Nasze recenzje

stat

Kościół w kinie. Recenzje "Sług bożych" i "Zaćmy"

Sługi boże - zwiastun

Wiara i religia to obok śmierci oraz miłości chyba najczęściej podejmowane tematy przez filmowców - czasem na drugim planie (na przykład "Spotlight"), kiedy indziej na pierwszym (chociażby "Ksiądz" Antonii Bird). W podobnych proporcjach znalazły się na 41. Festiwalu Filmowym w Gdyni.



Super glina o wzroku tak bystrym, że bez wysiłku umieszcza pocisk w czole napastnika pomimo wszechobecnej ciemności; o twarzy tak obojętnej, że musi stać za nią typowa dla tego typu historii rodzinna tragedia; o tak silnym poczuciu misji, że nawet jej scenariuszowy bezsens nie może mu przeszkodzić - to właśnie komisarz Warski, czyli Bartłomiej Topa bardzo wiarygodnie oddający postać napisaną niemalże pod Liama Neesona. Blisko pięćdziesięcioletni aktor znakomicie wypadł w roli dojrzałego twardziela, ale to jeden z nielicznych plusów fimu "Sługi boże".

Przez pierwszą godzinę jest nieźle. Historia szybko wciąga i nie przeszkadza nawet Wrocław jako "lokowanie produktu" nachalniejszy niż cała mapa filmowej Europy Woody'ego Allena. Niestety coraz drastyczniejsze zwroty następują przy wyjaśnianiu kolejnych intryg, których nie musiałby rozwiązywać Mikael Blomkvist z serii "Millennium". Wystarczyłby Scooby-Doo i jego ekipa. Najbardziej irytująca jest jednak seria pistoletów z tyłu głowy ex machina. Kiedy scenarzysta nie miał już pomysłu, jak dokonać nagłego zwrotu akcji, po prostu ustawiał kogoś z bronią za postacią, za którą akurat podążała fabuła.

Sam kościół funkcjonuje tu na dwóch płaszczyznach - jako budynek, gdzie dokonywane są zbrodnie oraz jako instytucja podzielona na złe władze watykańskie oraz dobrych duchownych z Polski. Wprawdzie z początku cień rzucony zostaje na Jana, kierownika chóru, lecz jest to tak intensywne podejrzenie, że absurdem byłoby jego potwierdzenie. Sam konflikt od początku wygląda na irracjonalny, a zależność poczciwego księdza wrocławskiej parafii, niemieckiej policjantki oraz watykańskiego bankiera zakrawa na intrygę rodem z serialu "Ojciec Mateusz".

Czy człowiek, który dopuścił się okrutnych czynów może się zmienić bez poznania Boga? - takie pytanie w bardzo oczywisty, naiwny sposób zadaje Ryszard Bugajski.
Czy człowiek, który dopuścił się okrutnych czynów może się zmienić bez poznania Boga? - takie pytanie w bardzo oczywisty, naiwny sposób zadaje Ryszard Bugajski. fot. Jacek Drygała/Kino Świat/mat.prasowe/ reż. Ryszard Buga
"Zaćma" to z kolei opowieść kompletnie pochłonięta przez kwestie wiary. Podobnie jak "Sługi boże" zaczyna się intrygująco (zwłaszcza za sprawą świetnej sceny przesłuchania z aktorskim popisem Janusza Gajosa), ale traci na mocy jeszcze szybciej, przemieniając się w parafilozoficzny bełkot. Czy człowiek, który dopuścił się okrutnych czynów może się zmienić bez poznania Boga? - takie pytanie w bardzo oczywisty, naiwny sposób zadaje Ryszard Bugajski, reżyser oraz scenarzysta obrazu.

Podobnie jak Bartłomiej Topa, Maria Mamona gra rewelacyjnie i skrada uwagę w każdej scenie, w której się pojawia, ale także ona dostała po prostu słabą rolę. W retrospekcjach - nieudolnie przemycających religijną symbolikę - przypomina bohaterkę filmu "Elza - Wilczyca z SS", czyli tandetnego klasyku epoki VHSów, ale największą porażką "Zaćmy" jest rozmowa granej przez nią Julii Brystygierowej z prymasem Wyszyńskim. Środki aktorskiej ekspresji zwiększono tu do maksimum, w tle pojawiły się wysokie nuty odgrywane na smyczkach, ale zabrakło jakiejkolwiek sensownej treści.

Być może Bugajski miał ambicje, aby powątpiewającym pokazać jedną z możliwych ścieżek. Faktycznie przypomina to jedna całkowitą krytykę ateizmu, a nawet demonizowanie go. "Zaćmę" oglądałoby się lepiej, gdyby nie była filmem kazuistycznym, w połowie przegadanym, a w dodatku z bardzo źle napisanymi dialogami.

Mariusz Gawryś i Ryszard Bugajski podeszli do tematu kościoła, religii i wiary na bardzo różne sposoby, ale połączył ich brak dystansu, który wprawdzie nie jest główną przyczyną klęski obydwu produkcji, lecz stał się katem dla filmów osłabionych przez dziurawe scenariusze, płytkie postacie, zbiory schematów oraz tylko pozorne przesłanie. W przypadku "Sług bożych" na plus jest coraz lepsza realizacja polskiego kryminału, który przynajmniej od strony technicznej nie ustępuje światowej czołówce. "Zaćma" jest z kolei jednoznaczną stratą czasu.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (26)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

23.06.2017 r.

16.06.2017 r.

Zapowiedzi