Nasze recenzje

Kobieta walcząca. Recenzja filmu "Kapitan Marvel"


Napisom końcowym "Kapitan Marvel" towarzyszy przebój grupy No Doubt "Just A Girl", lecz o bohaterce najnowszej produkcji słynnego studia z pewnością nie można powiedzieć, że jest zwykłą dziewczyną. Tym bardziej nie jest też blondwłosą cheerleaderką, która dostaje ledwie kilkuminutowe show w przerwie meczu gwiazd Marvela. Rezolutna i zaciekle ambitna Carol Danvers w debiutanckim występie udowadnia, że należy jej się miejsce w pierwszym szeregu filmowych superbohaterów. Bynajmniej nie do machania pomponami i trzymania ręczników takim twardzielom, jak Iron Man czy Kapitan Ameryka.



Kobiecych akcentów w filmach Marvela dotychczas nie brakowało, ale umówmy się, to panowie pierwsi rwali się do walki, toczyli decydujące i pełne napięcia pojedynki, z szelmowskim uśmiechem ratowali świat przed zagładą, by po wykonanej robocie puścić oczko w stronę damskiej części widowni. Dopiero sukces konkurencyjnej Wonder Woman zagonił producentów z Disneya do intensywnych prac nad pierwszym tytułem w pełni poświęconym kobiecie-superbohaterce. Dość oczywisty wybór padł na Kapitan Marvel, a blondwłosa wojowniczka o anielskiej twarzy Brie Larson odwdzięczyła się w najlepszy możliwy sposób: charyzmą i ekranowym wdziękiem dorównała twardzielom z tęgimi minami i stalowymi torsami.

Tematu kobiecego heroizmu zdaje się, że nikt w studiu Marvela nie potraktował pobłażliwie, nie odstawiono też żadnej fuszerki. Wręcz przeciwnie, twórcy filmu zadbali niemal o każdy szczegół, by debiutująca w kinowym uniwersum Carol Danvers poczuła się doceniona i potrzebna. Tytułowa bohaterka samoloty i motocykle zmienia jak rękawiczki, regularnie spuszcza łomot tabunom napakowanych facetów, pokazując jednocześnie gimnastyczne zdolności godne olimpijskiego złota. Nie owija w bawełnę i potrafi ukąsić ciętą ripostą. Pod lśniącym kostiumem skrywa zarazem typową kobiecą wrażliwość, posiada przeogromne pokłady empatii, nie tłumi na siłę własnych słabości. To po prostu zwyczajna dziewczyna o bardzo nadzwyczajnych mocach i udało się to pokazać w stu procentach.

Recenzje filmów w Trójmieście


Vers (Brie Larson) przypadkowo trafia na Ziemię. To właśnie tutaj wojowniczka rasy Kree odkryje tajemnicę swojego pochodzenia i niezwykłych mocy. Przy okazji ocali też Ziemię przed inwazją z kosmosu.
Vers (Brie Larson) przypadkowo trafia na Ziemię. To właśnie tutaj wojowniczka rasy Kree odkryje tajemnicę swojego pochodzenia i niezwykłych mocy. Przy okazji ocali też Ziemię przed inwazją z kosmosu. mat. prasowe/ Disney
"Kapitan Marvel" w powitalnym pakiecie sprezentowanym przez studio dostała właściwie wszystko to, co od lat towarzyszyło męskim postaciom: kunsztowne efekty specjalne, charakterystyczną dawkę humoru, pomysłową choreografię walk i melodyjną formę narracji. A to najlepszy dowód na to, że w tym filmowym uniwersum kobiety nareszcie zaczęto traktować z należytą powagą i respektem. W gratisie za dotychczasową opieszałość producentów tytułową bohaterkę obdarowano jeszcze czymś ekstra - możliwością zaistnienia w dziewiczych dla Marvela latach 90. Podrasowany styl retro okazał się strzałem w dziesiątkę.

