się poczciwym mężczyzną.
Harold (David Oyelowo), chcąc odegrać się na nieuczciwych przełożonych, obmyśla ambitny plan sfingowania własnego porwania podczas służbowej wizyty w Meksyku. Sytuacja komplikuje się, gdy okoliczny kartel rzeczywiście zaczyna interesować się poczciwym mężczyzną. mat. prasowe/ Monolith Films
Poza jedną świetnie zagraną przez Davida Oyelowo sceną "samouprowadzenia" próżno nasłuchiwać na sali kinowej kolejnych salw śmiechu. Humor w "Raz się żyje" wydaje się być pourywany, szarpany, a czasami zupełnie przypadkowy. Dochodzimy wreszcie do momentu, gdy widok dorosłego faceta piszczącego na widok igły niczym dziecko chcąc nie chcąc trzeba potraktować jako gag wysokich lotów. Z prędkością światła twórcy wyczerpują też komizm kluczowych postaci. Gamoniowatość głównego bohatera zaczyna w końcu irytować, bluzgająca na potęgę Charlize Theron gubi efekt zaskoczenia, a cyniczny Edgerton w ogóle gdzieś się zawierusza w drugiej części filmu.

Równie ambitnym, co jednak zgubnym manewrem okazało się imitowanie "tarantinowskiej" narracji. Bohaterowie "Raz się żyje" również przejawiają skłonności do filozofowania, zapędzają się w absurdalne dyskusje, a stojący za kamerą Nash Edgerton próbuje wyprowadzić widza w pole serią zaskakujących zwrotów akcji. Te jednak przychodzą zbyt późno. Natomiast rozpływający się nad twórczością Beatlesów szef meksykańskiego kartelu, mędrkujący o Piotrze i Judaszu najemnik czy przypowieści o gorylach zajadających marchewki z ust Richa są koniec końców trywialne, banalne i pozbawione ikry. Przypominają bełkotanie kumpla, który podczas wspólnego wypadu do baru wypił o jednego za dużo. Wysłuchać wypada, ale dyskutować nie ma o czym.

"Raz się żyje" początkowo mami nas inteligentną, kryminalną komedią, by za chwilę przemycać na ekranie typowo dramatyczne wątki. Sfinalizowaniem tego wątpliwego projektu jest zaś imitacja kina akcji z udziałem agentów DEA, meksykańskich "sicarios" i przypadkowego bohatera, który zawsze może liczyć na łut szczęścia.
"Raz się żyje" początkowo mami nas inteligentną, kryminalną komedią, by za chwilę przemycać na ekranie typowo dramatyczne wątki. Sfinalizowaniem tego wątpliwego projektu jest zaś imitacja kina akcji z udziałem agentów DEA, meksykańskich "sicarios" i przypadkowego bohatera, który zawsze może liczyć na łut szczęścia. mat. prasowe/ Monolith Films
Posuwająca się niezwykle ślamazarnie fabuła uwidacznia też kolejny bardzo wyraźny mankament filmu. W pewnym momencie nie wiadomo już, czy mamy do czynienia z kryminalną komedią, kinem akcji czy łzawym dramatem o człowieku, który jednego dnia stracił sens życia. Haroldowi wypada współczuć czy może należy ostentacyjnie naśmiewać się z jego beznadziejnej sytuacji? Scenarzyści najwidoczniej nie potrafili zdecydować się na jedną z opcji, dlatego luźne komediowe gagi przecinają melodramatycznymi solówkami głównego bohatera. Jedno i drugie biorą w łeb, gdy ni stąd, ni zowąd twórcy filmu stawiają na efektowne strzelaniny i gangsterskie porachunki.

Na braku odpowiedniego balansu cierpi przede wszystkim fabuła - przeraźliwie niedopracowana, pełna dziwacznych postaci i niewytłumaczalnych wątków. Gdy podczas widowiskowej kraksy dostajemy od reżysera impuls i myślimy, że akcja nareszcie wskoczy na odpowiedni tor, po chwili jesteśmy świadkami zaciągania ręcznego hamulca. Ostatni kwadrans to już jazda na pełnym biegu. Problem w tym, że ta przejażdżka już nie do końca interesuje. Podobnie jak wątek z młodocianym dilerem i jego dziewczyną. Tak zaniedbanej aktorsko Amandy Seyfried dawno w kinie nie oglądaliśmy. Większą uwagę część widzów zapewne skupi na krótkim epizodzie Paris Jackson, czyli na debiutującej na wielkim ekranie córce króla pop.

Charlize Theron jako demoniczna kobieta czynu z pewnością przyciąga uwagę, ale bardzo szybko obnaża swoją postać z wszelkich niedopowiedzeń. Podobnie jest z Davidem Oyelowo czy Joelem Edgertonem. Bardziej jest to jednak wina nieudolnych scenarzystów niż aktorów, którzy mają wyraźny dryg do komediowego kina.
Charlize Theron jako demoniczna kobieta czynu z pewnością przyciąga uwagę, ale bardzo szybko obnaża swoją postać z wszelkich niedopowiedzeń. Podobnie jest z Davidem Oyelowo czy Joelem Edgertonem. Bardziej jest to jednak wina nieudolnych scenarzystów niż aktorów, którzy mają wyraźny dryg do komediowego kina. mat. prasowe/ Monolith Films
Oszałamiająco, delikatnie mówiąc, nie wypadli również bardziej doświadczeni aktorzy. W komediowym wydaniu David Oyelowo ma potencjał, jednak postać Harolda utkana została ze zbyt przejrzystych nici, a genialna intryga opracowana przez głównego bohatera bazuje głównie na szczęściu. Ciężko doszukać się więc atrybutów, którymi mógłby przekonać do siebie szeroką publikę. Nieźle prezentuje się Joel Edgerton jako dwulicowy przyjaciel i biznesowy krętacz, jednak scenarzystom zabrakło już pomysłu na dalsze poprowadzenie postaci Richa. To samo dotyczy Charlize Theron, która w wydaniu obcesowego wampa zaskakuje, ale tylko do czasu. Wyzywająca i operująca ciętym językiem bardzo szybko bowiem wykłada karty na stół, choć gra osiąga ledwie półmetek.

Mdła, nijaka i chaotycznie wymyślona komedia nie ma żadnych poważnych argumentów na to, by potraktować ją jako solidną rozrywkę. Ot, kolejna pozycja do telewizyjnej ramówki, która zniknie w gąszczu reklam wieczornego pasma. Producenci zachwalali swoje danie jako wytrawne, słodko-pikantne komediowe burrito, a w rzeczywistości dostaliśmy rozlaną na talerzu odgrzewaną mrożonkę. W dodatku zaserwowaną grubo po czasie. Napiwku nie warto zostawiać. W zasadzie to nie warto nawet składać zamówienia. "Raz się żyje" i o raz za dużo.

OCENA: 3/10

Film

Raz się żyje

Raz się żyje

4.5
produkcja
USA, Australia
gatunek
Komedia, Akcja
premiera
20 kwietnia 2018
czas trwania
1 godz. 50 min.

Opinie (9)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

22.04.2019 r.

17.04.2019 r.

12.04.2019 r.

Zapowiedzi