Nasze recenzje

stat

Magia Marvela wciąż działa. Recenzja filmu "Doktor Strange"

Doktor Strange - zwiastun:


Najnowsze dzieło ze stajni Marvela umiejętnie łączy techniczną maestrię rodem z "Avengers" z zawoalowaną autoironią charakterystyczną dla "Ant-Mana", co w końcowym rozrachunku gwarantuje widzowi dwie godziny filmowej frajdy na najwyższym poziomie. Płynne przejście z przyziemnej bijatyki w metafizyczny świat wielowymiarowej magii, nawet pomimo sztampowo potraktowanej fabuły, sprawia, że "Doktor Strange" potrafi nas oczarować, a miejscami wręcz rzucić na kolana.



Stephen Strange jest cenionym i utytułowanym neurochirurgiem, który z równie wielką gracją jak skalpelem, potrafi posługiwać się nieprzeciętnym intelektem. Perfekcyjny w swoim fachu geniusz nawet na operacyjnej sali nie stroni od niepoprawnego humoru przechodzącego swobodnie w arogancję i przesadzoną pewność siebie. Pławiąc się w luksusach, nawet z pozoru bliskie osoby wyraźnie traktuje z dystansem, zaś społeczne relacje ogranicza do roli zapełniacza wolnego czasu. Fatalny w skutkach wypadek samochodowy w ułamku sekund rujnuje starannie pielęgnowany przez lata dorobek utalentowanego hedonisty. Tracąc sprawność w dłoniach, którymi przecież na co dzień zarabiał na życie, Strange staje nie tylko na skraju finansowego, ale i psychicznego bankructwa.

Popychany desperacką, a wręcz obsesyjną żądzą odzyskania dawnej sprawności, wsiada w samolot do Nepalu, by tam pod okiem tajemniczego mistrza podjąć ostatnią próbę powrotu do utraconego życia. Intensywny trening odsłoni przed Strangem metafizyczne zdolności i wielowymiarowe światy, których nie jest w stanie pojąć nawet swym niezawodnym umysłem.

Zobacz także: Supermoce na wielkim ekranie, czyli jak ogląda się komiksy

Najnowsze dzieło studia Marvel to wyważona kombinacja wartkiego kina akcji z wysublimowanym humorem i solidną porcją science fiction. Pozycja obowiązkowa dla fanów filmów czerpiących garściami z komiksu.
Najnowsze dzieło studia Marvel to wyważona kombinacja wartkiego kina akcji z wysublimowanym humorem i solidną porcją science fiction. Pozycja obowiązkowa dla fanów filmów czerpiących garściami z komiksu. mat. prasowe/ Disney
Bezgraniczną otwartością na nowe idee wykazać musiał się nie tylko główny bohater filmu, ale również jego twórcy. Specjaliści ze studia Marvela bezproblemowo i z zaskakującą lekkością radzili sobie dotychczas z technologicznymi gadżetami Iron Mana czy międzyplanetarnymi wojażami Thora. Tym razem zadanie wymagało nieco bardziej wygórowanych ambicji. "Doktor Strange" przecież głównie oscyluje wokół tematyki wielowymiarowości światów, rozwarstwiania duszy od ciała i wysublimowanej magii nieograniczającej się bynajmniej do recytowania błahych zaklęć czy rzucania pretensjonalnych czarów. Po raz kolejny niezawodnym rozwiązaniem okazało się odpowiednie zbilansowanie ekranowego patosu z autoironicznym humorem, którym, o dziwo, solidnie nafaszerowane jest dzieło Scotta Derricksona.

Twórcy filmu nie dość, że nie boją się otwarcie zadrwić z pompatycznych haseł, to na dodatek robią to w rozbrajający sposób. Enigmatyczne zaklęcie okazuje się zwykłym hasłem do wi-fi, czarny charakter potrafi bezczelnie naigrywać się z głównego bohatera, a mistyczny czarodziej z Dalekiego Wschodu lubuje się w twórczości Beyonce. Esencją tego zdroworozsądkowego podejścia do ambicjonalnych treści jest scena, w której Strange w rytm dudniących fanfar pompatycznie prostuje kołnierz peleryny, zapowiadając rychłą walkę w obronie świata. Po chwili jednak niesforny materiał bezwiednie opada na twarz bohatera, obracając cały patos w humorystyczną parodię. Taki właśnie jest "Doktor Strange" - starannie żonglujący na przemian górnolotnymi hasłami i sarkastycznymi docinkami.

