Nasze recenzje

Buntowniczka na lodzie. Recenzja filmu "Jestem najlepsza. Ja, Tonya"

Craig Gillespie opowiada z werwą Martina Scorsese i żartuje w stylu braci Coen, a przy okazji tworzy niebanalną filmową biografię niepokornej sportsmenki, której karierę zdefiniował jeden z największych skandali w historii łyżwiarstwa figurowego. "Jestem najlepsza" to brawurowy komediodramat, który nie pozwala oderwać oczu od wciągającej fabuły i aktorów będących w iście olimpijskiej formie. Wybierając ten film z pewnością nie zostaniecie na lodzie.



Elegancja, finezja, delikatność. Nie trzeba być znawcą sportu, aby podobne hasła bez trudu przyporządkować tak dystyngowanej dyscyplinie, jaką jest łyżwiarstwo figurowe. "Jestem najlepsza" bezceremonialnie zrywa z jakąkolwiek kurtuazją i wymuskanym wizerunkiem drobnych zawodniczek. Nie może być jednak inaczej, jeśli kanwę filmu stanowi prawdziwa historia Tonyi Harding - łyżwiarki, która zasłynęła na świecie niekoniecznie z uwagi na swoje dokonania na lodzie (które przecież miała), a przede wszystkim poprzez barwne życie poza nim.

W 1994 roku, tuż przed Igrzyskami Olimpijskimi w norweskim Lillehammer, amerykańską opinię publiczną zmroziła wiadomość o krnąbrnej łyżwiarce, która wynajmując specjalistów "od czarnej roboty", postanowiła wyeliminować główną konkurentkę do walki o olimpijskie złoto. Ogólnoświatowe serwisy sportowe do znudzenia bombardowały widza obrazkami rozpaczającej Nancy Kerrigan, którą chwilę wcześniej, po zakończonym treningu, zaatakował nieznany mężczyzna, uderzając kobietę metalowym prętem w kolano. Zleceniodawcą karygodnego zadania miała być Tonya Harding. W jednym momencie wszelkie amerykańskie świętości sportowe jak baseball, futbol czy koszykówka zeszły na dalszy plan. Milionom widzów ukazało się brutalne i bezduszne oblicze sportu utożsamianego dotychczas ze szlachetną wręcz czystością i nienagannymi manierami.

Fantastyczna Margot Robbie wciela się w tytułową postać Tonyi Harding - mistrzyni USA i medalistki mistrzostw świata w jeździe figurowej na łyżwach. Harding była pierwszą Amerykanką, która podczas oficjalnych zawodów "wykręciła" potrójnego axla. Stała się też główną winowajczynią skandalu związanego z atakiem na jej rywalkę, Nancy Kerrigan.
Fantastyczna Margot Robbie wciela się w tytułową postać Tonyi Harding - mistrzyni USA i medalistki mistrzostw świata w jeździe figurowej na łyżwach. Harding była pierwszą Amerykanką, która podczas oficjalnych zawodów "wykręciła" potrójnego axla. Stała się też główną winowajczynią skandalu związanego z atakiem na jej rywalkę, Nancy Kerrigan. mat. prasowe/Monolith Films
"Każdy ma swoją prawdę" - przekonuje z wielkiego ekranu filmowa Tonya Harding (Margot Robbie), a w znaczenie wypowiedzianych słów bezgranicznie wierzy australijski reżyser. Craig Gillespie bowiem niezwykle barwną opowieść prezentuje z różnych perspektyw, czasami zupełnie myląc tropy i burząc nasz pogląd na sytuację. Wykorzystuje do tego formę paradokumentu, w którym wstrząsające nieraz fakty relacjonuje sama Tonya, a także jej despotyczna matka, niepozorny eksmąż i jego zupełnie oderwany od rzeczywistości kumpel żywcem wyciągnięty z filmów braci Coen. Prosty zabieg polegający na przesłuchaniach przed kamerą połączony ze sprawnym montażem dodaje niesamowitej dynamiki, dostarcza mnóstwa humoru, ale przede wszystkim udowadnia widzom, że nic w historii Tonyi Harding nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać.

