Nasze recenzje

stat

Baśnie z tysiąca mrocznych nocy. Recenzja filmu "Ciemno, prawie noc"


W tym czarnym, czarnym lesie był czarny, czarny dom, a w tym czarnym, czarnym domu powstał bardzo, bardzo przeciętny film. Balansującą na pograniczu różnych gatunków oniryczną baśń dla dorosłych wyparło na wielkim ekranie mistyczne bajdurzenie, opatrzone skrótową fabułą i kuriozalnymi zwrotami akcji. Borys Lankosz tylko w kilku filmowych akapitach bezbłędnie przepisał literacki oryginał dostarczony przez Joannę Bator.



Pozornie wszystko się zgadza. Udręczony patologią i biedą Wałbrzych w posępnych kadrach Marcina Koszałki wygląda i brzmi niepokojąco. Za każdym odrapanym zaułkiem czai się zło, w każdej zdewastowanej kamienicy tlą się jeszcze zgliszcza rodzinnych dramatów, a w pobliskim lesie zakopana jest niejedna mroczna tajemnica przeszłości. Wiszący niczym smog nad miastem klimat zbrodni i uderzający po nozdrzach swąd nieczystości przenikają kinową salę właściwie od pierwszych do ostatnich kadrów. Zdeformowany oniryzm wprowadza dodatkowe napięcie. W tych oparach magicznego realizmu po omacku, niestety, błądzą filmowi bohaterowie, a wraz z nimi poszczególne wątki.

Doświadczona reporterka, Alicja Tabor (Magdalena Cielecka), dość niechętnie wraca w rodzinne strony, by opisać sprawę zaginionych dzieci z Wałbrzycha. Sprawiająca wrażenie apatycznej i mocno zdystansowanej kobieta rozpocznie śledztwo, którego tropy zaprowadzą ją do odkrycia mrocznych zagadek własnej przeszłości. Krocząc niepewnymi krokami za główną bohaterką zaglądamy przy okazji do wnętrz leśnych chat, peerelowskich blokowisk i zrujnowanych kamienic, w których, niczym pleśń w kącie ścian, rozrasta się ludzkie zło przybierające tu różną postać. Baśniowa aura i leśne legendy są właściwie jedynie zasłoną dymną. Krąg zbrodni otwiera i zamyka człowiek, a żadne siły nadprzyrodzone nie muszą go prowadzić przy tym za rękę.

Alicja Tabor (Magdalena Cielecka) wraca do rodzinnego Wałbrzycha, by napisać reportaż o znikających dzieciach. Dziennikarskie śledztwo stanie się też przyczynkiem do podróży w głąb rodzinnych tajemnic. Wszystko na tle niszczejącego, posępnego Wałbrzycha.
Alicja Tabor (Magdalena Cielecka) wraca do rodzinnego Wałbrzycha, by napisać reportaż o znikających dzieciach. Dziennikarskie śledztwo stanie się też przyczynkiem do podróży w głąb rodzinnych tajemnic. Wszystko na tle niszczejącego, posępnego Wałbrzycha. Fot. Adam Golec/Aurum Film
Gatunkowa hybryda, na którą zdecydowała się w powieści Joanna Bator, stanowiła zarazem gigantyczne wyzwanie przed filmowcem, który nie przerazi się "kotojadów" a literacki pierwowzór spróbuje przenieść na ekran. Borys Lankosz wydawał się kandydatem idealnym. Stylistyczną żonglerką zaskoczył w "Rewersie", w "Ziarnie prawdy" udowodnił, że w kinie gatunkowym porusza się jak ryba w wodzie. "Ciemno, prawie noc" natomiast oczekiwania spełnia właściwie jedynie w imponującej warstwie wizualnej i ekspozycji poszczególnych wątków. Brakuje odpowiedniego spoiwa, które zatarłoby wrażenie, że mamy do czynienia z dziełem chaotycznym, wybiórczym, powyginanym gatunkowo i, niestety, chwilami wręcz nudnym.

Kryminalnej intrygi jest w filmie Lankosza naprawdę niewiele. Dziennikarskie śledztwo, zresztą ukazane w bardzo pobieżny i pretensjonalny sposób, posuwa się dość ślamazarnie, razi uproszczeniami i niedomówieniami, prowadząc ostatecznie do ubogiego, a przede wszystkim rozczarowującego, finału. Poszczególne wątki nie zazębiają się w czasie, tempo co rusz jest rwane i szarpane, a to z kolei uniemożliwia budowanie napięcia. Film Lankosza wygląda fragmentami jak chaotyczny zlepek niekończących się retrospekcji. Z teraźniejszości filmowcy czerpią właściwie tylko mroczne ornamenty. Emocje nie sięgają zenitu, a ledwie krążą nisko nad horyzontem. W wałbrzyskim Twin Peaks agent Dale Cooper mógłby co najwyżej sprzedawać polisy ubezpieczeniowe.

