• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Jakie życie, taki rap. Recenzja filmu "Inni ludzie"

Tomasz Zacharczuk
19 marca 2022, godz. 14:45 
Opinie (17)

"Trudne sprawy, sprawy niełatwe, sprawy ciężkie" ukazuje w swoim pełnometrażowym debiucie Aleksandra Terpińska, posiłkując się książką Doroty Masłowskiej. Trudną sprawą na pewno była konwersja nietypowej prozy na filmowy język. Sprawą niełatwą i zarazem ciężką jest już natomiast odbiór tej unikalnej, bądź co bądź w polskim kinie, rap-opery. Docenić w "Innych ludziach" można błyskotliwą formę i dialogowe "nawijki", ale treści w tej historii jest niewiele, a intrygują tylko krótkie jej odcinki.



Jezus w bluzie z kapturem i koroną cierniową na bejsbolówce snuje się po współczesnej Warszawie i przygląda się, jak jej mieszkańcy - zarówno ze społecznych nizin, jak i wyżyn - topią smutki i lęki w alkoholu, a samotność rekompensują przygodnym seksem. Rytm opowieści wybija hiphopowy bit, bohaterowie komunikują się ze sobą rymowanymi wersami, a liryczny humor zderza się z gorzką prozą życia. "Inni ludzie" to film inny niż wszystkie, co doceniło jury ubiegłorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, przyznając Aleksandrze Terpińskiej nagrodę za najlepszy debiut reżyserski, a Jacka Belera uznając najlepszym aktorem pierwszoplanowym.

Tak ocenialiśmy "Innych ludzi" i pozostałe filmy 46. FPFF w Gdyni



Teraz notę polskiej produkcji Warner Bros. wystawi publiczność, która z pewnością nie będzie miała łatwego zadania, bo i niełatwym jest zarówno odbiór "Innych ludzi", jak i ekranizowanie twórczości Doroty Masłowskiej. Wystarczy przypomnieć sobie, jak mocno widownię podzieliła "Wojna polsko-ruska" Xawerego Żuławskiego. Podobny rozłam może wywołać pełnometrażowy debiut Aleksandry Terpińskiej, która nietuzinkowy język literackiego oryginału postanowiła dosłownie przenieść na wielki ekran. Finalnym efektem tego ryzykownego filmowego eksperymentu jest zanurzony w ulicznej gwarze hiphopowy musical, w którym za błyskotliwą formą nie nadąża błaha i przeładowana frazesami fabuła.

Głównym bohaterem "Innych ludzi" jest Kamil, który chce wyrapować sobie lepszą przyszłość i uciec od szarych blokowisk. W tej roli nagrodzony na 46. FPFF w Gdyni Jacek Beler. Głównym bohaterem "Innych ludzi" jest Kamil, który chce wyrapować sobie lepszą przyszłość i uciec od szarych blokowisk. W tej roli nagrodzony na 46. FPFF w Gdyni Jacek Beler.

Rapowane realia smutnej Warszawy



Po tętniącej życiem, ale jednocześnie spowitej ludzkimi smutkami Warszawie oprowadza nas trójka głównych bohaterów. Kamil (Jacek Beler) jest osiedlowym bumelantem, który zwyczajną pracą gardzi, bo przecież może dorobić parę groszy na "dilerce", choć przede wszystkim swoją przyszłość wiąże z karierą rapera. Szkopuł w tym, że brakuje mu funduszy na wydanie debiutanckiego krążka. Chcąc nie chcąc, musi więc zbierać "drobne" jako pomocnik hydraulika. W ten sposób trafia do domu opływającej w luksusy, ale narzekającej na samotność i zdradzanej przez męża Iwony (Sonia Bohosiewicz). Naprawa zepsutej wanny, jak w podrzędnym filmie porno, jest tylko pretekstem do seksu. Kamil, choć zakochany w Anecie (Magdalena Koleśnik), wyzywającej i wulgarnej pracownicy drogerii, chętnie korzysta z okazji.

