Nasze recenzje

stat

Kosmiczne rendez-vous. Recenzja filmu "Pasażerowie"

"Pasażerowie" - zwiastun:

W gwiezdnym melodramacie największą frajdę znajdą miłośnicy niezobowiązującego, ale nasyconego emocjami kina. Poświęcenie przenika się tu z bolesnym żalem, samotność walczy z pragnieniem miłości, a otchłań kosmosu kontrastuje z przygniatającą klaustrofobią metalowej puszki, w której zamknięci są bohaterowie. Ambitnego i wciągającego kina science-fiction wystarczyło z kolei zaledwie na początkowe pół godziny seansu.



Kolejny raz, twórcy filmowych zwiastunów zagrali widzowi na nosie i sprytnie zakamuflowali prostolinijną i jednak wtórną, jak się okazało, fabułę. Z kilkuminutowych zapowiedzi można było wprost wyczytać, iż będziemy mieli do czynienia z rasowym thrillerem science-fiction, w którym osamotnieni bohaterowie spróbują znaleźć wyjście z enigmatycznej sytuacji i głównie na tej zagadce skupią wszystkie swoje starania. "Pasażerowie" w istocie są rasowym, w pełni sztampowym melodramatem, osadzoną w nietuzinkowych plenerach nieskomplikowaną historią miłosną łączącą sympatycznego przystojniaka i zjawiskowo piękną towarzyszkę międzyplanetarnej podróży. I nie byłoby w tym absolutnie nic niepoprawnego, gdyby cała historia nie zmierzała nieuchronnie ku oczywistemu finałowi, pozbawionemu dodatkowo cennych walorów, na jakie natrafimy w pierwszej części filmu.

"Pasażerowie" z każdym kolejnym kadrem coraz mocniej odchodzą od typowego kina science-fiction. Im bliżej końca, tym kosmiczne plenery stają się już tylko efektownym tłem klasycznego melodramatu, który choć emocjonalnie widzów urzeknie, to fabularnie mocno rozczaruje swoją przewidywalnością.
"Pasażerowie" z każdym kolejnym kadrem coraz mocniej odchodzą od typowego kina science-fiction. Im bliżej końca, tym kosmiczne plenery stają się już tylko efektownym tłem klasycznego melodramatu, który choć emocjonalnie widzów urzeknie, to fabularnie mocno rozczaruje swoją przewidywalnością. mat. prasowe/ UIP
Jim Preston (Chris Pratt) jest jednym z pięciu tysięcy pasażerów kosmicznego liniowca zmierzającego w kierunku planety, która stać się ma domem dla tych śmiałków, którzy porzucili przeludnioną Ziemię i podjęli wyzwanie budowania cywilizacji od podstaw. W wyniku kolizji dochodzi do awarii kapsuły hibernacyjnej, w której zamknięty jest główny bohater. Mężczyzna już po kilkudziesięciu minutach z przerażeniem odkrywa, że jest jedynym wybudzonym pasażerem. Sytuacja dramatycznie się pogarsza, gdy Jim zdaje sobie sprawę, że do końca kosmicznej podróży zostało... 90 lat. Błyskawicznie dociera do niego fakt, iż obiecanego domu nawet nie zobaczy, a na domiar złego do końca życia skazany będzie na samotną podróż w metalowej pułapce, z której nie ma wyjścia.

I właśnie w tym początkowym fragmencie "Pasażerów" najdobitniej uwypukla się reżyserski talent Mortena Tylduma, który na swoim koncie ma tak znakomite tytuły jak "Łowca głów" czy "Gra tajemnic". Norweg, z niesamowitą precyzją i wyczuciem chwili, portretuje człowieka targanego gigantycznymi, często sprzecznymi emocjami. Jim w jednej chwili z zaciśniętymi zębami walczy o swoją przyszłość, by chwilę później popaść w totalną autodestrukcję. Przez kilkadziesiąt minut obserwujemy wewnętrzny dramat jednostki, dla której jedyną namiastką człowieczeństwa jest kontakt z androidem Arthurem (Michael Sheen), barmanem kosmicznej restauracji wyciągniętej wprost z kubrickowskiego "Lśnienia". Czuć tu przeraźliwie głęboką pustkę, którą potęguje mrok kosmosu i absolutny brak wsparcia dla walki Jima z własnym losem. Nawet pod kątem wizualnym ten fragment filmu wgniata w fotel, a w scenach kosmicznego spaceru zapiera wręcz dech w piersiach.