W filmie znajdziemy oczywiście mnóstwo akcji, świetnie zmontowanych efektów specjalnych i solidną dawkę humoru, którą zapewnia barwny duet Strange - Wong. To swego rodzaju równowaga dla poważnych metafizycznych wartości przekazywanych przez Tildę Swinton, czyli ekranową Przedwieczną.
W filmie znajdziemy oczywiście mnóstwo akcji, świetnie zmontowanych efektów specjalnych i solidną dawkę humoru, którą zapewnia barwny duet Strange - Wong. To swego rodzaju równowaga dla poważnych metafizycznych wartości przekazywanych przez Tildę Swinton, czyli ekranową Przedwieczną. mat. prasowe/ Disney
Nie jest to jednak typowa konwencja ironicznej komedii, która, jak to miało miejsce choćby w "Ant-Manie", mniej lub bardziej ostentacyjnie obśmiewa nieco kult superbohaterów. Postaci z filmu Derricksona autentycznie toczą bój o bezpieczeństwo świata przed zbuntowanym czarodziejem dążącym do nieśmiertelności kosztem mieszkańców Ziemi. W "Doktorze Strange'u" odnajdziemy ponadto zawoalowane deklaracje o nieograniczonych możliwościach ludzkiego intelektu, konsekwentnej walce z przeciwnościami losu, a naczelnym przesłaniem płynącym z ekranu jest to mówiące, iż nie warto na oślep walczyć z przeciwstawnym nurtem, lepiej wykorzystać jego siłę do wyższych, uduchowionych celów.

Charakterystyczne logo Marvela to poniekąd już znak jakości efektów specjalnych i filmowej przygody podyktowanej obłędnym tempem akcji. Nie inaczej jest w przypadku "Doktora Strange'a". Już we wstępie zaginający czasoprzestrzeń Mads Mikkelsen w widowiskowym pojedynku z Tildą Swinton sugerują, że pod względem technicznym mamy do czynienia z dziełem wybitnym. Kapitalnie zmontowana scena walki na lotnisku w tegorocznych "Avengersach" odchodzi w zapomnienie, jeśli przyjrzymy się finałowej batalii Strange'a z Kaeciliusem. Natomiast sekwencji ugniatanych niczym kartka papieru nowojorskich wieżowców nie powstydziłby się sam twórca "Incepcji", Christopher Nolan. Podczas trójwymiarowego seansu panoramiczne sceny niemal wgniatają w fotel.

Do rangi zagadek urosły już niemal spekulacje na temat tego, jak w komiksowym świecie na wielkim ekranie odnajdzie się aktor abstrahujący w swoim portfolio od kina akcji i superbohaterów w fikuśnych gatkach. Benedict Cumberbatch, niczym polska kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boi. Co więcej, niemal w każdym wcieleniu wypada rewelacyjnie. Magnetyczne spojrzenie i drwiący uśmiech gwarantują, że Doktor Strange oczaruje nas nie tylko w scenach, gdy dumnie pręży się przed zgrają łotrów, ale i w tych, gdzie prowadzi karkołomną walkę z... własną peleryną.

Problematyczną kwestią, która już kolejny raz powtarza się w filmach spod znaku Marvela jest słabo zarysowany czarny charakter. Pomimo wielkich umiejętności Madsa Mikkelsena, postać Kaeciliusa nie wywołuje specjalnych emocji. Jest, bo jest.
Problematyczną kwestią, która już kolejny raz powtarza się w filmach spod znaku Marvela jest słabo zarysowany czarny charakter. Pomimo wielkich umiejętności Madsa Mikkelsena, postać Kaeciliusa nie wywołuje specjalnych emocji. Jest, bo jest. mat. prasowe/ Disney
Po macoszemu niestety po raz kolejny w filmie Marvela potraktowano czarny charakter. Mads Mikkelsen to aktor fantastyczny, który jednak wyjątkowo nie ma szczęścia do hollywoodzkich produkcji. Nieprzeciętne możliwości charakterystycznego Duńczyka wykorzystano jedynie w niewielkim stopniu. Podmalowane oczy i przylizana fryzura to za mało, by taka postać mogła rzeczywiście wywołać negatywne emocje na widowni. Równie powierzchownie twórcy filmu obeszli się z fabułą. Scenariusz miejscami aż kłuje w oczy banalnym uproszczeniem, spłyconymi i urwanymi wątkami, na przewidywalnym finale kończąc. Pozostaje jedynie wierzyć, że momentami wyraźne braki podyktowane były raczej przymiarkami do rozwinięcia poszczególnych wątków w kolejnych epizodach, które wydają się być kwestią czasu.

"Doktor Strange" to świetne, zrównoważone rozrywkowe kino bez zbędnej demolki, które pozwoli należycie się zrelaksować, zachwyci warstwą wizualną i rozśmieszy nienachalnym humorem. W gratisie dostajemy ponadto migawkę z nieśmiertelnym Stanem Lee i przekomiczny epizod po napisach końcowych z jednym z Avengersów. Ta magia zwyczajnie działa.

OCENA: 7,5/10

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 22)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

24.03.2017 r.

17.03.2017 r.

Zapowiedzi