Nasze recenzje

stat

Droga donikąd. Recenzja filmu "Diablo. Wyścig o wszystko"


Najnowszy artukuł na ten temat

Cudów nie trzeba. Recenzja filmu "Boże Ciało"

Filmowe cacko Michała Otłowskiego do setki rozpędza się w trzy sekundy, bo właściwie tylko na tyle wystarcza paliwa. Później słychać już potężny huk, spod maski unosi się gęsty dym, silnik odmawia posłuszeństwa a maszyna staje w szczerym polu. Polska wersja "Szybkich i wściekłych" spektakularnego "dzwonu" nie zalicza, ale w porównaniu z hollywoodzkim oryginałem wygląda jak piknik motoryzacyjny za wiejską remizą.



Okropne plakaty promocyjne, kiczowaty tytuł i nie najlepiej przyjęty zwiastun nie wróżyły produkcji Michała Otłowskiego zbyt przyjemnej przejażdżki po polskich kinach. Nie taki jednak "Diablo" straszny, jak go malują, aczkolwiek nie można tego, bądź co bądź nowatorskiego projektu w rodzimym kinie, uznać za udany czy spełniony. Poza naprawdę efektownie prezentującymi się maszynami i kilkoma nieźle skręconymi ujęciami, "Wyścig z czasem" razi sztucznością, rozsypującą się z każdą kolejną sceną fabułą i aktorstwem wprost z planu telewizyjnego paradokumentu o nocnych wyścigach.

W świat nielegalnych "ustawek" wjeżdżamy u boku Kuby (Tomasz Włosok) - poczciwego dostawcy jedzenia, który służbowy skuter wieczorami zamienia na czerwonego Forda Capri. Uwielbiający adrenalinę i rywalizację na torze chłopak, biorąc udział w wyścigach, spełnia własne marzenia, ale przede wszystkim pragnie uzbierać pieniądze na leczenie ciężko chorej siostry. Widowiskową jazdą zdobywa uznanie Maxa (Rafał Mohr), herszta lokalnej szajki, który werbuje akurat zawodników do prestiżowych zawodów "Czarnej Owcy". Kuba odkrywa świat szemranych biznesów, staje oko w oko z gangsterami, ale jednocześnie zyskuje nowych przyjaciół, a nawet, cóż za zaskoczenie, zakochuje się.

Kuba (Tomasz Włosok z lewej) odkrywa świat nielegalnych wyścigów. Chce w ten sposób szybko zarobić pieniądze niezbędne na operację ciężko chorej siostry. W tej rywalizacji nie wystarczą tylko szybkie auto i talent za kółkiem.
Kuba (Tomasz Włosok z lewej) odkrywa świat nielegalnych wyścigów. Chce w ten sposób szybko zarobić pieniądze niezbędne na operację ciężko chorej siostry. W tej rywalizacji nie wystarczą tylko szybkie auto i talent za kółkiem. mat. prasowe/ Kino Świat
"Diablo" błyskawicznie rozpędza się do setki i już w kilku początkowych kadrach zaciera niezbyt dobre wrażenia po obejrzeniu trailera. Na wielkim ekranie parkują lśniące motoryzacyjne perełki, dookoła krążą piękne kobiety, zapach benzyny niemal czuć w powietrzu, a w tle dudni energetyczna muzyka. Wydaje się, że za chwilę z tłumu wyłoni się Dominic Toretto, a obok zielonym Eclipse podjedzie Brian O'Conner. Nawet jednak bez takich rajdowych sław wyścigowa rundka na peryferiach stolicy wygląda całkiem nieźle i obiecująco zarazem. Problem w tym, że twórcy "Diablo" zbyt szybko wciskają "nitro" i później zostaje już jazda na oparach.

Filmowi Michała Otłowskiego przeraźliwie doskwiera brak choćby poprawnego scenariusza. Opowiastka o zwyczajnym chłopaku, który wsiada do sportowego auta, by ratować rodzinę stanowi wdzięczny temat na nieskomplikowane, ale podszyte emocjami widowisko. W "Diablo" wątek nielegalnych wyścigów niespodziewanie szybko schodzi na dalszy plan. W zamian dostajemy niedopracowany wątek romansu, któremu zwyczajnie brakuje czasu, by odpowiednio dojrzeć. Jest ponadto parodia (bo inaczej nazwać tego nie można) kina gangsterskiego z przerysowanymi do bólu postaciami i strzelaninami rodem z telewizyjnego filmu początku lat 90.

Jedynym, który nie zalicza bolesnej kraksy w tym rajdzie absurdów jest Tomasz Włosok. Świeży nabytek polskiego kina już w ubiegłotygodniowym "Underdogu" dał się poznać jako talent czystej wody. W "Diablo" z naturalną swobodą i jednocześnie charyzmą oddał postać naturszczyka w świecie nielegalnych wyścigów, który hamulec wciska rzadko, ale w imię wyższych wartości nie boi się zaciągnąć ręcznego. Szkoda tylko, że nie ma z kim i czym pograć.