Wokół miłosnego tercetu Terpińska, bazując na książce Masłowskiej, kreśli obraz zdegenerowanych, smutnych i pozbawionych perspektyw ludzi, uwikłanych w kruche i niestabilne emocjonalnie relacje. Czy jest to chłopak z blokowisk, czy wytworna pani domu - nie ma znaczenia. Bez względu na różnice klas bohaterowie "Innych ludzi" nie pasują do otoczenia, a otoczenie nie odpowiada im. Problem w tym, że nie wiedzą, jak to zmienić, dlatego sięgają po używki, odarty z intymności seks i słowną agresję. Z podobną intensywnością "Inni ludzie" uderzają też w bezcelowy konsumpcjonizm, social media jako krzywe zwierciadło rzeczywistości, a nawet w fałszywie postrzeganą modę eko i fit.

Ostrze satyry (bądź co bądź film przede wszystkim ma zabarwienie humorystyczne, aczkolwiek z mocno gorzkim wykończeniem) być może skierowane jest w słuszną stronę, ale pchnięcia wyprowadzone są po omacku. Obserwacje, nawet jeśli trafne, motywowane są ogólnymi stereotypami i frazesami. Bogacze - źli, zepsuci, fałszywi; margines - wulgarny, prostacki i prymitywny. Trochę jak w systemie zero-jedynkowym. Jeśli coś tutaj nie jest spłycone, to jest przejaskrawione. Brakuje przełamania schematu, ale najbardziej chyba konkretnego pomysłu na przeplatające się nawzajem historie. Trudno też odgadnąć, o czym właściwie jest ten film, bo przez większą część czasu przypomina po prostu wycinek z życia ludzi, którzy narzekają na to, gdzie i kim są, lecz właściwie nie chcą zdobyć się na minimalny wysiłek, by to zmienić.

W "Innych ludziach" miłość jest tylko fizyczna, życie niesprawiedliwe, a szczęście ulotne i najczęściej dozowane przez używki. Sam film sili się na satyrę współczesnego społeczeństwa, ale pomiędzy rapowanymi dialogami jest tu jednak przeraźliwie pusto. W "Innych ludziach" miłość jest tylko fizyczna, życie niesprawiedliwe, a szczęście ulotne i najczęściej dozowane przez używki. Sam film sili się na satyrę współczesnego społeczeństwa, ale pomiędzy rapowanymi dialogami jest tu jednak przeraźliwie pusto.

Forma nie rymuje się z treścią



Ponad przeciętność, w przeciwieństwie do fabuły, wybija się za to forma "Innych ludzi". Z melodyjnymi dialogami, dynamicznym tempem, świetnym montażem i reżyserską precyzją Aleksandry Terpińskiej, która znakomicie panuje nad tym pozornym tylko chaosem. Wszystkie niebanalne zabiegi tworzą specyficzny, nasiąknięty ulicznym klimatem przeszło półtoragodzinny teledysk, który albo będziemy mieli ochotę zapętlać, albo nacisnąć pauzę już po kwadransie. Formuła rap-opery i sposób deklamowania dialogów mogą zwyczajnie zamęczyć i w pewnym momencie nie są już w stanie odwrócić uwagi od kruchości scenariusza. Mętne zakończenie jest chyba najlepszym tego dowodem.

Tak nietypowy sposób poprowadzenia narracji i dialogów wymagał też ogromnego wysiłku od aktorów, którym bez żadnego wyjątku udało się język Masłowskiej nie tyle opanować, co go zrozumieć. Bryluje oczywiście Jacek Beler, ale jeśli przestudiujemy jego dotychczasowe portfolio, nie jest to żadnym zaskoczeniem. Nareszcie ktoś wydobył jego talent na pierwszy plan i raczej tego nie pożałował. Podobnie jak obsadzenia Soni Bohosiewicz i Magdaleny Koleśnik, która miała okazję po "Sweat" pójść w nieco innym artystycznym kierunku. Cichymi bohaterami dalszego planu są Beata Kawka (matka Kamila) i Marek Kalita (mąż Iwony). Nie sposób też pominąć ekranowego Jezusa, którego rapowe zwrotki w ustach Sebastiana Fabijańskiego brzmią chyba najbardziej profesjonalnie (co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę muzyczne inklinacje aktora).

