Nasze recenzje

Demolka w XXL. Recenzja filmu "Godzilla vs. Kong"

Gdy naprzeciw siebie stają dwa olbrzymie filmowe monstra, należy spodziewać się gigantycznej rozróby, podczas której wszelkie chwyty są dozwolone. I rzeczywiście "Godzilla vs. Kong" serwuje widzom widowiskową bijatykę dostarczającą mnóstwa frajdy i wizualnych fajerwerków. Problem w tym, że filmową walkę wieczoru z udziałem dwóch zawodników wagi ciężkiej poprzedza seria przynudzających sparingów, podczas których ludzcy bohaterowie okładają się na oślep scenariuszowymi idiotyzmami. Dobra zabawa podczas seansu wymaga po prostu zlekceważenia fabuły, choć nie zawsze niestety jest to możliwe.



Pojedynek zmutowanej jaszczurki z gigantyczną małpą zapowiadały już sceny podczas końcowych napisów "Godzilla II: Król potworów". Zanim niezwyciężeni czempioni weszli na wspólny ring, każdy z nich mistrzowskich pasów bronił na własnym podwórku (dwie części "Godzilli" oraz "Kong: Wyspa Czaszki"). Bezpośrednia konfrontacja była jednak kwestią czasu, a pod okiem reżysera Adama Wingarda nareszcie nabrała realnych kształtów w rozmiarze XXL. Delektowanie się głównym daniem poprzedza niestety sporo gorzkich i rozgotowanych przystawek, które zamiast na talerzu, powinny lądować pod stołem. Kilkukrotnie przydeptane dla pewności.

Gdyby efektowne ciosy, kopniaki, duszenia i obalenia zebrać w kilkudziesięciominutowy klip oraz opatrzyć komentarzem duetu Andrzej Janisz/Łukasz Jurkowski, mielibyśmy do czynienia z fenomenalnym widowiskiem wartym każdego grosza wydanego na transmisję "pay per view". Tymczasem w "Godzilla vs. Kong" - jak przystało jednak na dość sztampowy blockbuster - zdecydowaną większość czasu wypełnia zbitka nielogicznych, absurdalnych i pozbawionych jakiejkolwiek kreatywności scen, górnolotnie nazwanych tu "fabułą". Oczywiście w tego typu widowiskach to drugo-, a nawet trzeciorzędna kwestia. W filmie Wingarda nadmiar kaleczących uszy dialogów i niemrawych postaci pochłania jednak zbyt wiele ekranowego czasu, który z powodzeniem można byłoby rozdysponować pomiędzy tytułowych tytanów.

Sprawdź gdzie grają film Godzilla vs. Kong

"Godzilla vs. Kong" to porządna filmowa demolka skrojona pod fanów kina akcji. Produkcji doskwiera jednak ewidentny brak fabuły i słabość ludzkich postaci. A to z kolei elementy, które zniekształcają mocno finalny efekt.
"Godzilla vs. Kong" to porządna filmowa demolka skrojona pod fanów kina akcji. Produkcji doskwiera jednak ewidentny brak fabuły i słabość ludzkich postaci. A to z kolei elementy, które zniekształcają mocno finalny efekt. mat. prasowe/ Warner Bros.
Szczególnie, że na pierwsze starcie olbrzymów trzeba się solidnie naczekać, a każda minuta tego wstecznego odliczania dłuży się w nieskończoność. Główna w tym "zasługa" kompletnie pozbawionych charyzmy ludzkich postaci. Pierwszą grupę tworzą paranoik zafascynowany teoriami spiskowymi, zbuntowana nastolatka i jej nerdowaty kompan, któremu w samym finale przypada chyba najbardziej kuriozalna scena w filmie. Drugą organizują naukowcy, którzy w podróż do najniebezpieczniejszego miejsca na Ziemi (a właściwie w jej wnętrzu) bez żadnych moralnych oporów zabierają bezbronne dziecko, a na dodatek nim manipulują, bowiem mała Jia (jedyna ludzka postać, która jest w stanie zaskarbić naszą sympatię) potrafi skutecznie nawiązać kontakt z przerośniętym małpiszonem.

