Nasze recenzje

stat

Historia godna opowiedzenia. Recenzja filmu "Azyl"


Heroiczna postawa Antoniny i Jana Żabińskich, którzy wyprowadzili z żydowskiego getta w czasie wojny setki osób od dawna zasługiwała na to, by znaleźć swoje miejsce na filmowej taśmie. "Azyl", pomimo niedoskonałości i mankamentów, czasami oczywistych, nieraz ledwie zauważalnych, oddaje należny hołd bohaterom, którzy wielkie serce okazywali nie tylko zwierzętom, ale przede wszystkim ludziom.



Można oczywiście zgrzytać zębami na fakt, iż po kilkudziesięciu latach dopiero zagraniczni twórcy zainteresowali się fascynującymi losami właścicieli warszawskiego zoo. Dyskusyjne zapewne pozostanie pominięcie polskich aktorów w obsadzie filmu (wyjątkiem drobny epizod z udziałem Magdaleny Lamparskiej) i zastąpienie warszawskich plenerów kadrami skręconymi w czeskiej Pradze. Mieszane uczucia budzić będą także rozmawiający po angielsku aktorzy, którzy nieporadnie próbują wpleść w swoje kwestie polski akcent (alternatywą jest wersja z dubbingiem, który choć jest niezły, to i tak tworzy niewidzialną barierę między widzem a aktorem).

Takie są jednak reguły filmowego biznesu. Producent, który wykłada pieniądze, urządza plan zdjęciowy wedle życzeń (również finansowych), zaś reżyser ma autonomiczne prawo do takiej współpracy, która nie zakłóci wysiłku jego i pozostałych twórców. Gdy za kamerą "Azylu" staje Nowozelandka, to trudno od niej oczekiwać ekspresowej nauki polskiego i masowego zatrudniania tutejszych aktorów.

Początkowy niesmak wywołany tymi wcale nie drobnymi kwestiami ustępuje jednak efektowi końcowemu. Bo chociaż twórcy "Azylu" nie organizowali sobie pracy na planie zdjęciowym i na etapie castingu, to sedno tej wzruszającej historii pozostaje zachowane. To wciąż oparta na silnych emocjach historia niezłomnych ludzi, oddanych sobie bezgranicznie i zgodnych, nawet w obliczu podejmowanego przez siebie ryzyka.

"Azyl" odsłania kulisy wieloletnich działań, jakie na terenie własnego zoo podejmowali Antonina i Jan Żabińscy. Gdy brutalny atak nazistowskich Niemiec niemal doszczętnie zrujnował dorobek ich życia, obracając warszawski ogród w gruz, małżeństwo stworzyło tytułowy azyl dla setek Żydów ratowanych z pobliskiego getta. Opustoszałe po zabitych lub zbiegłych zwierzętach klatki nie stały się więzieniem, ale bezpiecznym schronem dla ofiar nazizmu. Rodzinna willa Żabińskich okazała się z kolei miejscem przerzutowym uratowanych Żydów, którzy właśnie stamtąd odnajdowali drogę ku wolności.

Jan (Johan Heldenbergh) i Antonina (Jessica Chastain), pomimo obecności niemieckiego okupanta, podejmują próbę ratowania ludzi z żydowskiego getta. Przez pięć wojennych lat w ich willi i na terenie warszawskiego zoo ukrywały się setki uciekinierów. Ich filmową historię oparto na książce Diane Ackerman "The Zookeeper's Wife".
Jan (Johan Heldenbergh) i Antonina (Jessica Chastain), pomimo obecności niemieckiego okupanta, podejmują próbę ratowania ludzi z żydowskiego getta. Przez pięć wojennych lat w ich willi i na terenie warszawskiego zoo ukrywały się setki uciekinierów. Ich filmową historię oparto na książce Diane Ackerman "The Zookeeper's Wife". mat. prasowe/ UIP
O tym, jak wielkim ryzykiem obarczona była misja ratunkowa niech świadczy fakt, iż codziennie do sierpnia '44 roku warszawskie zoo było miejscem stacjonowania niemieckich wojsk. Żaden jednak z hitlerowców nie zdawał sobie sprawy, że pod samym ich nosem, w podziemnych tunelach, piwnicach i opustoszałych klatkach, ukrywał się najbardziej znienawidzony wróg. Pewnego rodzaju iluzja była zasługą inteligentnej gry, jaką z Niemcami prowadzili Żabińscy.