Uczucie łączące Jima i Aurorę zostanie wystawione na ciężką próbę, nie tylko przez pryzmat nadchodzącej katastrofy. Okazuje się, że bohaterowie nie znają wszystkich okoliczności prowadzących do ich z pozoru przypadkowego spotkania.
Uczucie łączące Jima i Aurorę zostanie wystawione na ciężką próbę, nie tylko przez pryzmat nadchodzącej katastrofy. Okazuje się, że bohaterowie nie znają wszystkich okoliczności prowadzących do ich z pozoru przypadkowego spotkania. mat. prasowe/ UIP
Niepokojący klimat, nieśmiało zawiązującego się dramatu psychologicznego, pęka niczym mydlana bańka w momencie, gdy na pokładzie kosmicznego promu pojawia się kolejna ożywiona pasażerka (kluczowe dla całego filmu są okoliczności temu towarzyszące). Rok po wybudzeniu Jima otwarta zostaje kolejna kapsuła, z której wyłania się Aurora Lane (Jennifer Lawrence), ambitna i dobrze sytuowana dziennikarka, znacznie odbiegająca osobowościowo od dobrodusznego mechanika z niższych sfer. I gdy pan jak z obrazka spotyka panią nieprzeciętnej urody, wokół nie ma żywej duszy, a gorąca krew coraz mocniej buzuje w młodych żyłach, to o rychły romans nietrudno. I choć początki i przede wszystkim okoliczności tej znajomości jeszcze wzbudzają u nas niejednoznaczne uczucia, to właściwie od sceny wywiadu fabuła "Pasażerów" stacza się już po równi pochyłej.

Scenarzyści próbują jeszcze ratować sytuację i wskrzesić na nowo klimat początkowych scen. W swoich bohaterach zasiewają ziarno niepewności w stosunku do siebie nawzajem, a w gratisie dorzucają jeszcze widmo nadchodzącej katastrofy. Jest już jednak za późno. Film gwałtownie wytraca swoje tempo, gubi głębię opowieści i nieznośnie zmierza w kierunku bardzo płytkiej historii zaakcentowanej dodatkowo chaotycznym finałem pozbawionym pomysłu. Ambitnie rozkręcający się thriller popada w rutynę rzewnego melodramatu.

Kinowej sali opuszczać jednak nie trzeba, bo pomimo rosnących wad, "Pasażerowie" przykuwają naszą uwagę do samego końca. Doskonale znamy schematy, w które za chwilę wpadną główni bohaterowie, ale czynią to jednocześnie z takim zaangażowaniem i wiarygodnością, że jesteśmy w stanie ścierpieć te scenariuszowe niedogodności, by choć jeszcze kilka minut dłużej popatrzeć na jeden z najlepszych tegorocznych duetów filmowych. Bo niewątpliwie Chris Pratt i Jennifer Lawrence ozłacają tę produkcję swoją naturalnością, specyficzną ekranową więzią, swobodną interpretacją własnych postaci. Kibicujemy tej parze od samego początku, fascynujemy się nimi niczym oni sami, zazdrościmy kosmicznych (dosłownie) randek i podziwiamy siłę wzajemnego uczucia. Dwójka młodych i bardzo już zapracowanych w hollywoodzkim świecie aktorów swoją elastycznością i temperamentem jest w stanie zatuszować "drewniane" dialogi, które im bliżej końca, tym coraz mocniej stają w gardle odtwórcom głównych ról. Pratt i Lawrence zgrabnie też dzielą między sobą ekranową przestrzeń, co nie zawsze w przypadku głośnych nazwisk udaje się osiągnąć na planie filmowym.

Ozdobą "Pasażerów" jest nie tylko ciepła, uśmiechnięta twarz Jennifer Lawrence, ale również bardzo naturalny i urzekający Chris Pratt. Gdyby nie ten świetnie zestawiony ze sobą duet, produkcja Mortena Tylduma straciłaby bardzo dużo na swojej wartości.
Ozdobą "Pasażerów" jest nie tylko ciepła, uśmiechnięta twarz Jennifer Lawrence, ale również bardzo naturalny i urzekający Chris Pratt. Gdyby nie ten świetnie zestawiony ze sobą duet, produkcja Mortena Tylduma straciłaby bardzo dużo na swojej wartości. mat. prasowe/ UIP
Film Mortena Tylduma na pewno nie spełnia pokładanych w nim nadziei na żwawe i pomysłowe kino science-fiction, choć pomysł wyjściowy ma ogromny potencjał. Szkoda, że twórcy "Pasażerów" postanowili go wykorzystać do ogrywania oklepanych frazesów i przewidywalnych zwrotów akcji. Nawet pod kątem wizualnym, nie licząc wspomnianych scen w otwartej przestrzeni czy kadrów z unoszącym się basenem, filmowi daleko choćby do "Grawitacji". Gdy jednak porzucimy w kosmiczną otchłań wszelkie ambicje, a skupimy się na mimo wszystko wciągającej, prostej historii podszytej miłością - niejednoznaczną i wymagającą poświęceń - to podróż u boku tych "Pasażerów" może nam upłynąć zaskakująco szybko i całkiem przyjemnie.

OCENA: 6,5/10

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 18)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

24.03.2017 r.

17.03.2017 r.

Zapowiedzi