Rok 1995. Vers (Brie Larson), wojowniczka z planety Hala zamieszkanej przez rasę Kree, ścigana przez wrogie oddziały Skrullów, przypadkowo ląduje na Ziemi. Niespodziewana wizyta okaże się dla niej kluczem do rozwikłania zagadki własnej przeszłości, której strzępów cierpiąca na amnezję główna bohaterka nie potrafi poskładać w całość. U boku agenta Nicka Fury'ego (Samuel L.Jackson) kobieta odkryje wkrótce źródło potężnej mocy, a to z kolei okaże się przydatne nie tylko w kontekście walki ze Skrullami.

Fabularnie nic w "Kapitan Marvel" nie ma nas prawa zaskoczyć. Reżyserski duet Anna Boden/ Ryan Fleck poprowadził opowieść zgodnie z regułami klasycznego kina rozrywkowego, w którym kolejne zwroty akcji odsłaniają skrawek po skrawku tajemnicę tytułowej postaci. To typowe "origin story", polegające na wyjaśnianiu widzowi całego procesu narodzin superbohaterki. Nic poza tym. Stąd też w najnowszym projekcie Marvela nie doświadczymy zbyt wielu batalistycznych fajerwerków rodem choćby z "Czarnej Pantery". Ekranowy pragmatyzm wypiera jakiekolwiek próby eksperymentowania z konwencją, jak miało to miejsce np. w "Thor: Ragnarok". Konstrukcją i sposobem narracji "Kapitan Marvel" najbardziej przypomina chyba trzecią część "Iron Mana".

Zaletą nowego dzieła Marvela kolejny już raz są niezawodne efekty specjalne, świetnie skręcone sceny akcji i wyraziste postaci na czele z tytułową kapitan i odmłodzonym Nickiem Furym. Interakcje tej pary to jedna z perełek "Kapitan Marvel".
Zaletą nowego dzieła Marvela kolejny już raz są niezawodne efekty specjalne, świetnie skręcone sceny akcji i wyraziste postaci na czele z tytułową kapitan i odmłodzonym Nickiem Furym. Interakcje tej pary to jedna z perełek "Kapitan Marvel". mat. prasowe/ Disney
Duża zachowawczość najnowszej produkcji Marvela nie świadczy oczywiście o nudzie, choć trzeba z mozołem przekopać się przez siermiężne początkowe pół godziny filmu. Gdy przyszła Kapitan Marvel z hukiem ląduje w jednej z kalifornijskich wypożyczalni wideo i "toczy pojedynek" z Arnoldem Schwarzeneggerem, rozpoczyna się już właściwa zabawa. Nasza bohaterka wskakuje w t-shirt z logo Nine Inch Nails, wsiada na motocykl i gna ku przygodzie. A wraz z nią Nick Fury w życiowej formie (jeszcze z parą oczu i włosami!) wspomagany znakomitym Samuelem L. Jacksonem. Czarnoskóry aktor tworzy zresztą jeden z lepszych ekranowych duetów Marvela wraz z brylującą Brie Larson, która pod każdym względem okazała się castingowym sukcesem. Gdy do tej pary dorzucimy jeszcze pewnego pomiaukującego rudzielca, szybko złapiemy najwyższy pułap komediowego akcyjniaka.

Repertuar kin w Trójmieście


Z powodzeniem w filmowym komiksie odnajdują się również jak zawsze niezawodni Ben MendelsohnJude Law. Do worka z atutami "Kapitan Marvel" obowiązkowo trzeba jeszcze wrzucić świetnie skręcone sceny akcji, piorunujące efekty specjalne i doskonale zasygnalizowany klimat lat 90. z flanelowymi koszulami, raczkującym Internetem (z czego twórcy filmu niejednokrotnie kpią) i "Come As You Are" Nirvany (choć brzmi cudnie, to nijak jednak pasuje do tej konkretnej sceny). Marvel kolejny raz znalazł jeszcze lukę do wykorzystania sprawdzonych już niejednokrotnie patentów. To nadal działa.

"Kapitan Marvel" nie jest przy tym filmie tak mocno sfeminizowanym, jak mogłoby się wydawać. To oczywiście opowieść o poszukiwaniu wewnętrznej siły i pielęgnowaniu woli walki kobiety, która nieraz była szykanowana ze względu na swoją płeć. Jednocześnie nikt na siłę nie próbuje deprecjonować pozycji mężczyzn. Nie trzeba przecież sięgać po sztuczny kontrast, by uwypuklić zalety jednej z płci. W filmie udało się tego uniknąć, a nawet pokazać, że równe traktowanie kobiet i mężczyzn jest opcją zdecydowanie najbardziej korzystną, bez przechylania szali na konkretną stronę.

