Nasze recenzje

DVD: gatunek na wymarciu, ale nie dla kolekcjonerów

Platformy streamingowe coraz zacieklej konkurują z rynkiem DVD/Blu-ray. Bez wychodzenia z domu mamy dostęp do ulubionych tytułów i premier. Po DVD sięgamy dziś raczej okazjonalnie lub w celach kolekcjonerskich.
Platformy streamingowe coraz zacieklej konkurują z rynkiem DVD/Blu-ray. Bez wychodzenia z domu mamy dostęp do ulubionych tytułów i premier. Po DVD sięgamy dziś raczej okazjonalnie lub w celach kolekcjonerskich. fot. Trójmiasto.pl

Przeszło dwie dekady temu filmy na DVD błyskawicznie zaczęły wypierać z polskiego rynku rozchwytywane w latach 90. kasety VHS. Dziś popularny do niedawna format sam wydaje się być gatunkiem na wymarciu. Dynamiczny rozwój platform streamingowych, szczególnie w czasach pandemii i tzw. lockdownu, gwarantuje widzowi swobodny dostęp do ulubionych tytułów i wyczekiwanych nowości. I to bez opuszczania kanapy. Filmowe wydawnictwa na DVD stają się powoli domeną zapalonych kolekcjonerów lub okazyjnym kaprysem wielbicieli kina. Szczególnie domowego.



Wydawnictwa płytowe w Trójmieście


Czy kupujesz filmy na DVD?

tak, kolekcjonuję takie wydawnictwa 11%
tak, widzę w tym inwestycję 1%
tak, ale tylko naprawdę ulubione filmy 33%
kiedyś tak, dziś to już przeżytek 34%
nie, nigdy 21%
zakończona Łącznie głosów: 630
Zapełnione plastikowymi pudełkami regały, oklejone filmowymi plakatami ściany (przyozdobione obowiązkowo podobiznami Stevena Seagala czy Jean-Claude'a Van Damme'a), a w progu witające gości tekturowe sylwetki Sharon Stone czy Sylvestra Stallone'a. W podobnym stylu urządzona była z pewnością niejedna wypożyczalnia kaset wideo, która w połowie lat 90. przeżywała prawdziwe oblężenie.

By zabrać do domu gorącą nowość, zdarzało się, że trzeba było najpierw wpisać się na długą listę oczekujących. Choć nie było gwarancji, że przekazywana z rąk do rąk i zapętlana w nieskończoność kaseta będzie jeszcze nadawała się do użytku.

Wkrótce wysłużone magnetowidy zaczęto zastępować nowoczesnymi odtwarzaczami lub zestawami kina domowego, a prostokątne kasety skurczyły się do rozmiaru zgrabnej płyty gwarantującej dodatkowo lepszą jakość i dłuższy żywot nagranego filmu.

DVD wydawało się rozwiązaniem równie innowacyjnym, co perspektywicznym. Nic nie jest jednak dane na zawsze. Płyty CD nie udźwignęły konkurencji ze strony mp3, rynek DVD coraz mocniej odczuwa presję serwisów streamingowych. Zwłaszcza w czasach, gdy jesteśmy zmuszeni do długiej domowej izolacji.

DVD vs streaming



Oczywiście wydawnictwa na DVD nagle nie wyparują ze sklepowych półek i nie podzielą z dnia na dzień przykrego losu kaset VHS, które po upadku wypożyczalni masowo zaczęły ginąć lub zostały po prostu zniszczone. Dystrybutorzy filmów nadal trzymają się przyjętego schematu: najpierw premiera kinowa, kilka miesięcy później premiera DVD i Blu-ray. Ostatnie miesiące, szczególnie w czasach pandemii, uświadomiły nie tylko dystrybutorów, ale i producentów, że internetowy streaming może być znacznie bardziej opłacalny niż inwestowanie w dotychczasowe formy przekazu. I dotyczy to nie tylko wydawnictw płytowych, ale nawet kina w rozumieniu tradycyjnym.

Kino plenerowe w Trójmieście - repertuar


Tymczasem inwestycja w film wydany na DVD wcale nie jest już tak kosztowną operacją jak jeszcze kilka lat temu. Na obniżkę cen z pewnością wpłynął rozwój nowocześniejszego formatu - Blu-ray - za który dziś zapłacimy mniej więcej tyle, ile jeszcze pięć, sześć lat temu za płytę DVD. Świeżą nowość kupimy dziś za cenę w przedziale 30-40 złotych. To niedużo, biorąc pod uwagę fakt, że wydawnictwo (teoretycznie) zostanie z nami na długi czas.