Z pewnością również samego filmu nie można jasno zakwalifikować do określonego gatunku. Gillespie, wyraźnie wzorując się na twórczości Martina Scorsese, przetasowuje filmowe konwencje, raz wykładając na stół rodzinny dramat podsycony fizyczną oraz psychiczną przemocą, by za chwilę wyciągnąć z rękawa niepoprawną komedię z groteskowym wątkiem kryminalnym. Dzięki temu "Jestem najlepsza" z powodzeniem wymyka się standardom kina biograficznego i żelaznym regułom sportowego filmu. W konsekwencji niesamowicie wciąga, trzyma w napięciu, umiejętnie rozkłada naszą sympatię i antypatię w stosunku do bohaterów, bawi i wzrusza.

"Ja Tonya", poza wyśmienicie zaserwowaną rozrywką, jest także fascynującym studium sportowej osobowości zdominowanej przez chorobliwą ambicję. I ma ona niewiele w tym przypadku wspólnego z krzepiącą rywalizacją doskonale ukazaną choćby w "Wyścigu" czy "Borg vs. McEnroe". Terroryzowana psychicznie przez matkę Tonya od najmłodszych lat przyswoiła niezdrowy nawyk niegodzenia się z porażkami, kompletnie gubiąc w ten sposób niezbędną w każdym sporcie motywację. Zadania na lodzie i poza nim nie ułatwia również hermetyczny świat łyżwiarstwa figurowego, który dla kogoś takiego jak główna bohaterka nie przewiduje miejsca. Tym bardziej na podium.

Craig Gillespie świetnie poradził sobie z konwencją filmu. W "Jestem najlepsza" przewijają się elementy kina sportowego, psychologicznego dramatu, niepoprawnej komedii i klasycznej biografii, choć podanej w nietuzinkowy sposób. Całość ogląda się bez mrugnięcia okiem.
Craig Gillespie świetnie poradził sobie z konwencją filmu. W "Jestem najlepsza" przewijają się elementy kina sportowego, psychologicznego dramatu, niepoprawnej komedii i klasycznej biografii, choć podanej w nietuzinkowy sposób. Całość ogląda się bez mrugnięcia okiem. mat. prasowe/Monolith Films
Charakterna i bezkompromisowa Harding znajduje się więc w totalnej opozycji do panienek z dobrych domów, które nie muszą martwić się o zaplecze finansowe i mentalne. Pochodząca z rozbitej rodziny i stłamszona przez wyzutą z uczuć matkę, na przekór wszystkim, wyjeżdża na lód we własnoręcznie uszytych, pstrokatych i tanich kostiumach, z kiczowatym makijażem i przy obrazoburczych dla środowiska dźwiękach ZZ Top. Jest jak żeńska wersja Jamesa Hunta i Johna McEnroe w jednej osobie - przebojowa i niestroniąca od pozasportowych przyjemności oraz opryskliwa i wulgarna w stosunku do trenerów, sędziów i dziennikarzy.

Skomplikowaną naturę łyżwiarki fantastycznie na ekranie udało się odwzorować Margot Robbie. Uchodząca w Hollywood za symbol seksu aktorka nie miała żadnych problemów, by porcelanową cerę zapaskudzić tandetnym makijażem i wskoczyć w obciachowe kiecki. Lecz to nie w fizycznej metamorfozie tkwi największa wartość jej kreacji. Robbie jako Tonya porywa swoją przebojowością, gdy w kolejnym starciu z damskim bokserem chwyta za strzelbę. Rozbawia podczas słownych utarczek z sędziami. Wzrusza i wymusza współczucie w momentach zupełnej bezradności. Znana zapewne szerszej publiczności jedynie z "Wilka z Wall Street" Margot bez wątpienia gra rolę życia i jednocześnie udowadnia, że wkrótce mogą nadejść kolejne. Nominacja do Oscara bezapelacyjnie wywalczona w wielkim stylu na lodowej tafli.