Wątek romansu Kuby i Ewy jest tylko jedną z licznych scenariuszowych klap, jakie zaliczają twórcy "Diablo". Zamiast wysokooktanowej rozrywki dostajemy zlepek bezsensownych i nudnych wątków pobocznych. W finale opowieść natomiast ponadziewana jest zwrotami akcji, które nie są ani logiczne, ani nie mają nawet związku z fabułą.
Wątek romansu Kuby i Ewy jest tylko jedną z licznych scenariuszowych klap, jakie zaliczają twórcy "Diablo". Zamiast wysokooktanowej rozrywki dostajemy zlepek bezsensownych i nudnych wątków pobocznych. W finale opowieść natomiast ponadziewana jest zwrotami akcji, które nie są ani logiczne, ani nie mają nawet związku z fabułą. mat. prasowe/ Kino Świat
Cezary Pazura, po świetnym występie w "Ślepnąc od świateł", znów przypomina o tym, że ma ostatnio problem z doborem dobrze napisanych ról. Przyozdobiony bliznami Mikołaj Roznerski wypala papierosa za papierosem, nieustannie przymruża oczy, wymachuje pięściami, ale na widok Kła ciężko powstrzymać śmiech. Rafał Mohr zalicza zjazd w drugiej części filmu. Najgorzej potraktowane zostały jednak panie. W obsadzie Katarzyna Figura, Agnieszka Włodarczyk, Joanna Opozda i Karolina Szymczak, lecz tylko ostatnia z dam ma do powiedzenia więcej niż dwie linijki tekstu. A i z tym nie radzi sobie zbyt dobrze i wiarygodnie. Jej Ewa wygląda zjawiskowo, jeździ wściekle, ale w scenach dialogowych brzmi jak elektroniczna Siri.

Dialogi nie brzmią w tym filmie zresztą zbyt dobrze. Porządnie napisanych kwestii jest jak na lekarstwo, udanych żartów i kąśliwych ripost jeszcze mniej. Może byłoby ich jednak więcej, gdyby dało się je usłyszeć. Dźwięk w polskim filmie znów zawodzi. Komunikatów radiowych wypowiadanych przez kierowców nie sposób odszyfrować. Gdy w głośnikach zaczyna huczeć muzyka, wypada już tylko szukać napisów na dole ekranu, bo widzimy jedynie aktorów przebierających ustami. Na ścieżkę dźwiękową i montaż dźwięku podczas scen akcji już narzekać nie wypada.

Wypada za to odpowiedzieć na fundamentalne, w przypadku "Diablo", pytanie: czy rzeczywiście ukazane w filmie nielegalne wyścigi przypominają zlot miłośników sprowadzanego z Zachodu szrotu i tuningowanych w przydomowym garażu samoróbek? Otóż nie! I jest to jedna z niewielu rzeczy, jakie w stu procentach udały się filmowcom. Fani motoryzacji, gwarantuję, będą mieli na czym zawiesić oko. Auta prezentują się wspaniale, gorzej niestety z ich kadrowaniem. Ulicznym wyścigom brakuje dynamiki. W szerszym planie i z perspektywy dronów rywalizacja na torze wygląda okazale.

Długie ujęcia nie sprzyjają jednak odzwierciedleniu tempa wyścigów. Przebitki na twarze kierowców, dymiące tłumiki i palone opony nie niosą ze sobą żadnych wrażeń. Nie pomaga też ślamazarny montaż przypominający pokaz slajdów z Power Pointa. Dziwaczna wydaje się także sama formuła rywalizacji o tytuł Diablo. Jeśli liczycie na pojedynki rodem z "Szybkich i wściekłych", to zasady turnieju Czarnej Owcy szybko was zanudzą.

"Diablo" narzeka nie tylko na brak spójnej fabuły i porządnej jakości efektów specjalnych, lecz także na niedostatek bohaterów, którzy nie ocieraliby się o autoparodię - jak choćby Kieł w wykonaniu Mikołaja Roznerskiego.
"Diablo" narzeka nie tylko na brak spójnej fabuły i porządnej jakości efektów specjalnych, lecz także na niedostatek bohaterów, którzy nie ocieraliby się o autoparodię - jak choćby Kieł w wykonaniu Mikołaja Roznerskiego. mat. prasowe/ Kino Świat
Ograniczony budżet, którym podyktowana jest skromna liczba samochodowych wyścigów, wpływa też na jakość efektów specjalnych. Wystarczy przyjrzeć się ekranowym eksplozjom. Hollywoodzki rozmach filmowcy chcieli zaimprowizować w finałowej scenie. Wyszło absurdalnie. Sekwencji na Moście Świętokrzyskim nie powstydziłby się sam Patryk Vega. Zresztą jakakolwiek logika i sens działań bohaterów w końcowym kwadransie wołają o pomstę do nieba. Niemal cały scenariusz przypomina poniekąd zlepek zapisków dodawanych na bieżąco podczas kręcenia filmu.

Po szumnych deklaracjach o polskiej odsłonie "Szybkich i wściekłych" przyda się redukcja biegów i zimny prysznic. Projekt Michała Otłowskiego, choć odważny i poniekąd innowacyjny na naszym rynku, jest mocno wybrakowany i zatankowany zbyt małą ilością paliwa, by mówić o rewolucji w polskim kinie akcji. Być może większą satysfakcję da planowany zapewne sequel (warto dotrwać do napisów końcowych), ale póki co "Diablo" wydaje się być filmową ciekawostką tylko dla zapalonych miłośników motoryzacji. Pozostali po kilkudziesięciu minutach szybko będą chcieli wziąć taksówkę i zaparkować pod domem.

OCENA: 3,5/10

Film

Diablo. Wyścig o wszystko

Diablo. Wyścig o wszystko (12 opinii)

2.7
produkcja
Polska
premiera
18 stycznia 2019
czas trwania
1 godz. 50 min.

Opinie (78) 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

11.10.2019 r.

04.10.2019 r.

Zapowiedzi