"Kapitan Marvel" to solidne kino rozrywkowe, a jednocześnie kobiecy manifest siły, niezłomności i wytrwałości. Ogląda się go z dużą przyjemnością i z jeszcze większą niecierpliwością trzeba teraz będzie czekać na "Koniec gry".
"Kapitan Marvel" to solidne kino rozrywkowe, a jednocześnie kobiecy manifest siły, niezłomności i wytrwałości. Ogląda się go z dużą przyjemnością i z jeszcze większą niecierpliwością trzeba teraz będzie czekać na "Koniec gry". mat. prasowe/ Disney
W oczekiwaniu na "Koniec gry" "Kapitan Marvel" może wydawać się smakowitą przystawką do dania głównego i rzeczywiście chwilami trudno pozbyć się takiego wrażenia. Nie zmienia to jednak faktu, iż filmowa spuścizna po Stanie Lee (piękny hołd w filmie) to nadal gwarancja dobrej rozrywki, a jednocześnie w tym przypadku, początek nowej przygody u boku blondwłosej twardzielki. Marvel wiedział jak uczcić Dzień Kobiet, a jego najnowsze dzieło to kilka bukietów dojrzałych tulipanów i drugie tyle słodkich bombonierek w jednym. Częstować mogą się nie tylko panie.

OCENA: 7/10

Film

Kapitan Marvel
6.8 44 oceny

Kapitan Marvel (16 opinii)

produkcja
USA
premiera
8 marca 2019

Opinie (108) 3 zablokowane

  • Słaby film (3)

    Marysia Zuzanna A nie kapitan marvel. Nudny, zaciągnięty film, główna aktorKA jest nieśmiertelna wiec nieciekawa. 2/10

    • 32 23

    • Poczekaj aż w "End Game" zgnie z ręki Thanosa. (2)

      Wtedy zobaczysz, że jest śmiertelna.

      • 4 3

      • Będzie happy end

        Antman załatwi sprawę z Thanosem w wiadomy sposób

        • 0 0

      • zebym tylko nie popuscil z emocji do tego czasu

        czekam na to epickie wydarzenie ze swiata uniwersum kupy

        • 11 1

  • Dobrze się ogląda

    Fajny film, dobrze się go ogląda - jak każdą produkcję Marvela. Świetne efekty, dużo efektownych walk. Zamiast wychwalania Amerykanów jako zbawicieli świata tym razem mamy girs' power. Warto zabrać na film i córkę i syna. Dobra zabawa zapewniona.

    • 0 0

  • Ale pitol..ie.Właśnie na takie filmy chodzi się do kina.Super efekty,super dźwięk,tak żeby wbiło w fotel...a jak będę

    • 1 0

  • Bohater Larsson w jednym z wywiadów powiedziała (8)

    , że ten film "nie jest dla białych facetów po 40tce." Ta produkcja Disneya jest jednym z elementów narastającego hateu w USA, na białych mężczyzn. Poczytajcie o tym.

    • 45 20

    • Brie Larson powiedziała zupełnie co innego o innym filmie, a Twoja opinia pokazuje, że miała rację, skoro kolejnemu białemu mężczyźnie wszystko się pochrzaniło i nawet mu się nie chce zajrzeć do oryginalnej wypowiedzi.

      • 0 0

    • Aha.

      Nie powiedziała tego.
      Mówiła o innym filmie.

      • 0 0

    • Jestem białym facetem po 40 i mi film się podobał, rozumiem o co chodziło Brie Larson i popieram walkę o prawa kobiet. Śmieszne, że ci wszyscy wojownicy o tradycję i patriarchat zrobili się teraz tacy delikatni i płaczliwi.

      • 3 2

    • (4)

      Nie powiedziała tego. To odnosiło się do przeważającej ilości białych mężczyzn na jej konferencjach prasowych.

