Nasze recenzje

stat

Kamasutra w PRL. Recenzja filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej"


Porozmawiajmy o seksie - zachęca z wielkiego ekranu Michalina Wisłocka, autorka bestsellerowego w Polsce poradnika o miłości nie tylko cielesnej. "Sztuka kochania" to wielobarwna, wyrazista, pełna humoru, ale i ukrytych wzruszeń biografia kontrowersyjnej rewolucjonistki, która śmiałymi teoriami kruszyła cenzorskie mury PRL i łamała społeczne tabu.



"To ja jestem rewolucją seksualną i nadchodzę!" - z niepohamowaną dumą zapewnia filmowa Michalina Wisłocka, choć z archaiczną chustą na głowie i jaskrawą sukienką uszytą z okiennych zasłon bardziej przypomina przewodniczącą koła gospodyń wiejskich niż nonkonformistkę gotową na odważne zwarcie z aparatem władzy ludowej. Znacznie bardziej wymagającą przeszkodą okazała się być jednak niska świadomość samych Polaków, którzy przeszło pół wieku temu z trudem wymawiali słowo "antykoncepcja", a co dopiero rozumieli jego sens i znaczenie.

Przebojowa lekarka słynąca z niewyparzonego języka, ale i bogatej wiedzy na temat miłości cielesnej, z maniakalnym wręcz uporem postanowiła rozjaśniać społeczną ciemnotę. Czy to w zatęchłych wiejskich świetlicach, czy w uniwersyteckich salach namiętnie rozwodziła się na temat seksualnych pozycji i erotycznych zabaw, ucząc przy okazji kobiety i mężczyzn skomplikowanych reakcji zachodzących wewnątrz ludzkiego ciała.

Twórcom "Sztuki kochania" udało się stworzyć film atrakcyjny w formie i ważny w przekazie. Z jednej strony to opowieść o niepokornej lekarce, walczącej o seksualne uświadomienie Polaków, z drugiej zaś to portret skomplikowanej kobiety, której życie prywatne było równie skomplikowane.
Twórcom "Sztuki kochania" udało się stworzyć film atrakcyjny w formie i ważny w przekazie. Z jednej strony to opowieść o niepokornej lekarce, walczącej o seksualne uświadomienie Polaków, z drugiej zaś to portret skomplikowanej kobiety, której życie prywatne było równie skomplikowane. fot. Jarosław Sosiński/ WAT
Uczyć, choć niekoniecznie seksu, a przede wszystkim miłości może filmowa "Sztuka kochania". Marii Sadowskiej z wdziękiem, wyczuciem i zachowaniem lekkości formy udało się stworzyć nie tyle film o fizycznym aspekcie związku dwojga (a jak pokazuje historia Wisłockiej nawet trojga) ludzi, a wielobarwne dzieło o poszukiwaniu duchowej więzi. Oczywiście, cielesność nieraz dość ostentacyjnie wysuwa się na pierwszy plan za sprawą śmiałych scen seksu, ale nie czujemy się przytłoczeni widokiem nagich ciał. Podobnie jak sama Wisłocka dostrzegamy, że fizyczność jest uzupełnieniem metafizycznej relacji i nieodzownym elementem damsko-męskich związków. To tak naprawdę film o miłości - wymagającej względem męża (Piotr Adamczyk), skomplikowanej w stosunku do córki, niespełnionej wobec kochanka (Eryk Lubos).

Cenionej wokalistce i jurorce telewizyjnych programów, która na filmowym polu dała się poznać jedynie zaprawionym kinomanom, udało się w "Sztuce kochania" połączyć film biograficzny ze społecznym kinem traktującym o prawach kobiet, walce jednostki z nieugiętym systemem i spełnianiu własnych marzeń, nawet jeśli te wiążą się z wykładami o sposobie używania prezerwatyw i instrukcjami na temat orgazmów. Sadowska z jednej strony tworzy niezobowiązującą rozrywkę naszpikowaną humorem, z drugiej zaś stara się zmobilizować widza do refleksji, unika banałów, choć nie opiera się sentymentom i utartym schematom.


