Nasze recenzje

stat

Agent Hunt znów w formie. Piąta część "Mission Impossible" w kinach


Od premierowych wyczynów Toma Cruise'a w roli agenta Ethana Hunta mija już prawie 20 lat. Zarówno forma aktora, jak i kondycja całej serii spod znaku "Mission Impossible" nie budzi zastrzeżeń. Najnowsza odsłona zatytułowana "Rogue Nation", choć ustępuje poprzednikowi - "Ghost Protocol", wciąż przypomina fanom, czym jest ekranowe "impossible".



Ethan Hunt przez dwie ostatnie dekady widowiskowo łamał zasady fizyki i wyślizgiwał się objęciom śmierci, mając jednocześnie czas na towarzystwo pięknych kobiet oraz solidną porcję kaskaderskich wyczynów. Wszystko to, co stało się wizytówką serii firmowanej nazwiskiem Toma Cruise'a, można znaleźć w "Rogue Nation". I choć podczas tej filmowej podróży nieraz natrafimy na bolesny wybój, to z pewnością agent Hunt nie wyprowadzi nas na manowce.

Agencja IMF ponownie staje pod ostrzałem zmasowanych oskarżeń, głównie ze strony CIA, pragnącej przejąć aktywa organizacji i zakończyć samowolkę Hunta oraz całej ekipy. Jednak nie z takimi przeciwnikami przychodziło mierzyć się słynnemu agentowi. Tym razem musi stawić czoła nie tylko grupie pościgowej, ale niejako przy okazji rozpracować tajemniczy Syndykat, werbujący międzynarodowych agentów do zbrodniczej działalności.

Widowiskowych elementów nie brakuje. W scenie z samolotem udział wziął sam Tom Cruise, który nie korzystał z kaskadera. Rolę Ethana Hunta okupił ostatecznie kilkoma kontuzjami podczas zdjęć do "Rogue Nation".
Widowiskowych elementów nie brakuje. W scenie z samolotem udział wziął sam Tom Cruise, który nie korzystał z kaskadera. Rolę Ethana Hunta okupił ostatecznie kilkoma kontuzjami podczas zdjęć do "Rogue Nation". mat. prasowe/ Paramount Pictures

"Rogue Nation", wzorem doskonale sprawdzonych poprzedników, zapewnia widzowi wartką akcję w najlepszym wydaniu. Znakomicie zmontowane sekwencje samochodowych i motocyklowych pościgów pośród marokańskich plenerów wbijają głęboko w kinowy fotel. Równie okazale prezentuje się pojedynek za kulisami Opery Wiedeńskiej. Twórcom w tym przypadku należy się podwójny ukłon. Nie tylko za dynamikę scen i dopracowanie detali, ale przede wszystkim za wybór starej, sprawdzonej szkoły kaskaderskiej zamiast wyświechtanych już do granic możliwości efektów komputerowych. Pod tym względem piąta część "Mission Impossible" trafnie i z należytym honorem nawiązuje do pierwszych ekranowych misji Ethana Hunta z 1996 roku.

Oczywiście nie mogło zabraknąć mocnego nacisku na element "impossible", który jednych zaskakuje pomysłowością scenarzystów, innych prowokuje do głośnej salwy śmiechu. W "Rogue Nation" możemy więc podejrzeć, jak operowy przewodnik z papierowej gazetki staje się ... podręcznym laptopem. Jest też krótki film instruktażowy dla pasażerów linii lotniczych, którzy wolą wsiadać do samolotu nie przed, a już w trakcie lotu. Twórcy filmu podsuwają też panom pomysł na prezent dla drugiej połówki - pendrive zakamuflowany w szmince wydaje się, trzeba przyznać, dość praktycznym upominkiem.

Jest też na co popatrzeć. Wszak nieodłącznym elementem szpiegowskich filmów jest zwiedzanie różnych zakątków świata, aczkolwiek w ekspresowym tempie. "Mission Impossible" zabierze widza na widownię renomowanej opery, na zatłoczone uliczki marokańskiego miasta czy nocny spacer po Londynie. Urokom krajobrazowym dorównuje także ten kobiecy - w tym przypadku Rebeki Ferguson.

Najsłabszym elementem "Rogue Nation" są aktorskie popisy i kontrukcja filmowych postaci. Stary wyjadacz serii spod szyldu "MI", Ving Rhames, pojawia się tylko w kilku scenach i wnosi bardzo niewiele. Z kolei Jeremy Renner sprawia wrażenie aktora, który zaglądał na filmowy plan w wolnych chwilach na zasadzie: "przyjdę, trochę pogram, wpadnę jeszcze później". Postać grana przez Rebekę Ferguson tak często zmienia linię frontu, że aktorka miałaby nie lada problem z krótką charakterystyką swojej filmowej wersji. Najgorzej wypada jednak Sean Harris, czyli czarny charakter. Postać fatalna, mętna, bezbarwna, mdła, nakreślona przez scenarzystów na podstawie zlepienia kilku filmowych stereotypów, opatrzona jałową mimiką i wyraźnymi problemami z gardłem oraz wyraźnym artykułowaniem swoich kwestii.

Aktorską brać ratuje jednak niezawodny niczym Ethan Hunt, Tom Cruise. 53-latek (tak, tak, latka lecą) imponuje rewelacyjną formą fizyczną oraz luzem (a także widocznym doświadczeniem) we wcielaniu się w postać, którą zna już niemal 20 lat. Kroku dotrzymuje mu trochę niespodziewany ekranowy partner, czyli Simon Pegg, który z zabawnego informatyka w najnowszej części przeistacza się w niemal równoprawnego agenta działającego w terenie. Gdzie, jak gdzie, ale w "Mission Impossible" nie ma przecież rzeczy niemożliwych.

Zagorzali fani serii z pewnością zawiedzeni nie będą. Malkontentów twórcy filmu raczej nie przekonają. W efekcie "Rogue Nation" jest i pozostanie orzeźwiającym, choć ulotnym powiewem w te jakże upalne dni. Za pół roku nikt o tej chwili wytchnienia pamiętać raczej nie będzie.

OCENA: 7/10

Film

Mission: Impossible. Rogue Nation

Mission: Impossible. Rogue Nation (5 opinii)

4.7
produkcja
USA
gatunek
Akcja, Przygodowy, Thriller
premiera
7 sierpnia 2015
czas trwania
1 godz. 40 min.
Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (13)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Kina

Gdańsk

Sopot

Gdynia

Rumia

DKFy

Premiery

07.12.2018 r.

06.12.2018 r.

30.11.2018 r.

Zapowiedzi