      • 8 9

      • (2)

        Maraskin opiera się o informacje z blogów pisanych przez facetów z kompleksami.

        • 7 8

        • (1)

          Brie Larson's speech at Crystal Award for Excellence in Film 2018 , w 3:30 minucie to mówi.

          • 4 1

          • makao i po makale

            Maraskin wins. fatality.

            • 4 0

      • Co ty mówisz? Są filmy jak to mówi. Nie ma w tym żadnych pomówień.

        Tym bardziej wypowiedzi z pokątnych blogów. Ludzie sami sobie nie szukają guza. Coś się dzieje, jest akcja i jest reakcja. Ludzie naprawdę nie chcą wojny.

        • 0 1

  • obejrzałem zwiastun (1)

    pierwsze, co razi, to polski głos Samuela L. Jacksona - pasuje jak pięść do nosa

    • 1 0

    • Naucz się czytać, a będziesz mógł oglądać filmy bez dubbingu.

      • 0 0

  • Kiedy wreszcie będą znów nakręcać normalne filmy

    Prawdziwy Polak chce filmów gdzie biali faceci tłuką wszystkich.

    • 1 1

  • Kolejny mózgotrzep dla zombie!

    • 1 0

  • Warstwa techniczna super. Fabularna be...

    Mnie się osobiście nie podobało. Ładnie wykonany ale już nie pamietam fabuły.

    • 0 0

  • (5)

    Śmieciowe żarcie , śmieciowa muzyka , śmieciowe filmy ... tak wygląda obecny trend .
    Można by przyjąć , że im większa głupota tym bardziej jej autor jest z niej dumny .
    Już nawet Oscary za takie guano przyznawać zaczęli vide. murzyńska gay parade w kosmosie „ Czarna Pantera „.
    Skoro kręci się w kółko taką szmirę oznacza to ,że jest na nią zapotrzebowanie a to jest przerażajace.
    Ogłupione społeczeństwo jest bardziej podatne na sterowanie nim i wzorowanie się na tych różnych d**ilzmach .

    • 59 14

    • (3)

      Podzielisz się jeszcze jakimiś swoimi przemyśleniami? Fascynuje mnie tok rozumowania istot twojego pokroju - jakim cudem jesteście w stanie skoordynować chodzenie i oddychanie?

      • 4 12

      • To miał być dowcip czy intelektualny wysiłek ?
        Tok rozumowania istot mojego pokroju jest taki ,że tego typu "arcydzieła kinematografii" nie są dla każdego , a już na pewno nie dla tych co wymagają choć minimum od kina.
        Dla takich ekspertów od filmu jak ty jak widać wystarczy kilku grafików komputerowych , stado biegających bez celu statystów , scenariusz jak z reklamy tamponów i już klient jest zadowolony.
        Dla każdego wg. jego potrzeb niektórym jak widać wystarczy "Wieśmac" aby docenić wyszukany smak potrawy a cholesterol to w ich mniemaniu płyn po goleniu ... o ile zrozumiałeś aluzję ?

        • 2 0

      • heheh, a może wznieś się na wyżyny i jakiś rzeczowy argument za uznaniem takich filmów za jakąkolwiek "wartość"?

        czy to już za trudne?

        • 1 0

      • piecze pupa?

        • 6 0

    • Jeszcze śmieciowa "sztuka" współczesna...

      • 8 1

  • Ten film jest totalnie feministyczny (6)

    Bohaterka to absolutna Mary Sue bez najmniejszej skazy na charakterze, która potrafi wszystko już na początku filmu i od początku nie znajduje równego sobie przeciwnika. Jakby takim bohaterem był facet, nie zostawiłbyś na nim suchej nitki i miałbyś rację. W dodatku te jej wspomnienia... Dziwię się, że nie dostała szajby w kółko rozpamiętując te męskie szowinistyczne teksty. Tak jakby na świecie nie było ani jednego faceta, który poda rękę i wesprze widząc talent i determinację. Litości... Raz się publika da nabrać, ale kolejny taki manifest z Mary Sue w roli głównej zrobi z Marvela bankruta.

