• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Co zamiast filmów w 3D? W Trójmieście brak opcji

Tomasz Zacharczuk
15 maja 2022, godz. 16:00 
Opinie (46)
"Avatar" Jamesa Camerona w 2009 roku zapoczątkował boom na kino 3D, ale dziś po 13 latach wydaje się, że technologia po prostu spowszedniała na tyle, że trójmiejskie kina rzadko już sięgają po tego typu produkcje. Inną kwestią jest fakt, że producenci stawiają też coraz rzadziej na filmy w trójwymiarze. "Avatar" Jamesa Camerona w 2009 roku zapoczątkował boom na kino 3D, ale dziś po 13 latach wydaje się, że technologia po prostu spowszedniała na tyle, że trójmiejskie kina rzadko już sięgają po tego typu produkcje. Inną kwestią jest fakt, że producenci stawiają też coraz rzadziej na filmy w trójwymiarze.

Listę najbardziej oczekiwanych kinowych premier w tym roku w wielu zestawieniach otwiera druga część "Avatara" Jamesa Camerona. Chyba nawet sam reżyser nie spodziewał się, że - po pierwsze - nakręcenie kontynuacji zajmie mu aż 13 lat, a po drugie - że zapoczątkowany przez jego dzieło boom na filmy 3D tak szybko wygaśnie. Dziś seanse w trójwymiarze należą raczej do rzadkości i nie są już magnesem przyciągającym widzów przed wielki ekran. Wśród technologicznych nowinek przodują formaty 4DX czy ScreenX, lecz w Trójmieście takich atrakcji w multipleksach jednak nie znajdziemy.



Imprezy filmowe w Trójmieście. Festiwale, pokazy specjalne, kino konesera



Czy skorzystasz z nowych technologii w kinach, gdyby takie pojawiły się w Trójmieście?

Nakręcony w 2007 roku "Avatar" (postprodukcja trwała aż dwa lata, dlatego film miał premierę dopiero w 2009) w kilka miesięcy stał się najbardziej dochodowym przebojem w historii światowej kinematografii. Zainwestowane prawie 240 mln dolarów zwróciły się producentom ponad 10-krotnie, a sam tytuł zarobił niebotyczne 2,8 mld $. Do imponującego wyniku dopiero 10 lat później zbliżył się zamykający sagę Avengers "Koniec gry". Wyreżyserowany przez Jamesa Camerona hit zapewne "nie wykręciłby" takich cyferek, gdyby nie zastosowana po raz pierwszy na taką skalę technologia 3D. Widzowie gnali do kin i zakładali trójwymiarowe okulary, by na prawie trzy godziny przenieść się w głąb bajecznie wykreowanej na ekranie planety Pandora.

Repertuar kin w Trójmieście


Hollywood naturalnie zwietrzył okazję na jeszcze większe zyski, dlatego przez kolejne lata zasypywał nas tytułami w nowej technologii, lecz zamiast prognozowanego długofalowego boomu niespodziewanie szybko nadszedł regres. Mniej więcej od 2016 roku liczba filmów w 3D zaczęła stopniowo maleć, a pandemia koronawirusa tylko pogorszyła tę sytuację.

Dziś seanse w trójwymiarze nie są nawet ciekawostką, a po prostu jedną z dostępnych opcji, po którą na dodatek kina nie sięgają zbyt często.
Wyświetlany premierowo w ostatni weekend "Doktor Strange w multiwersum obłędu" był bodaj pierwszym od wielu miesięcy tytułem w 3D, jaki mogli obejrzeć widzowie w Trójmieście. Przed filmem po raz pierwszy wyemitowano zwiastun drugiej części "Avatara", lecz tym razem trudno spodziewać się, by wzrosło zapotrzebowanie na trójwymiarowe okulary.

Filmy 3D dzisiaj są w odwrocie. Do kin wchodzą nowe technologie, w Trójmieście jeszcze niedostępne. Filmy 3D dzisiaj są w odwrocie. Do kin wchodzą nowe technologie, w Trójmieście jeszcze niedostępne.