Filmowa historia Tonyi Harding przekonuje, że porażka nie zawsze zależy od nas i często nie mamy na to żadnego wpływu. To także pełna różnorodnych emocji opowieść o psychicznym terrorze, domowej przemocy, zgubnym obliczu zawodowego sportu i ludzkiej zazdrości.
Filmowa historia Tonyi Harding przekonuje, że porażka nie zawsze zależy od nas i często nie mamy na to żadnego wpływu. To także pełna różnorodnych emocji opowieść o psychicznym terrorze, domowej przemocy, zgubnym obliczu zawodowego sportu i ludzkiej zazdrości. mat. prasowe/Monolith Films
Jeszcze mocniej błyszczy fenomenalna Allison Janney w roli okrutnej matki kompletnie wyzbytej z jakichkolwiek pokładów empatii, nie wspominając już o miłości. Znakomicie ucharakteryzowana daje aktorski popis najwyższej próby, godny najważniejszej filmowej statuetki za drugoplanową kreację. Takich ról oczekuje aktor, takimi rolami podbija się widownię. Świetnie radzi sobie także Sebastian Stan (jako Jeff Gillooly), który jedynie stwarza pozory największej ofiary całego łyżwiarskiego skandalu, a w rzeczywistości twardą ręką z każdym ciosem brutalnie obniża sportowy potencjał Tonyi. Toksyczna wręcz namiętność małżonków jest zresztą kolejnym ciekawym aspektem, jaki poruszył w swoim filmie Gillespie.

Spektakularne historie oparte na faktach zasługują na porządny scenariusz i na szczęście takim dysponował w zanadrzu Craig Gillespie, który dodatkowo mógł liczyć na wsparcie świetnych aktorów będących w iście olimpijskiej formie. Potrójnego aktorskiego axla wykręciła Margot Robbie, która po latach zapewniła Tonyi Harding owację godną złotego medalu. Warto do tych braw dołączyć.

OCENA: 8/10

Film

Jestem najlepsza. Ja, Tonya
6.3 16 ocen

Jestem najlepsza. Ja, Tonya (7 opinii)

produkcja
USA
gatunek
Biograficzny
premiera
2 marca 2018
czas trwania
1 godz. 59 min.

Opinie (12) 2 zablokowane

  • bardzo w porządku film!

    przede wszystkim super aktorstwo.
    historia dość ciekawa, dramat rozegrany komediowo. polecam. :)

    • 19 4

  • film świo

    • 1 1

  • film świetny (1)

    Film świetny, tekst napisany przez autora zbyt długi, źle się to czyta.

    • 5 17

    • Lepiej się czyta długi tekst niż głupawe opinie

      • 9 2

  • Powalczy o wygraną Oscara. Konkurencje ma silną zatem szanse małe jednak montaż chwycił mnie za serce.

    • 1 4

  • Super film , jest już na cda za free tak wiec nie trzeba isc do kina :)

    • 0 5

  • Warto obejrzec

    Dobrze się ogląda, nietypowy, przedstawia różne "prawdy"

    • 1 1

  • taki sobie

    • 0 5

  • Pytanie! (2)

    Czy w filmie "Ja, Tonya" występuja sceny brutalne?
    Mam na myśli sceny, w których jest dużo krwi czy przemocy jak np. scena ataku na Nancy Kerrigan (czy jest ona brutalnie z bliska ukazana?). Chciałabym iść na film do kina, ale nie mam zbyt silnej psychiki, jeśli chodzi o rozlew krew i tego typu sprawy ;D Prosze BEZ SPOILERÓW! I dziękuje za odpowiedzi :)

    • 0 0

    • Nie, film nie jest brutalny. Są sceny przemocy domowej, ale nie bardzo drastyczne, atak akurat nie jest pokazany wprost.

      • 1 0

    • Weź pampersa. Bo duże ryzyko że można p****** się ze śmiechu.

      :)

      Kino ryczało ze śmiechu gdy "grubcio w sfetrze" udzielał wywiadu.



      Ogólnie dobry film.

      • 0 0

  • dziękuję

    W końcu przeczytałam rzetelną i dobrze napisaną recenzję tego filmu. A musiałam się sporo naszukać.

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

25.09.2020 r.

18.09.2020 r.

Zapowiedzi