Problem pojawia się wtedy, gdy zapragniemy mieć na półce każdą nowość wydaną na DVD. Wówczas łączny wydatek znacznie przekracza wartość abonamentu np. Netflixa czy HBO GO, które co miesiąc dodają do swojej biblioteki świeże pozycje. Komfortu czy wrażeń estetycznych nie da się materialnie zmierzyć. Cena jest już bardzo konkretnym kryterium wyboru.

Poszukiwacze zaginionych dysków



Chłodną kalkulacją raczej nie sugerują się kolekcjonerzy filmów na DVD, dla których sentyment czy nieograniczony dostęp do ulubionych tytułów to tylko niektóre korzyści filmowego "zbieractwa". Często decydującym czynnikiem jest specyficzny gust, którego nie da się zaspokoić standardową ofertą platform streamingowych.

Grzegorz Kłos, trójmiejski dziennikarz i wydawca serwisów rozrywkowych Wirtualnej Polski, od lat pasjonuje się horrorami, filmami klasy B i szeroko pojętym kinem gatunkowym. Uwielbia giallo - włoskie kino grozy, spaghetti westerny czy filmy spod znaku euro crime. Takich niszowych produkcji w serwisach online nie znajdzie.

- Kocham tradycyjne efekty specjalne, zimnowojenne sci-fi, facetów w gumowych kostiumach rozwalających kartonowe miasta oraz lata 80. I pod tym kątem od lat profiluję swoją kolekcję - podkreśla Grzegorz Kłos. - W Polsce rynek nośników w ogóle jest mizerny, a co dopiero, jeśli mówimy o tzw. kinie kultowym. Ale na Zachodzie - w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Austrii czy USA - od lat funkcjonują dystrybutorzy specjalizujący się w wydawaniu takich tytułów na DVD i Blu-ray.
Nie dziwi więc fakt, że - jak sam przyznaje - w 99 proc. przypadków zaopatruje się w filmowe wydawnictwa za granicą. Dziś stawia na Blu-ray'e, ale kolekcjonowanie tytułów rozpoczął od wydanego na DVD w 2000 roku "Cienia wampira" E.Eliasa Merhige. I wciąż go ma.

Grzegorz Kłos w swojej kolekcji posiada przede wszystkim kino klasy B, kino gatunkowe, horrory oraz włoskie spaghetti western i giallo. W filmy najczęściej zaopatruje się za granicą.
Grzegorz Kłos w swojej kolekcji posiada przede wszystkim kino klasy B, kino gatunkowe, horrory oraz włoskie spaghetti western i giallo. W filmy najczęściej zaopatruje się za granicą. fot. Grzegorz Kłos/Instagram
Pierwsze okazy doskonale pamięta także William Malcolm, trójmiejski muzyk i twórca takich projektów, jak czy Nightrun87 czy Vacos Malcolm. W jego przypadku były to jednak kasety wideo z takimi tytułami, jak "Pogromcy duchów", "Piękna i bestia", "Mary Poppins" czy filmy z gatunku noir, które kolekcjonował ojciec. I nie są to ulotne wspomnienia, ale materialne pamiątki, bo kasety wciąż zalegają na półce, a nawet działają. Większość kolekcji - a jest tego przeszło pół tysiąca tytułów - stanowią jednak wydania DVD.

Czytaj także: William Malcolm - "Może warto sięgnąć do Chyloni z lat 80., nie tylko do Miami"

- Zacząłem je zbierać na początku lat dwutysięcznych. Wtedy były jeszcze bardzo drogie, ale z upływem czasu ceny stopniowo malały. Filmy DVD pojawiały się w dodatkach do gazet, w kioskach "Ruchu", było tego coraz więcej. Istniał już internet, ale nie było przecież YouTube'a, a tym bardziej żadnych serwisów na kształt dzisiejszego Netflixa czy HBO GO. Wiele tytułów ściągałem z zagranicy, m.in. z Niemiec - zaznacza William Malcolm. - Wybierałem DVD również z tego względu, że filmy były w języku oryginalnym, a nie przepadam za wersjami z lektorem. Takiej alternatywy nie było w przypadku kaset wideo czy piątkowych megahitów na Polsacie (śmiech).
William, podobnie jak Grzegorz, celuje w konkretne gatunki filmowe. Kolekcjonuje nie dla samej idei, ale po to, by po prostu w każdej chwili sięgnąć po ulubiony tytuł. Nawet jeśli są to "Pogromcy duchów", film, który widział nieskończoną ilość razy.