"Sztuka kochania" to również pasjonująca podróż przez peerelowską Polskę - od zimnych ministerialnych gmachów w stolicy po sielankową wieś z sanatoryjnymi dancingami i urokliwie skadrowanymi przez Michała Sobocińskiego plenerami. Twórcom filmu znakomicie udało się oddać ducha poprzedniej epoki, zarówno pod kątem scenografii, jak i kostiumów oraz charakteryzacji. Wizualnie film nawet przez chwilę nie traci jakości, dzięki czemu każdy kadr pochłaniamy z jeszcze większym apetytem, a wszystko przy dźwiękach świetnej muzyki Radzimira Dębskiego.

Zachwyca również ekranowa Wisłocka w urokliwym wydaniu Magdaleny Boczarskiej, która z niezwykłą charyzmą kreśli portret niepokornej lekarki. Aktorka uwodzi każdym spojrzeniem, energią i zaangażowaniem niemal porywa nas z kinowych foteli, urzeka ambicją. Kreacja Michaliny Wisłockiej śmiało może aspirować do roli życia Boczarskiej, która do występu w "Sztuce kochania" pilnie przygotowywała się pod okiem Krystyny Bielewicz, córki słynnej autorki seksualnego podręcznika. I choć rola nie należała do najłatwiejszych, choćby ze względu na rozpiętość fabuły filmu prezentującej główną bohaterkę na przestrzeni trzech dekad, to aktorce każdy najdrobniejszy szczegół warsztatowej pracy przychodzi z naturalną lekkością i wiarygodnością. Wisłocka imponuje nam swoją przebojowością, rozbawia stylem bycia, fascynuje energią i wodzi na pokuszenie. Między kadrami da się jednak dostrzec osamotnioną buntowniczkę, kobietę poszukującą szczęścia, nieporadną nieco matkę i zawziętą idealistkę, która nie godzi się na żaden kompromis. Również w sferze prywatnych uczuć.

"Sztuka kochania" to aktorski popis przede wszystkim Magdaleny Boczarskiej, która znakomicie na ekranie oddała postać nietuzinkową i niezwykle barwną, jaką była autorka najpopularniejszego poradnika seksualnego w Polsce. Książka Michaliny Wisłockiej w 1976 roku sprzedała się w ponad 7 milionach egzemplarzy.
"Sztuka kochania" to aktorski popis przede wszystkim Magdaleny Boczarskiej, która znakomicie na ekranie oddała postać nietuzinkową i niezwykle barwną, jaką była autorka najpopularniejszego poradnika seksualnego w Polsce. Książka Michaliny Wisłockiej w 1976 roku sprzedała się w ponad 7 milionach egzemplarzy. fot. Jarosław Sosiński/ WAT
Świetnie prezentują się również bohaterowie dalszego planu. Autentycznie odpychający, ale i śmiesznie nieporadny w roli cenzora bryluje Artur Barciś. Z przekąsem w rolę peerelowskich urzędników wcielają się Arkadiusz JakubikWojciech Mecwaldowski. Barwny epizod zalicza Karolina Gruszka, a i w niezłej formie wydaje się być Borys Szyc. Sumiennie ze swoich aktorskich obowiązków wywiązują się także dwaj mężczyźni Wisłockiej, czyli Piotr AdamczykEryk Lubos.

Zamysłem twórców było stworzenie filmu, po którym widzowie wrócą do domu i w praktyce przewertują poradnik Wisłockiej. Ambitne przekonanie zweryfikuje oczywiście domowa alkowa, ale "Sztuce kochania" warto poświęcić czas, choćby po to, by poznać nietuzinkową postać, która zainspirowała miliony Polaków i skutecznie przewietrzyła ich sypialnie.

OCENA: 7,5/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (116)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

23.06.2017 r.

16.06.2017 r.

Zapowiedzi