W filmie Borysa Lankosza z całą pewnością czuć tytułową ciemność utożsamianą z ludzkim złem, które jest tu przyczynkiem do każdej  indywidualnej i zbiorowej tragedii. Niestety, poza imponującą warstwą wizualną i dźwiękową, zupełnie zagubione jest tempo opowieści, przeniesionych wprost z książki dialogów nie da się słuchać, fabuła naszpikowana jest zbyt dużą liczbą wątków, których rozwiązanie rozczarowuje i nie dostarcza właściwie już żadnych końcowych emocji.
W filmie Borysa Lankosza z całą pewnością czuć tytułową ciemność utożsamianą z ludzkim złem, które jest tu przyczynkiem do każdej indywidualnej i zbiorowej tragedii. Niestety, poza imponującą warstwą wizualną i dźwiękową, zupełnie zagubione jest tempo opowieści, przeniesionych wprost z książki dialogów nie da się słuchać, fabuła naszpikowana jest zbyt dużą liczbą wątków, których rozwiązanie rozczarowuje i nie dostarcza właściwie już żadnych końcowych emocji. Fot. Adam Golec/Aurum Film
Reżyser próbuje jeszcze fragmentami dopieścić i tak już mocno przestylizowaną opowieść elementami horroru. Nocami spaceruje z kamerą po lesie, uganiając się za zakapturzonymi postaciami. Rodzinny dom głównej bohaterki skrzypi, trzeszczy, huczy, wydaje każdy możliwy złowrogi odgłos, ale specjalnie ani to nie jest potrzebne, ani nie buduje dodatkowego napięcia. Głównie dlatego, że wszystkie te zabiegi trwają ledwie chwilę. Jak wszystko w tym filmie. Lankosz zbyt wiele książki chciał zmieścić w niespełna dwugodzinnej produkcji.

Największym wyzwaniem jednak było zaadaptowanie na film baśniowej konwencji literackiego oryginału. Plątanina często bezsensownych i zupełnie nic niewnoszących kadrów z pogranicza snu i jawy nie wystarczy niestety do ochrzczenia "Ciemno, prawie noc" pełnokrwistą baśnią dla dorosłych. Choć w niewidzialnych wieżach tkwią niewinne księżniczki doznające upokarzającej krzywdy, po lesie snują się zgarbione czarownice oferujące łyk mleka zamiast zatrutego jabłka, a nieczyste siły dudnią w okiennice i roztrzaskują drzwi, to niestety są to tylko puste rekwizyty w rękach reżysera.

Lankosz daremnie spróbował przenieść bezpośrednio na ekran baśniowy język powieści, a to okazało zadaniem po prostu niemożliwym, wręcz misją samobójczą. Konsekwencją są karykaturalne dialogi ograbione ze spontaniczności oraz emocje i wystrzeliwane w próżnię kwestie, które podczas lektury brzmią jeszcze długo w naszej głowie, a w filmie ulatują szybciej niż czarny dym z wałbrzyskiego komina i szkodzą otoczeniu równie mocno. Cierpią na tym aktorzy, którym pozostaje jedynie gimnastyka twarzy i smutne spoglądanie w obiektyw.

W "Ciemno, prawie noc" elementy thrillera i kryminału mieszają się z konwencją baśni, horroru i dramatu społecznego. Tak bogata mieszanka powoduje jednak, że całość traci spójność, a każdy wątek i postać rozjeżdżają się w swoją stronę. To piękny wizualnie, ale piekielnie nierówny pod kątem konstrukcji i wartości artystycznej film. Na pewno unikalny jak na polskie standardy.
W "Ciemno, prawie noc" elementy thrillera i kryminału mieszają się z konwencją baśni, horroru i dramatu społecznego. Tak bogata mieszanka powoduje jednak, że całość traci spójność, a każdy wątek i postać rozjeżdżają się w swoją stronę. To piękny wizualnie, ale piekielnie nierówny pod kątem konstrukcji i wartości artystycznej film. Na pewno unikalny jak na polskie standardy. Fot. Adam Golec/Aurum Film
Magdalena Cielecka wydaje się trafionym wyborem do roli Alicji, lecz scenariusz nie daje dużej swobody aktorce, która właściwie gania tylko z punktu A do B za niewidzialnymi zmorami przeszłości. Kompletnie niezrozumiałym jest angaż do ledwie epizodycznych ról Marcina Dorocińskiego, Dawida Ogrodnika, Agaty Buzek czy Doroty Kolak. Fani ich talentu będą solidnie rozczarowani. Jak można jednak wykorzystać kilka minut na ekranie, pokazuje w fenomenalnym epizodzie Roma Gąsiorowska, zaś w roli gawędziarzy sprawdzają się Piotr FronczewskiJerzy Trela (przy tak zacnej barwie głosów, słuchanie jest przyjemnością wręcz obowiązkową).

Niedosyt i rozczarowane w "Ciemno, prawie noc" czuć nie tylko w kwestii marnowania tak wielkich aktorskich talentów. Do fabularnego kotła Lankosz wrzucił wiele filmowych konwencji, ale wyszła z tego rozgotowana papka, której brakuje wiodącego smaku. Szkoda, że producenci nie zdecydowali się na miniserial, który mógłby stać się prawdziwym hitem. Wówczas naszpikowana wątkami, postaciami i symbolami proza Joanny Bator znalazłaby odpowiedni filmowy metraż. Szkoda również, że Lankosz tak wiernie podszedł do literackich wytycznych, a nie dał sobie większej swobody interpretacyjnej. Mogło z tego wyjść coś naprawdę wybitnego. A tak jest ciemno. Jest prawie noc. Jest prawie udany film.

OCENA: 5/10

Film

Ciemno, prawie noc

Ciemno, prawie noc (24 opinie)

3.8
produkcja
Polska
gatunek
Kryminał
premiera
22 marca 2019
czas trwania
1 godz. 51 min.

Opinie (52) 1 zablokowana

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

06.12.2019 r.

29.11.2019 r.