Wątki obu tych grup filmowcy z uporem maniaka naprzemiennie rotują, rozbudowują bądź, o zgrozo, rozbijają na mniejsze. Jakby miało to dla widza jakiekolwiek znaczenie. Spoiler: nie ma. Człowiek w towarzystwie Godzilli i Konga jeszcze nigdy nie był na ekranie tak zbędny. Tym bardziej niedorzeczne jest brnięcie przez twórców w fabularny ślepy zaułek, zwłaszcza, że od początku publiczność interesuje jedynie pojedynek głównych bohaterów, a tak nieudolnie poprowadzona opowieść tylko nam tę przyjemność opóźnia.

W filmowym starciu dwóch olbrzymów aż chciałoby się więcej bezpośrednich konfrontacji, które bardzo często poprzedzielane są nudnymi wątkami pobocznymi. Mogło być zdecydowanie lepiej.
W filmowym starciu dwóch olbrzymów aż chciałoby się więcej bezpośrednich konfrontacji, które bardzo często poprzedzielane są nudnymi wątkami pobocznymi. Mogło być zdecydowanie lepiej. mat. prasowe/ Warner Bros.
Na szczęście, gdy tylko potężne małpie pięści krzyżują się z jaszczurczymi szponami, na twarzy niejednego widza wymaluje się błogi uśmiech wielkiego dziecka, którym poczuje się każdy, kto od najmłodszych lat fascynował się filmowymi olbrzymami. Kilkurundowe starcie Godzilli z Kongiem to niepohamowana demolka i manifestacja różnych stylów walki, na dodatek w różnorodnych sceneriach, spośród których najefektowniej prezentuje się finałowa rozróba na tle rozświetlonego neonami Hongkongu. Co prawda dość niechlujna praca kamery i bombardowanie widza technologią CGI "miksują" wiele scen w bezkształtną papkę, lecz wśród miłośników takiej akurat filmowej rozrywki nie powinno być wielu powodów do narzekania. Im większy ekran i moc głośników, tym odczucia będą jeszcze lepsze.

Imponująco, w przeciwieństwie do aktorów, prezentują się tytułowi gladiatorzy. Zarówno Kong, jak i Godzilla, wypadają więcej niż zadowalająco - i w statycznych ujęciach, i w bitewnym szyku. O ile pod względem technologicznego zaawansowania przy obu postaciach można postawić znak równości, o tyle na poziomie scenariusza już takiej zgodności nie ma. To wokół Konga filmowcy rozbudowują opowieść, to właśnie jego dozbrajają za pomocą pewnego gadżetu i w końcu to jego emocje są tu zasygnalizowane. Fani jaszczura mogą poczuć się pokrzywdzeni, bo Godzillę przez większość filmu należy (nawet mimowolnie) postrzegać w kategorii czarnego charakteru i siewcy spustoszenia. Zbyt dziecinne uproszczenie. Goryl cacy, jaszczur ble.

Wśród licznych fabularnych zabiegów jednym z niewielu udanych jest umiejscowienie finałowej walki na tle rozświetlonych neonami wieżowców Hongkongu. Wizualnie wygląda to lepiej niż dobrze.
Wśród licznych fabularnych zabiegów jednym z niewielu udanych jest umiejscowienie finałowej walki na tle rozświetlonych neonami wieżowców Hongkongu. Wizualnie wygląda to lepiej niż dobrze. mat. prasowe/ Warner Bros.
Producenci znaleźli nawet miejsce na dość smakowity deser, którego zapach można już jednak zwietrzyć mniej więcej na półmetku filmu. Nie odbiera to jednak przyjemności w momencie, gdy na finałową arenę znienacka wkracza trzeci zawodnik. I to właściwie jedyny udany fabularny zabieg Adama Wingarda i reszty ekipy. Gdyby w kinowych fotelach ukryty był pilot z funkcją przewijania obrazu, można mieć niemal pewność, że każdy z tej opcji skorzystałby już po kilku minutach seansu. Proporcje w "Godzilla vs. Kong" są niestety mocno krzywdzące dla dwójki głównych bohaterów. Kiepski film, a zarazem imponujące momentami show składają się finalnie na przeciętną produkcję.

OCENA: 5/10

Film

Godzilla vs. Kong
6.6 7 ocen

Godzilla vs. Kong

produkcja
USA
premiera
4 czerwca 2021
czas trwania
1 godz. 53 min.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (41)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

11.06.2021 r.

04.06.2021 r.

Zapowiedzi