Castingowe wybory, reżyseria i sprawny montaż to na pewno największe atuty "Innych ludzi", lecz forma hiphopowego musicalu, który zasadniczo kryje w sobie niewiele treści, może sprawić, że wielu widzów już na początku seansu nie poczuje odpowiedniego "vibe'u". Castingowe wybory, reżyseria i sprawny montaż to na pewno największe atuty "Innych ludzi", lecz forma hiphopowego musicalu, który zasadniczo kryje w sobie niewiele treści, może sprawić, że wielu widzów już na początku seansu nie poczuje odpowiedniego "vibe'u".

Ciekawostka i sztuka dla sztuki



"Inni ludzie" z pewnością są świeżym powiewem w polskiej kinematografii i potwierdzeniem świetnego reżyserskiego warsztatu Aleksandry Terpińskiej, która już krótkometrażówką "Najpiękniejsze fajerwerki ever" sygnalizowała swoje nieprzeciętne umiejętności. Jej nowy film to dość śmiały i bezkompromisowy projekt, który chyba najbardziej trafi do miłośników twórczości Doroty Masłowskiej i zwolenników artystycznego dziwactwa. Pozostałych 100-minutowe rymowanie na ekranie może przyprawić o zadyszkę i intelektualne skurcze. Dosłowna interpretacja niebanalnej prozy wydaje się, że w tym przypadku mocno stępiła jej przekaz. "Inni ludzie" sieją ferment jak pocisk z bazooki, choć takie "rapsy" to tylko sztuka dla sztuki.

OCENA: 5/10

Film

6.9 36 ocen

Inni ludzie

dramat

Opinie (17)

  • (1)

    Noo temat na czasie. Przygodny seks jest już chyba tak naturalny w naszym świecie... Od młodszych się słyszy, że taraz umawiają się głównie na stukanko. Dziewczyny z przebiegiem londyńskiej taksówki. Chłopacy których ciężko określić. Masakra.

    • 38 8

    • nasłuchałeś się nieprawdziwych historii i powtarzasz dalej

      co ty wiesz o życiu....

      • 9 5

  • (2)

    Sztuka powinna (nie, sztuka nic nie musi, ale brakuje mi innego określenia) m.in. pobudzać, prowokować ludzi do dyskusji np. o kondycji człowieczeństwa, relacji międzyludzkich. Być może taką funkcję w zamyśle twórców ma spełniać film, książka. Nie widziałem, nie czytałem, ale przed wielu laty przeczytałem dramat D. Masłowskiej "Między nami dobrze jest" (wzajemne relacje na linii babka - matka - córka, konflikt, różnice międzypokoleniowe i do tego jeszcze sąsiadka), który wywołał na mnie wielkie wrażenie. Bardzo podobało mi się także słuchowisko na podstawie ww. dramatu z Edytą Jungowską. W ogóle uważam twórczość Doroty Masłowskiej za bardzo oryginalną. Jej "Wojna polsko-ruska" miała w sobie zapewne coś z oryginalności językowej jaką kiedyś miało Skalne Podhale Kazimierza Tetmajera, które jest już zbyt hermetyczne w warstwie językowej, aby komukolwiek poza kółkami z domów kultury na Podhalu chciało się je jeszcze czytać (piszę to z pewną dozą smutku a Boy myślał, że to będzie granit twórczości Tetmajera, no cóż jednak Wyspiański miał rację nazywając Go "Poetą", chociaż już wtedy miał na koncie liczne dzieła prozą). Lubię twórczość Doroty Masłowskiej - jest taka z pazurem, drapieżna jak Ewka z "Wojennych dziewczyn", chociaż myślę, że prywatnie p. Masłowska jest uporządkowaną i stabilną emocjonalnie, no może nie matroną, ale godną zaufania, poważaną, wywiązującą się z kontraktów kobietą. Ma swój własny styl pisarski. Jest oryginalna a to w sztuce ważne. Ja np. jestem nudziarzem o małym temperamencie, ceniącym sobie spokój, ale od czasu do czasu lubię poczytać i obejrzeć coś pieprznego jak np. "Lubiewo" Michała Witkowskiego. Uważam, że m.in. dzięki sztuce rozumiem, że życie jest różnorakie, akceptuję to a nawet uważam, że dzięki temu jest fascynujące w swojej różnorodności. Jak by wszyscy byli takimi zakompleksionymi nudziarzami jak ja z małym temperamentem, to by ten świat był nudny jak flaki z olejem.