Jan (dobry Johan Heldenbergh), korzystając z kontaktów i wolnego dostępu do getta, codziennie pod resztkami jedzenia, które miały służyć hodowli świń na terenie zoo, wywoził dziesiątki osób. Zadaniem Antoniny (o dziwo dość przeciętna Jessica Chastain) była opieka nad uratowanymi i umiejętne zwodzenie Niemców. W razie zagrożenia siadała do fortepianu i wygrywała melodię, która ukrytym w piwnicy uciekinierom miała sygnalizować konieczność schowania się. Nocami, pod nieobecność niemieckich żołnierzy, gościła swoich potajemnych lokatorów jak członków rodziny, odsłaniając swoją ogromną miłość nie tylko do zwierząt, ale również do tych, którzy traktowani byli jak zwierzęta właśnie.

Twórcom "Azylu" oddać trzeba, iż doskonale wyczuli potencjał opowiadanej historii. Proces szmuglowania uciekinierów z getta pokazali z dużą dynamiką i intrygą rodem z kina szpiegowskiego. Nie brakuje spektakularnych zwrotów akcji, które wydawałoby się, że za chwilę odsłonią wielką tajemnicę głównych bohaterów, skazując ich tym samym na pewną śmierć. Nie jest to bynajmniej sensacyjny film osadzony silnie w historycznych okolicznościach. Reżyserce Niki Caro udało się przede wszystkim zamknąć swoje skromne dzieło w ludzkich emocjach, dając tym samym efekt kina humanistycznego, skoncentrowanego na człowieku. Cenna zaleta, paradoksalnie, staje się jednak przyczynkiem do mnożenia się wad tego filmowego obrazu.

Zanim jednak o nich, warto zwrócić uwagę, iż filmowi Żabińscy z pozoru nie pasują do roli bohaterów. Targani są wątpliwościami, zapewne też strachem o los swój i ukochanego syna, długo głowią się nad tym, czy ryzyko warte jest szaleńczych, wydawało się z początku, działań. Twórcy filmu eksperymentują nawet nad poróżnieniem zgodnych do tej pory małżonków, stawiając na ich drodze naczelnego zoologa Rzeszy, Lutza Hecka (niezawodny, choć niedowartościowany rolą Daniel Bruhl). Ten panoszy się w zaanektowanym zoo, wywożąc najcenniejsze okazy do Berlina i prowadząc nieporadne umizgi do Antoniny. Przerażona kobieta nie potrafi zdecydowanie zdystansować się od napastliwego zalotnika, czym podpada Janowi. Bohaterowie "Azylu" są tylko i aż ludźmi z całym bagażem niedoskonałości, jakie niesie ze sobą życie i to, co los na nas zsyła.

Twórcy filmu bazowali przede wszystkim na kontrastach. Najpierw pokazali zoo w niemal rajskiej wersji, gdzie zwierzęta sielankowo żyją u boku ludzi. Następnie zniszczony ogród stał się azylem równie zniszczonych fizycznie i mentalnie ofiar nazizmu.
Twórcy filmu bazowali przede wszystkim na kontrastach. Najpierw pokazali zoo w niemal rajskiej wersji, gdzie zwierzęta sielankowo żyją u boku ludzi. Następnie zniszczony ogród stał się azylem równie zniszczonych fizycznie i mentalnie ofiar nazizmu. mat. prasowe/ UIP
Takiej naturalności, równowagi i oszczędność środków zabrakło niestety w momencie, gdy na pierwszy plan przebija się wątek ratowania Żydów. Nadpobudliwa Jessica Chastain co rusz roni łzę, a na widok ratowanych uciekinierów popada w dziwną emocjonalną panikę. Aktorka zupełnie niepotrzebnie próbuje podkręcać ekranowy dramatyzm, który i tak dość sugestywnie zostaje zobrazowany za pomocą kadrów podpalanego getta czy w późniejszym fragmencie filmu, Powstania Warszawskiego. Również reżyserce "Azylu" nadzwyczaj często zdarza się popaść w zbyt oczywistą narrację. Wojenne tragedie same w sobie dostarczają silnych, czasami nawet ekstremalnych emocji, których absolutnie nie ma sensu podkręcać. Być może jednak wynika to z wrażliwości obu pań.