    • 6 7

    • Też się spodziewałem feministycznego bełkotu

      Jestem wyczulony na propagandę NPC od czasów Gamer Gate i Wiecie-Kogo, ale po seansie stwierdzam: feminizmu brak. Ot taki średni, nawet jak na marvela film o superbohaterze odbity od szablony. Pójść, pooglądać, pośmiać się i zapomnieć. Tylko nie nadinterpretowujcie każdego jej ruchu, każdego tekstu w dialogach, każdej sceny jako gender propagandy lub triumfu kobiety wyzwolonej. Równie dobrze mógłby to być fim o facecie Kapitanie Marvelu (ten też nadchodzi, vide Shazam, który oryginalnie też nazywał się Kapitan Marvel).

      • 2 0

    • (4)

      "Jakby takim bohaterem był facet, nie zostawiłbyś na nim suchej nitki i miałbyś rację."

      Kapitan Ameryka był dużo bardziej przegięty pod tym względem.

      "Tak jakby na świecie nie było ani jednego faceta, który poda rękę i wesprze widząc talent i determinację"

      Uniwersum Marvela jest pełne takich postaci, a nawet w tym filmie Fury i Talos spełniają te kryteria.

      Masa osób atakuje ten film ze względu na feministyczne akcenty, a to po prostu klasyczna produkcja Marvela- czysta rozrywka w kolorowym opakowaniu.

      • 2 1

      • (3)

        Nieprawda. "Kapitan Ameryka" był na początku zdechlakiem z charakterem, przechodził etapy śmieszności w głupim kostiumie i powoli się stawał tym, czym jest. Kapitan Marvel jest od początku najsilniejsza, najwspanialsza, nie ma w niej żadnej groteski ani skazy na charakterze. Nie ma też stawki, bo o co tu drżeć, skoro ona od początku kopie wszystkim sempiterny, ani pierwiastka kobiecości, bo ona jest taka jak facet tylko wytrzymalsza. I dobrze, niech tak sobie będzie. Ale w takim razie nie głoście peanów o "świetnej kreacji" i "fantastycznie napisanej bohaterce", skoro jest płaska jak decha. Bardzo chcę kobiet w filmie, ale na wmawianie mi, że pies to kot się nie zgadzam, bo zaczynam się czuć jak "Gelsomino w Kraju Kłamczuchów".

        • 0 2

        • (2)

          Oglądałeś ten film? Przecież Kapitan Marvel też zaczyna bez mocy, jej siłą jest charakter, tak samo jak u Kapitana Ameryki. Tak samo jak on jest postacią bez żadnej skazy na charakterze, chodzący ideał. Drażniąca klisza ale bardzo typowa dla filmów o super bohaterach. Ja dobrze się bawiłem, nie oczekuję po takich filmach "świetnych kreacji" ani duchowych uniesień- to nie ten rodzaj rozrywki.

          • 2 1

          • (1)

            Masz na myśli ten moment kiedy strzela do Jude'a Law powalając go na podłogę, bo jedyny jej problem to brak panowania nad emocjami, który na końcu filmu okazuje się jej wmówiony przez niecnego samca? Kapitan Ameryka też był zbyt kryształowy, ale przynajmniej film trochę go przeczołgał, pozwolił popełnić błędy, uczyć się czegoś. W Kapitan Marvel nawet tego nie ma. I naprawdę nie chodzi mi o to, że tak nie ma prawa być. Raczej o to, że się obłudnie twierdzi, że coś jest świetne kiedy ewidentnie nie jest. Nie tędy droga do superbohaterek w kinie.

            • 0 2

            • Mówisz o kolejności scen w filmie a nie o historii rozwoju postaci. Zaczyna jako pilot w wojsku, ma problemy ze skończeniem kursu ale ma charakter i wolę walki, w końcu otrzymuje super moc- taka sama geneza jak Kapitan Ameryka. Jej problemem nie był brak panowania nad emocjami tylko wszczepiony pod skórą chip ograniczający jej moce. To jest zwykły film o super bohaterach, nikt nie zwracałby uwagi na płeć gdyby bohater był mężczyzną.

              • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

16.10.2020 r.

09.10.2020 r.

Zapowiedzi