Nasze recenzje

stat

Na tę plażę wstęp wzbroniony. Recenzja filmu "Baywatch. Słoneczny patrol"


Kinowa wersja telewizyjnego przeboju sprzed lat karykaturalnie ośmiesza i boleśnie wyszydza wysłużony oryginał, prezentując jednocześnie niski poziom wulgarnego humoru i tandetne aktorstwo. Twórcy "Baywatch" bez sentymentów i zarazem pomysłu żerują na rozpoznawalnej marce. Nad tym filmowym kąpieliskiem słońce zaszło już dawno, pora wywiesić czerwoną flagę i poszukać rozrywki na prawdziwej plaży, gdzie nawet słoneczne oparzenia będą mniej bolesne od kinowych tortur.



Czy oglądałeś(aś) serial "Słoneczny patrol"?

tak, to jeden z moich ulubionych seriali, mam do niego sentyment

23%

tak, ale głównie oglądałem(am) dla seksownych postaci

14%

tak, ale nieregularnie

39%

nie, to nie moje klimaty

24%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 472
Telewizyjnej opowieści o grupie kalifornijskich ratowników oczywiście w żaden sposób nie należy klasyfikować w kategoriach górnolotnych i ambitnych produkcji. Serial, który na przestrzeni kilkunastu lat dobrnął do jedenastu sezonów, znakomicie jednak potrafił wykorzystywać potencjał, na który składały się widowiskowe akcje ratunkowe, wątki detektywistyczno-przygodowe i wciągające osobiste perypetie bohaterów rodem z rasowej telenoweli.

Niezaprzeczalnym atutem i znakiem rozpoznawczym były przede wszystkim walory estetyczne. Wypięta dumnie pierś Pameli Anderson czy kuse spodenki Davida Hasselhoffa otoczonego tuzinem atrakcyjnych ratowniczek (obowiązkowo i celowo zawsze w zbyt ciasnych kostiumach) zaciągnęły "Słoneczny patrol" na szczyt popularności nie tylko w USA, ale i w Polsce.

Nawet tak oczywistego serialowego atutu twórcy kinowej wersji "Baywatch" nie potrafili przekuć w sukces. Ponętne kształty aktorek zostały tak ordynarnie i nachalnie skadrowane przez operatora, że ekranowy seksapil bardzo szybko przybiera formę seksistowskiego teledysku. Toteż większość ekranowego czasu panie poświęcają truchtaniu, podskakiwaniu, pochylaniu się i innym fizycznym wygibasom, które za wszelką cenę mają skupić na sobie oko zwłaszcza męskiego widza.

Zupełnemu uprzedmiotowieniu ulegają też panowie. Na nic naoliwione muskuły Dwayne'a Johnsona i błyszcząca klata Zaca Efrona, skoro iloraz inteligencji obu postaci nawet po zsumowaniu daje wynik niższy niż wartość temperatury na patrolowanej przez nich plaży. Finalnie obserwujemy więc zgraję roznegliżowanych postaci, szczerzących się do siebie bez większego powodu i gustujących głównie w żartach (dosłownie) poniżej pasa.

Umięśnionych ratowników i seksownych ratowniczek oczywiście nie brakuje. Problem jednak tym, że bohaterowie są tak żałośnie sportretowani i zmuszeni do uczestniczenia w tak beznadziejnej fabule, że nawet fizyczne atuty z czasem nużą oko i zwyczajnie śmieszą.
Umięśnionych ratowników i seksownych ratowniczek oczywiście nie brakuje. Problem jednak tym, że bohaterowie są tak żałośnie sportretowani i zmuszeni do uczestniczenia w tak beznadziejnej fabule, że nawet fizyczne atuty z czasem nużą oko i zwyczajnie śmieszą. mat. prasowe/ UIP
Elokwentnego i wysublimowanego humoru w "Słonecznym patrolu" znaleźć się po prostu nie da. Twórcy filmu już w zwiastunach postawili sprawę jasno: będzie wulgarnie, wbrew zasadom dobrego smaku, czasami obrzydliwie, ale zawsze dosadnie i soczyście. Problem w tym, że rynsztokowe żarty uporczywie się powtarzają, są monotematyczne, nieraz irytujące, innym razem wprost żenujące. Kanonada wymyślnych epitetów wystrzeliwanych przez Johnsona w kierunku Efrona potrafi przyprawić o uśmiech, podobnie jak kilka gagów sytuacyjnych (bijatyka z Johnsonem w dziecięcym pokoju czy klaustrofobiczna scena w kostnicy). Na ogół jednak mamy do czynienia z poczuciem humoru zaczerpniętym z młodzieżowych produkcji, w których seks jest zarówno fabułą, jak i źródłem prostackich skeczy.

Żartobliwie obowiązkowo należy potraktować fabułę filmu, która pod każdym kątem urąga inteligencji widza i przeczy choćby powierzchownej logice. Mitch Buchanan (Dwayne Johnson) szefuje miejscowym ratownikom, wypełniając w międzyczasie rolę lokalnego idola, który uratował życie setkom ludzi, a nawet zwierząt. To absolutny pan i władca ratowniczej wieży, na którego nieśmiało zerkają z dołu chętni do pracy na gorącym piasku rekruci.