    • 14 3

    • Przeczytałeś Lubiewo? (1)

      Gratuluję samozaparcia

      • 0 1

      • Tak, nawet dwa razy (w odstępie kilku lat). Takiej książki (tak napisanej i tak odważnej) nigdy wcześniej ani później nie przeczytałem. Za jednym i drugim razem setnie się ubawiłem (taki sposób narracji). Oczywiście, byłem zaskoczony, no może nawet byłem zszokowany sposobem bycia i postępowania bohaterów (dorastałem za czasów JPII - no wiesz katechezy w salkach przykościelnych, religia w szkole, na którą cała klasa uczęszczała, transmisje w tv na żywo z pielgrzymek, które oglądałem wzruszony, jak pojechałem do Krakowa to po modlitwie nad grobem Pradziadków na Rakowickim poszedłem na grób rodziców i brata papieża, w dzieciństwie kolekcjonowałem święte obrazki itp.), ale m.in. książka ta uzmysłowiła mi, że ludzie są różni i ok! Nie mnie osądzać innych (sam też zresztą nie jestem święty - zgodnie z nauką Kościoła każdy pozamałżeński seks jest grzechem, czy to przedślubny, czy to rozwodników, czy to homoseksualny; seks zgodnie z nauką Kościoła można uprawiać tylko małżeński i to bez środków antykoncepcyjnych). Teraz jestem otwarty na różne światopoglądy - na półce z książkami mam zarówno "Lubiewo" Witkowskiego jak i książkę Mileny Kindziuk "Emilia i Karol Wojtyłowie. Rodzice św. Jana Pawła II". Nie ma jednej jedynie słusznej drogi dla wszystkich ludzi. Niech każdy żyje tak jak chce, byleby nie krzywdził innych ludzi i tyle.

        • 2 0

  • Finalny efekt :-))) (1)

    • 6 2

    • Czego nie rozumisz?

      • 0 0

  • A mi się ten film bardzo podobał... (1)

    ...ciekawa konwencja, człowiek musiał być cały czas skupiony chcąc zrozumieć dialogi w formie hip-hopu. To nie jest film o polskiej patologii w stylu Vegi, dlatego nieprzeznaczony dla Karin, Brajanów i Dżesik. On nie powinien trafić do multipleksów, tylko do kin studyjnych.

    • 10 8

    • Od Vegi to się odwal bo stary Pit Bull to film w klimacie którego współcześni "reżyserzy" nigdy nie uchwycą. Wychodzą im pseudo seriale i dam sobie rękę obciąć, że ten film to kolejne badziewie zwłaszcza, że o blokowiskach i trudnych sprawach :D Tak jak opisałem, nie potrafią już tego uchwycić jak w starym pit bulu...

      • 1 3

  • Przy okazji (1)

    Kto daje pieniądze na takie badziewie? Mam nadzieję, że nie jest to forsa publiczna.

    • 13 9

    • Taki mamy "trynd"...

      Najtrudniej jest nakręcić inteligentną, zabawną komedię. Pewnie dlatego od lat taka w Polsce nie powstała. Nasi "artyści" wolą naiwnie psychologizować... co nikogo nie obchodzi. Pieniądze z Instytytu Sztuki Filmowej są zwyczajnie marnotrawione.

      • 2 0

  • Zacytuję klasyka "jaki kraj taki film"

    Wyrzucone pieniądze.

    • 6 6

  • Jakie życie taki rap

    Jaka świnia taki schab

    • 12 1

  • Inni ludzie (1)

    Beznadziejny film. Szkoda drogi do kina. Masakra. Wyszliśmy w połowie filmu

    • 0 3

    • FIlm polski

      Uwielbiam polskie ,ale ten mnie przerósł. Po pierwsze ten rap- po 15 minutach miałam dość. Wyszłam po 45 minutach-stracony czas i kasa .

      • 0 1

  • Dobre kino

    Kino artystyczne co nie znaczy że nudne. Dla mnie super bo ani chwili się nie nudziłem. Jak komuś się podobała "Wojna polsko ruska" lub "Mowa ptaków" to tu się dobrze odnajdzie.

    • 1 0

1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Lato na Patio 2022

w plenerze, projekcje filmowe, warsztaty

Poranki filmowe w GCF

projekcje filmowe

Wakacyjne Seanse ze Sztuką

projekcje filmowe