Filmy w 3D po prostu się znudziły



Co więc przez 13 lat stało się z technologią, która miała zrewolucjonizować sposób oglądania filmów? Wydaje się, że po prostu spowszedniała. To, co na pierwszy rzut oka wyglądało zjawiskowo, za drugim, trzecim i każdym kolejnym razem nie robiło już tak piorunującego wrażenia. Widzowie szybko połapali się w tym, że seanse w 3D, owszem, dodają sporo wizualnych smaczków, ale kosztem ogólnej jakości obrazu. Cameron przy tworzeniu "Avatara" poświęcił mnóstwo czasu na odpowiednie ustawianie kamer i oświetlenia, inaczej niż przy kręceniu tradycyjnego filmu. Podążający jego śladem reżyserzy często nie mieli już takiego komfortu, by wydłużać dni zdjęciowe w poszukiwaniu idealnych kątów i światła. Pod presją czasu powstawały więc produkcje, które nie do końca były dostosowane do wymogów 3D.

Zobacz także: "Trójmiejskie" filmy, które obejrzymy w 2022 roku

W konsekwencji przekładało się to właśnie na ogólną jakość obrazu. Widzowie zaczęli narzekać na zaciemnione kadry, niewyraźny kontrast, ubogie nasycenie kolorów i przede wszystkim niezadowalający efekt trójwymiaru. Po kilku minutach oczy zaczęły dostosowywać się do obrazu i czasami po prostu trudno było dostrzec wizualne nowinki. Na dodatek mnożyły się różnego rodzaju uciążliwości: od niewygodnych, zatartych i mało precyzyjnych okularów, po znacznie poważniejsze - zawroty głowy, problemy z błędnikiem czy uporczywe zmęczenie, zwłaszcza po seansie trwającym przeszło dwie godziny.

Odwrót od kina 3D wynikał też ze względów czysto finansowych. Technologia przestała się opłacać producentom (którzy musieli dopłacać grube miliony, by dostosować film do trójwymiarowych standardów), kinom (które musiały inwestować w odpowiednią infrastrukturę) i samym widzom. Jeszcze przed pandemią za seans 3D trzeba było solidnie dopłacić. W przypadku pojedynczego biletu np. na "Grawitację" wydatek nie był spory, ale już rodzinny wypad na "Toy Story 3" oznaczał zostawienie w kinowej kasie grubo ponad stu złotych, doliczając do tego przekąski.

"Doktor Strange w multiwersum obłędu" był pierwszym od wielu miesięcy tytułem w 3D, jaki mogli obejrzeć widzowie w Trójmieście "Doktor Strange w multiwersum obłędu" był pierwszym od wielu miesięcy tytułem w 3D, jaki mogli obejrzeć widzowie w Trójmieście
Dziś seanse 3D nie generują już takich kosztów. Nadal trzeba oczywiście dopłacić do okularów, ale cenowo wygląda to już podobnie jak w przypadku tradycyjnych filmów. Przykładowo w Multikinie Gdańsk bilet na trójwymiarowy pokaz nowego "Doktora Strange'a" można już kupić za 17,90 zł. Złotówkę więcej (kupując odpowiednio wcześniej przez internet) dołożymy do wejściówki na podobny seans w Helios Forum Gdańsk. Filmy w 3D nawet cenowo już plasują się więc na podobnej półce, co zwykłe produkcje.

Dziś mamy 4DX i ScreenX ...



