Nasze recenzje

stat

Pora schować szpony. Recenzja filmu "Logan: Wolverine"


Nie jest to typowy film o superbohaterach. Pełno tu niezobowiązującej nostalgii, gorzkiej autorefleksji bohaterów i surowego realizmu, które na nowo redefiniują sagę o mocarnych mutantach. "Logan" to imponujący wizualnie kolaż modernistycznego westernu, kina drogi i psychologicznego dramatu podszytego czarnym humorem. Niepokorny Wolverine jeszcze nigdy nie był tak autentyczny, bezpośredni i brutalny zarazem.



Siedemnaście długich lat fani popularnego Rosomaka musieli czekać na film, który w pełni odda na wielkim ekranie fenomen charyzmatycznego mutanta wyposażonego w mordercze szpony i zdolność regeneracji. Zmieniały się filmowe koncepcje, zatrudniano kolejnych reżyserów, odświeżano aktorską obsadę. Hugh Jackman natomiast wiernie trwał na posterunku w nadziei na to, że ktoś pewnego dnia dostrzeże w nim coś więcej niż krnąbrnego twardziela, który w przerwach między kolejnymi drinkami i wypalanymi cygarami rąbie przeciwników na drobne wióry. James Mangold już cztery lata temu poczynił nieśmiałe przymiarki do opowiedzenia na nowo historii Wolverine'a. Wysiłki zniweczył kiczowatym i przerysowanym finałem. Choć i tym razem nie przeciwstawił się pokusie pretensjonalnej gry na emocjach, oddał Loganowi przysługę, którą winni mu byli wszyscy poprzednicy wykorzystujący Jackmana jedynie do rzucania, dosłownie i w przenośni, mięsem na ekranie.

Rok 2029. O heroicznej ekipie X-Menów pamiętają już tylko nieliczni. Mutanci niemal zniknęli z powierzchni ziemi, a o ich sławetnych czynach przypominają jedynie zakurzone strony dziecięcych komiksów. Na pustynnym bezludziu niedaleko amerykańsko-meksykańskiej granicy zaszyła się para starych, dobrych przyjaciół, westernowych renegatów niemal. Popadający w starczą demencję geniusz uwięziony na inwalidzkim wózku i niestroniący od używek zabijaka, który dorabia teraz jako kierowca limuzyny, spełnia się w roli prywatnego pielęgniarza, ale głównie rozwija alkoholowe hobby, usilnie testując wytrzymałość i tak już mocno wyeksploatowanego organizmu. Dziarski duet dogląda jeszcze mutant-albinos pełniący rolę domowej gosposi. Wątpliwą sielankę przerywa gwałtownie pojawienie się 11-letniej Laury - wyhodowanej w laboratoryjnych warunkach mutantki, przejawiającej talenty mocno zbliżone do możliwości samego Wolverine'a. Dziewczynka urywa się z łańcucha eksperymentujących na niej naukowców, czym na siebie i starszych kompanów ściąga istny pluton egzekucyjny. Laura, Logan i Profesor Xavier wyruszają w poszukiwaniu ostatniej oazy mutantów, a jednocześnie uciekają przed hordą cyborgów-zabijaków.

Duet udręczonego życiem Logana i wybuchowej Laury dostarczy szczególnie ich wrogom dość przykrych wrażeń. Ich oschłe relacje z upływem czasu nabierają kolorytu, a mostem porozumienia będą nie tylko podobne umiejętności bojowe.
Duet udręczonego życiem Logana i wybuchowej Laury dostarczy szczególnie ich wrogom dość przykrych wrażeń. Ich oschłe relacje z upływem czasu nabierają kolorytu, a mostem porozumienia będą nie tylko podobne umiejętności bojowe. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Przedsmak tego, co czeka nas podczas ponad dwugodzinnego seansu dostajemy już w pierwszej, świetnie skręconej sekwencji. Podstarzały, przyprószony siwizną i kuśtykający Wolverine gramoli się z luksusowego auta, staje naprzeciw meksykańskim gangsterom i ... dostaje porządne lanie. Refleks już nie ten sam, mięśniom brakuje sprawności, ciało regeneruje się w żółwim tempie, nawet mordercze szpony wysuwają się z mozołem, a adamantium wydaje się lekko zardzewiałe. Pod natłokiem ciosów i kopniaków pojawia się jednak ta charakterystyczna iskra w oku, która wystarczy, by w kilka sekund pechowi Meksykanie znaleźli się na deskach i bez kilku podstawowych części ciała. "Logan" jest dokładnie taki, jak otwierająca go scena. To intymny portret udręczonego i wykończonego samotnika, który z tak niebezpiecznym przeciwnikiem jak starość jeszcze nie krzyżował szponów. Jednocześnie to eksplozja bezkompromisowego i piekielnie widowiskowego kina akcji z wybujałą choreografią walk i litrami tryskającej krwi ku uciesze zapalonych fanów Wolverine'a.