Brakuje nieco miejsca na ciekawe scenariuszowe niedopowiedzenia. Tym bardziej, że często obraz sam w sobie jest dość wiarygodny i nosi wiele cech informacyjnych. Scenografom udało się oddać klimat wojennej Warszawy z dopilnowaniem nawet takich szczegółów jak polskie napisy nie tylko na bramie zoo, ale również na opakowaniu kredek (co w hollywoodzkim wydaniu wcale nie jest takie oczywiste i konsekwentne). Dodatkowo cieszy edukacyjny charakter filmu, bo choć ukazane w "Azylu" takie fakty jak powstanie w getcie, Powstanie Warszawskie czy postać Janusza Korczaka powinny być znane dorosłemu Polakowi, o tyle za granicą taka wiedza, śmiem twierdzić, jest mocno wątpliwa. Jest więc nadzieja, że kinoman spoza Polski dowie się nie tylko o heroizmie Żabińskich, ale pozna choć zarysy wojennej historii naszego kraju.

"Azyl" to nie tylko warta zekranizowana opowieść o losach państwa Żabińskich, ale również wycinek polskiej historii opatrzonej dramatycznymi walkami w getcie i Powstaniem Warszawskim. Cieszy, że zagraniczni twórcy, mimo iż skoncentrowani na głównych postaciach, nie zapomnieli o tak ważnych, szczególnie dla Polaków, wydarzeniach.
"Azyl" to nie tylko warta zekranizowana opowieść o losach państwa Żabińskich, ale również wycinek polskiej historii opatrzonej dramatycznymi walkami w getcie i Powstaniem Warszawskim. Cieszy, że zagraniczni twórcy, mimo iż skoncentrowani na głównych postaciach, nie zapomnieli o tak ważnych, szczególnie dla Polaków, wydarzeniach. mat. prasowe/ UIP
"Azylowi" z pewnością bliżej do solidnego, nakręconego według podstawowych prawideł dramatu wojennego aniżeli kina artystycznego, które naciągałoby nieco sztywną formę, a aktorom dało więcej pola do popisu. Zbytnia prostota, schematyczna kontrastowość pozytywnych i negatywnych postaci oraz trochę monotonny scenariusz (któremu dodatkową krzywdę wyrządzają zbyt krótkie i mało elegancko poucinane sceny dialogów) nie są w stanie poważniej zagrozić pięknemu przekazowi filmu.

Państwo Żabińscy swoją niezłomną i konsekwentną postawą, dzięki której uratowali przeszło 300 osób, zasługiwali na filmowy pomnik i nasze zainteresowanie. "Azyl" to film, który warto zobaczyć, głównie jednak ze względu na niesamowitą opowieść. Być może dzięki seansowi, odwiedzając kiedyś warszawskie zoo wcale nie będziemy pędzić do egzotycznych zwierząt, ale zechcemy znaleźć na uboczu stojącą po dziś dzień willę państwa Żabińskich, która kilkadziesiąt lat temu stała się azylem dla ludzkiej przyzwoitości i solidarności.

OCENA: 7/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (25)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
13.10.2017 wprowadzono zmiany w regulaminie.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

20.10.2017 r.

13.10.2017 r.

Zapowiedzi