Technologia nadal pędzi do przodu, platformy streamingowe rosną w siłę, więc multipleksy muszą szukać kolejnych atrakcji, którymi są w stanie skusić potencjalnego widza. W ostatnim czasie jedną z takich prężnie rozwijających się nowinek jest technologia 4DX. Umożliwia ona projekcję największych hollywoodzkich hitów w formacie 4D, z zastosowaniem ruchomych foteli (zupełnie inna konstrukcja niż w typowym multipleksie) i różnego rodzaju efektów, dzięki którym poczujemy odpowiedni zapach, mgłę, wiatr czy błysk piorunów. Co ciekawe, nie zawsze są to filmy wyświetlane w trójwymiarze, aczkolwiek dzięki 3D baza dodatkowych efektów specjalnych jest jeszcze większa.

Urozmaiceniem kinowego seansu jest również stosowana już w Polsce technologia ScreenX. Widzowie oglądają film nie tylko na głównym ekranie, lecz również na dwóch pobocznych, dzięki czemu produkcję można obejrzeć pod kątem aż 270 stopni. Panoramiczny ekran dodaje więc podczas seansu głębi, ale boczne jego części nie zawsze są aktywne. Najczęściej uruchamiają się w konkretnych fragmentach filmu, którymi są zazwyczaj szerokie kadry z widowiskowymi pościgami i całą gamą efektów specjalnych. Kluczowe jednak w tym przypadku wydaje się znalezienie odpowiedniego miejsca na widowni, z którego wszystkie te efekty będzie można śledzić bez kręcenia głową czy oczopląsu.

Technologia ScreenX nie jest dostępna w Trójmieście Technologia ScreenX nie jest dostępna w Trójmieście

... ale nie w Trójmieście



Brzmi interesująco, ale na razie największy problem związany z nowymi technologiami w kinach dotyczy ich dostępności. A w przypadku multipleksów w Trójmieście właściwie ich niedostępności. Póki co, ani 4DX ani ScreenX nie doświadczymy bowiem w Gdańsku, Gdyni czy Sopocie. Pokazy z wykorzystaniem dodatkowych efektów zapachowych czy ruchomych foteli znajdziemy tylko w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Lublinie, Wrocławiu czy Bydgoszczy, do której widzowie z Trójmiasta mają najbliżej. Tam za seans w technologii 4DX trzeba średnio zapłacić około 35 złotych. W pozostałych miastach koszt jest od 3 do 5 złotych wyższy.

Około 40 złotych natomiast kosztuje wejściówka na seans filmu w formacie ScreenX, ale tutaj wybór jest jeszcze mniejszy, bowiem na razie taką możliwość oferuje tylko kino w warszawskiej Galerii Mokotów. Za seans nowego "Doktora Strange'a" trzeba w stołecznym kinie zapłacić 39,90 plus 1,80 zł za opłatę serwisową. Powyższe ceny za 4DX i ScreenX są więc znacznie wyższe od tych, które jeszcze kilka lat temu obowiązywały podczas pokazów w 3D, lecz dla miłośników technologicznych nowinek jednorazowy wypad na taki film mógłby się opłacić. W Trójmieście póki co jednak tego się nie dowiemy.

Kilka lat temu innowacyjny sposób oglądania filmów proponowało kino Cinema3D (przekształcone później w Cinema1) na gdańskiej Morenie. Ekrany Barco Escape oferowały wówczas podobne wrażenia do tego, czym dysponuje teraz ScreenX. Obraz wyświetlano na trzech panoramicznych ekranach, ale nowinka raczej nie przyjęła się wśród trójmiejskiej publiczności. Na łamach naszego portalu pojawiało się sporo krytycznych uwag, a zarząd Cinema3D przekonywał wówczas, iż "Barco Escape to przyszłość kina". Cóż, po premierze "Avatara" 13 lat temu były podobne deklaracje dotyczące 3D. Nie wiadomo, jak na aktualne trendy zareagowałaby trójmiejska widownia, niemniej szkoda, że tak dynamicznie rozwijająca się metropolia nadal nie ma choćby kina IMAX.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (46)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Lato na Patio 2022

w plenerze, projekcje filmowe, warsztaty

Poranki filmowe w GCF

projekcje filmowe

Wakacyjne Seanse ze Sztuką

projekcje filmowe