James Mangold ostentacyjnie zrywa z lukrowanym i uporządkowanym stylem superbohaterskich produkcji. "Logan" nie tylko weryfikuje, z pozoru niezniszczalnych herosów, ale śmiało nagina obraną przez poprzedników konwencję. Znajdziemy tu elementy modernistycznego westernu na meksykańskich bezdrożach. Z tą tylko różnicą, że samotny mściciel rewolwer wymienia na wielofunkcyjne ostrza, a wiernego wierzchowca na podziurawionego kulami chryslera. W scenerii rodem z ostatniego "Mad Maxa" staje do walki ze zgrają uzbrojonych po zęby zabijaków, osłaniając niedomagającym już ciałem sędziwego mentora i dość przypadkową uczennicę. Następnie Mangold sprawnie uderza w tony kina drogi, oddając bohaterom podczas podróży miejsce i czas na osobiste refleksje i sentymentalne wspominki. To właśnie w tym akcie Logan i Xavier między wierszami i półszeptem recytują rachunek sumienia, szykując się niejako na nieuchronny kres wieloletniej przyjaźni. Wszystko oczywiście z zachowaniem emocjonalnego umiaru.

"Logan" to mieszanka gatunkowa i emocjonalna. Odnajdziemy sporą dozę sentymentalnych wspomnień i rozliczeniowych tonów, ale wciąż jest to wirtuozersko wykonane kino akcji z nieprawdopodobną energią.
"Logan" to mieszanka gatunkowa i emocjonalna. Odnajdziemy sporą dozę sentymentalnych wspomnień i rozliczeniowych tonów, ale wciąż jest to wirtuozersko wykonane kino akcji z nieprawdopodobną energią. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Konsekwencji zabrakło jednak w końcowym etapie tej fabularnej i sentymentalnej podróży. Zacieśniające się więzi pomiędzy twardoskórym Loganem a równie wyizolowaną z uczuć Laurą niebezpiecznie ocierają się już o pretensjonalność, ckliwość i sztampę. Im dłużej przyglądamy się również ucieczce głównych bohaterów do oazy mutantów, tym mniej rozumiemy sens tego wątku. W dodatku znikomych emocji dostarczają czarne charaktery w osobach opętanego żądzą eksperymentowania na mutantach naukowca i wygadanego, acz pozbawionego atutów najemnika.

"Logan" (prawdopodobnie) kończy najważniejszą przygodę w aktorskiej karierze Hugh Jackmana. Gdy siedemnaście lat temu rolę Wolverine'a powierzono anonimowemu wręcz przystojniakowi z Antypodów, nikt chyba nie sądził, że stanie się on symbolem całej serii i jej najpopularniejszym elementem. Podziwianie z takiej perspektywy roli Jackmana w "Loganie" stanowi więc dodatkowy smaczek. Świadczy też o klasie samego aktora, który za każdym razem, nawet mimo scenariuszowego ubóstwa, potrafił nadać swojej postaci świeżych cech. Najnowsze wcielenie Australijczyka to mistrzowskie zwieńczenie wieloletniego dzieła. Jackman kapitalnie oddał na ekranie fizyczne i emocjonalne zużycie. Nie zatracił jednocześnie nic ze swojej przebojowości - nadal szlachtuje wrogów z niepohamowaną furią, a z przekąsem rzucane przekleństwa rozkładają nas na łopatki ze śmiechu. Kąśliwych docinków też nie brakuje, a wymiana "uprzejmości" z profesorem Xavierem rewelacyjnie balansuje nam wagę całego filmu. Zresztą błyszczy nie tylko kapitalny Jackman, ale fenomenalny, schowany na drugim planie Patrick Stewart. Oglądając obu panów nie mamy żadnych wątpliwości, że znamy ich równie doskonale, co oni samych siebie.

Podstarzały, przyprószony siwizną i zaniedbany Logan to niemal zupełnie inne oblicze Wolverine'a znanego z ostatnich 17 lat. To jednocześnie aktorskie pożegnanie z rolą Hugh Jackmana, aczkolwiek już pojawiają się plotki o ewentualnym powrocie i duecie z Deadpoolem.
Podstarzały, przyprószony siwizną i zaniedbany Logan to niemal zupełnie inne oblicze Wolverine'a znanego z ostatnich 17 lat. To jednocześnie aktorskie pożegnanie z rolą Hugh Jackmana, aczkolwiek już pojawiają się plotki o ewentualnym powrocie i duecie z Deadpoolem. mat. prasowe/ Imperial-Cinepix
Można punktować twórców filmu za powierzchowność fabuły (zwłaszcza jej drugiej części), należy ganić za mało ożywcze i wtórne negatywne postaci, pewnie też pokręcimy nosem za napuszone zakończenie i ckliwość poszczególnych ujęć. Uchybienia i niedociągnięcia nie są jednak w stanie przykryć genialnych aktorskich kreacji, fantastycznego otwarcia filmu (bodaj najlepsze pół godziny w historii blockbusterów opowiadających o superbohaterach) i technicznej wirtuozerii, z jaką poprowadzono ekranową opowieść. "Logan" to najlepsze, co mogło spotkać Hugh Jackmana i miłośników Wolverine'a. Paradoksalnie, koślawy, podsiwiały i niemal niedołężny Rosomak, który do czytania musi już zakładać okulary (!) bije na głowę wyżyłowanego mięśniaka w obcisłym podkoszulku popalającego cygaro sprzed kilkunastu lat. Z Loganem jak z dobrym, dojrzałym trunkiem (porównanie w jego przypadku na miejscu) - im starszy, tym smakuje wyborniej i tym trudniej się z nim rozstać. Jeśli już jednak pożegnania nadszedł czas, to właśnie w takim tonie.

OCENA: 8/10

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 28)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

24.03.2017 r.

17.03.2017 r.

Zapowiedzi