Wśród nich dwukrotny mistrz olimpijski w pływaniu, Matt Brody (Zac Efron), który bynajmniej nie zamierza gorliwie wypełniać obowiązków ratowniczego szeregowca. Zadufany w sobie egoista z ograniczonym IQ, ale za to z wypiętą klatą, chętnie wskoczyłby na miejsce przełożonego. Obaj rywale muszą jednak połączyć siły, gdy plażowej beztrosce zagraża tajemniczy narkotyk rozprowadzany wśród wypoczywających, a wzburzone fale oceanu regularnie zaczynają wyrzucać na brzeg zwłoki. Pora więc odstawić ratowniczą deskę i wbić się w detektywistyczne przebrania, by odkryć przestępcze plany podstępnej Victorii Leeds (Priyanka Chopra).

W tym momencie twórcy "Baywatch" wyraźnie puszczają oko do sympatyków serialowego pierwowzoru. Wszak David Hasselhoff i towarzysząca mu ekipa permanentnie lubowali się w walce z plażową mafią, miejscowymi złodziejaszkami, skorumpowanymi politykami czy żarłocznymi rekinami. Czasami nawet ratowanie ludzi z pułapek oceanu schodziło na dalszy plan.

Oczywiste wykpiwanie tej przygodowej tendencji to świadomy i całkiem udany zabieg, niewyrządzający dodatkowo zbyt dużej krzywdy serialowi. Podobnie w filmowej wersji "Słonecznego patrolu" można usłyszeć cichy chichot z nagminnie stosowanej techniki "slow motion". I gdyby prześmiewczy ton utrzymać w ryzach, dodając do tego ciekawe i wyraziste postaci, które nie musiałyby utonąć w głupich dialogach i jeszcze gorszej fabule, być może otrzymalibyśmy film, na jaki swego czasu zasługiwali Hasselhoff, Anderson, Eggert czy nawet Carmen Electra.

Najsłabiej niestety prezentują się odtwórczynie żeńskich ról, które w scenariuszu nie znajdują absolutnie niczego, czym mogłyby przykuć uwagę, poza oczywistymi walorami. Mamy więc trzy typy urody bez ciekawych osobowości.
Najsłabiej niestety prezentują się odtwórczynie żeńskich ról, które w scenariuszu nie znajdują absolutnie niczego, czym mogłyby przykuć uwagę, poza oczywistymi walorami. Mamy więc trzy typy urody bez ciekawych osobowości. mat. prasowe/ UIP
Problem jednak w tym, że twórcy "Baywatch" zupełnie pogubili się w prostym, bądź co bądź, zamyśle. Bezczelne parodiowanie i ośmieszanie serialu przeplatają z całkiem poważnym już jego naśladowaniem. Doprawdy ciężko dojść, w którą stronę biegną filmowi ratownicy, których co chwilę scenarzyści zawracają z wytyczonej ścieżki. "Słoneczny patrol" w efekcie stanowi niepełną, a do tego infantylną parodię. Zarazem stara się wpisywać w ramy niezdarnego hołdu w kierunku pierwowzoru, którego nie są w stanie uwiarygodnić nawet pojawiający się zaledwie na kilka sekund gwiazdorzy znani z serialu, którym w tle przygrywa niezapomniane "I'm Always Here" Jimiego Jamisona.

Tropem niespójnej konwencji, zatrważająco trywialnego humoru i katastrofalnej fabuły podąża mizerna ścieżka dźwiękowa, której brakuje przebojowości wspomnianego hitu rodem z czołówki oryginalnego "Patrolu". Od zasłyszanych kawałków uszy raczej nie zwiędną, ale na widok tanich efektów specjalnych oczy wręcz zakłują. Scena pożaru czy finałowa sekwencja z wykorzystaniem komputerowo wygenerowanych sztucznych ogni pomiędzy którymi lata zabawkowy śmigłowiec to chyba najlepszy, choć zapewne niezamierzony komediowy gag.

Będący od pewnego czasu na szczycie hollywoodzkich płac Dwayne Johnson zagarnął tak potężną sumę, że specom od efektów specjalnych pozostała już jedynie zabawa tanim programem komputerowym. Muskularny gwiazdor być może jest jednak wart takich pieniędzy, bo i tak wypada najlepiej na tle bezbarwnej i snującej się po plaży kompanii.

Twórcy "Baywatch" zupełnie pogubili się w prostym, bądź co bądź, zamyśle. Bezczelne parodiowanie i ośmieszanie serialu przeplatają z całkiem poważnym już jego naśladowaniem.
Twórcy "Baywatch" zupełnie pogubili się w prostym, bądź co bądź, zamyśle. Bezczelne parodiowanie i ośmieszanie serialu przeplatają z całkiem poważnym już jego naśladowaniem. mat. prasowe/ UIP
Prawie 30 lat po premierze serialu filmowa wersja, zamiast oczekiwanego liftingu i świeżość,i przysparza oryginałowi powodów do wstydu. Sympatykom oryginału pozostaje raczej odkopać taśmy wideo, bo seans nowego "Słonecznego patrolu" rozbije w pył ich telewizyjne wspomnienia. Film Setha Gordona to rozwydrzony, niewychowany, rzucający bluzgami spadkobierca pokaźnej filmowej fortuny, którą trwoni na tanią i bezwartościową rozrywkę. "Baywatch" jest filmem fatalnym, który zamiast ujrzeć słońce, powinien zostać głęboko zakopany w kalifornijskim piasku i przydeptany bosą stopą prawdziwego i jedynego Mitcha Buchannona.

OCENA: 2/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (31)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

23.06.2017 r.

16.06.2017 r.

Zapowiedzi