- Absolutnie ulubiony film wszech czasów! (śmiech). Niemalże doskonały pod każdym względem. Kocham klimat lat 80. i wszystko, co się z tym łączy. Jestem też wielkim fanem filmów amerykańskich z lat 30. i 40., z takimi gwiazdami, jak Bela Lugosi czy Boris Karloff. Lubię film noir, opowieści detektywistyczne z tamtych dekad, westerny z lat 50. czy spaghetti westerny, kino grozy, które dziś ma chyba już niewiele wspólnego z horrorami, jakie znamy z czasów współczesnych - dodaje Malcolm.

Powtórka z VHS na razie nie grozi



Kolekcjonerskie wydania DVD, szczególnie niszowych i często zapomnianych produkcji, niejednokrotnie imponują oprawą graficzną lub dodatkową zawartością. Tego żaden serwis streamingowy nie jest już w stanie zagwarantować.

- Żyjemy we wspaniałych czasach, kiedy najbardziej niszowe "kino dla koneserów" i filmy niekiedy zupełnie zapomniane dostają drugie życie. Są odrestaurowywane i wydawane w jakości 4K, nierzadko z mnóstwem dodatków - dokumentów, wywiadów czy reportaży. Dla kogoś pasjonującego się kinem czy szeroko pojętą popkulturą to często kopalnia wiedzy - mówi Grzegorz Kłos. - Oczywiście można te filmy ściągnąć z sieci. Trzeba jednak pamiętać, że ludzie, którzy je wydają, tak jak ja, są pasjonatami. Poświęcają mnóstwo energii na odnalezienie kompletnych negatywów czy rozmowę z reżyserem z drugiego końca świata. Często to jedno-,dwuosobowe firmy. Okradanie ich byłoby najzwyczajniej w świecie świństwem.

Gdynianka przy filmowych produkcjach na Netflixa



W kolekcji Williama Malcolma jest ponad 500 tytułów, wśród których dominuje kino grozy, klasyki kina amerykańskiego z lat 30. czy 40., a także kino gatunkowe z lat 80.
W kolekcji Williama Malcolma jest ponad 500 tytułów, wśród których dominuje kino grozy, klasyki kina amerykańskiego z lat 30. czy 40., a także kino gatunkowe z lat 80. fot. William Malcolm
O tym, że niektóre filmy lepiej jest mieć na półce niż w internetowej bibliotece, przekonuje również William Malcolm.

- Kupuję tylko te filmy, które wiem, że na pewno będą mi się podobać i będę po nie sięgał nie raz i nie dwa. Jeśli ominę coś ciekawego w kinie, to faktycznie - w czasach serwisów streamingowych - poczekam na premierę online. Jednak tytuły, na których mi szczególnie zależy, zawsze wolę mieć przy sobie. Choćby z jednego prostego powodu - nawet jeśli są udostępnione online, nie zostaną tam na zawsze. Jest przecież rotacja tytułów, biblioteki są uzupełniane, niektóre produkcje wypadają z oferty. Nie chcę być w sytuacji, gdy ktoś narzuca mi, kiedy mam obejrzeć konkretny film. A tak trochę działa współczesny streaming w sieci.
- Zalety platform streamingowych są niepodważalne. Sam często z nich korzystam, kiedy chcę nadrobić filmy, które przegapiłem w kinie, czy obejrzeć serial albo dokument. Problem w tym, że nie oferują treści, znajdujących się w głównej orbicie moich zainteresowań. Jeśli chodzi o horrory czy starsze rzeczy z lat 60. czy 70., oferta polskiego Netfliksa jest nieporównywalnie uboższa, gdy zestawimy ją z amerykańskim odpowiednikiem - dodaje Grzegorz Kłos.
Czy kolekcjonerzy ocalą rynek DVD przed podbijającym również Polskę streamingiem? Sytuacja nie jest jeszcze na tyle poważna, by musieli wskoczyć w lateksowe kostiumy, zakładać kolorowe peleryny i własną piersią osłaniać płytowe wydawnictwa. DVD raczej nie powtórzy losu kaset wideo, które często bezpowrotnie przepadły.

Retro moda na winyle wróciła, ale nie zahaczyła o VHS. Kiepska jakość tych filmowych nagrań nikogo już nie zachęca. Za kilka lat młode pokolenia na widok kasety wideo będą pewnie zastanawiać się, jak się "to" obsługuje, np. szukać wejścia USB lub przycisku wi-fi. Płyta DVD takiego zdumienia raczej nie wywoła. Wszak po muzykę na CD wciąż sięgamy.