Nasze recenzje

stat

Dama w żałobie. Recenzja filmu "Jackie"


Debiutującemu w Hollywood chilijskiemu reżyserowi udało się stworzyć nieszablonowe kino biograficzne daleko wykraczające poza sztywne ramy tego typu produkcji. "Jackie" zaskakuje kameralnym klimatem, imponuje głębią i skalą prezentowanych emocji, intryguje wielopłaszczyznową narracją. Solą jednak tego filmowego dania jest kapitalna Natalie Portman, która z niesamowitym wyczuciem i aptekarską starannością oddaje dramat najsłynniejszej gospodyni Białego Domu.



Nowicjusz w hollywoodzkim show-biznesie, jakim jest niewątpliwie Pablo Larrain, podjął dość odważną, acz niezwykle udaną próbę przełamania schematów biograficznego kina. Chilijczyk odpuścił bowiem sztampową, linearną opowieść o tym, jak ułożona dziewczyna z bogatego domu zakochuje się w przebojowym senatorze, pomagając mu w walce o amerykańską prezydenturę i stając się ikoną stylu lat 60. Larrain na warsztat bierze tylko wycinek tragicznej biografii Jacqueline Kennedy i koncentruje swoje wysiłki na ukazaniu zakulisowych wydarzeń po zamachu w Dallas. Jedynie epizodycznie sięga po migawkowe retrospekcje sprzed teksańskiego dramatu.

W efekcie "Jackie" to skrupulatnie nakreślony portret osamotnionej kobiety, która w sterylnych wnętrzach Białego Domu w zakrwawionym kostiumie próbuje poradzić sobie z traumatycznymi wydarzeniami, których nie jest w stanie pojąć. Dzięki temu filmowa biografia Jackie służy też uzewnętrznieniu niewyobrażalnego smutku wymieszanego z tłumionym żalem, jaki towarzyszy utracie bliskiej osoby.

"Jackie" to stonowany, kameralny obraz nietuzinkowej kobiety, która w następstwie tragicznych wydarzeń musi zupełnie przeorganizować swój system wartości i na nowo odnaleźć się w szorstkich realiach po zamachu w Dallas.
"Jackie" to stonowany, kameralny obraz nietuzinkowej kobiety, która w następstwie tragicznych wydarzeń musi zupełnie przeorganizować swój system wartości i na nowo odnaleźć się w szorstkich realiach po zamachu w Dallas. mat. prasowe/ Kino Świat
Ekranową Jackie poznajemy z wielorakich perspektyw, a każdy fragment opowieści służy wyeksponowaniu złożoności tej postaci. Podczas rozmów z dziennikarzem magazynu "Life" poznajemy wyrachowaną, dryblującą gorzkimi ripostami wdowę, która tydzień po tragicznych wydarzeniach z Dallas z niepohamowaną dumą i pełną podziwu konsekwencją konstruuje pomnik na cześć zmarłego męża. Chłodna, przenikliwa i stanowcza, bez większych przeszkód wyrabia sobie nadrzędną pozycję w nierównej walce z dziennikarzem. Wywiad staje się też okazją do licznych retrospekcji, zarówno z pierwszych miesięcy rezydowania Kennedych w Białym Domu, jak i ostatnich wspólnych chwil tuż przed wystrzeleniem śmiertelnych kul przez Lee Oswalda.

Jednym z takich wspomnień jest znakomicie zgrana z archiwalnymi materiałami scena, w której nieporadna, niedoświadczona medialnie, urocza, ale i nieco naiwna Jackie oprowadza telewizyjną ekipę po zakątkach Białego Domu. Innym razem widzimy panią Kennedy jako duszę towarzystwa słynącą z niezapomnianych imprez w prezydenckim gmachu - beztrosko pląsającą po parkiecie w objęciach męża. W końcu poznajemy rozdygotaną emocjonalnie, zagubioną psychicznie wdowę, która w ułamkach sekund straciła ukochaną i podziwianą osobę. Osobę, która warunkowała przecież jej społeczną, medialną i kulturową rolę. Bez męża Jackie w brutalny sposób zostaje zepchnięta na margines politycznego establishmentu, stając się łatwym celem medialnej nagonki i manipulatorskich rozgrywek nowych rezydentów Białego Domu.

Dystyngowana, szlachetna, ale i oziębła, szorstka w obyciu i stanowcza. Taka potrafi być ekranowa Jacqueline Kennedy w wydaniu wybornej Natalie Portman. Dzięki aktorce, schematyczna wydawałoby się postać, nabiera tak wielkiego kolorytu i złożoności.
Dystyngowana, szlachetna, ale i oziębła, szorstka w obyciu i stanowcza. Taka potrafi być ekranowa Jacqueline Kennedy w wydaniu wybornej Natalie Portman. Dzięki aktorce, schematyczna wydawałoby się postać, nabiera tak wielkiego kolorytu i złożoności. mat. prasowe/ Kino Świat
Właśnie w tym aspekcie postać Jackie ma najtragiczniejszy wymiar. Pozbawiona nie tylko wsparcia ukochanej osoby, ale i przecież środków do życia, może jedynie apatycznym wzrokiem przyglądać się, jak jej następczyni wybiera nowy kolor ścian, a ekipa od wyprowadzek pakuje w pudła resztki prezydenckich wspomnień i pamiątek. Ból i niewyobrażalny smutek Jackie zapija alkoholem, snując się w wytwornych kreacjach po wnętrzach Białego Domu przy dźwiękach uwielbianego przez zmarłego męża utworu "Camelot' z broadwayowskiego musicalu. Jej Camelot, kamień po kamieniu, zaczął się błyskawicznie kruszyć, a Króla Artura odebrano na teksańskiej szosie. Podtrzymanie legendy Kennedych stało się dla Jackie nadrzędną misją i właśnie tu uwidacznia się jej kolejna twarz - twardej, nieugiętej, konsekwentnej spadkobierczyni ideałów męża.

Dopełnieniem tego filmowego portretu są świetne sceny rozmowy z księdzem (bodaj ostatnia niestety okazja do podziwiania na ekranie zmarłego przed kilkoma dniami Johna Hurta). To właśnie tu następuje upust negatywnych emocji, tu pojawiają się wątpliwości Jackie odnośnie tego, czy dokonane przez nią wybory okazały się słuszne, tu w końcu pozwala sobie na chwilę rezygnacji i wyrzucenia skrywanych pretensji.

Pablo Larrain zaskakująco dobrze poradził sobie z udźwignięciem takiego ciężaru opowiadanej historii. Poprzez wymieszanie chronologii zdarzeń nadał filmowi nowy porządek - emocjonalny. Ten chronologiczny znamy przecież doskonale z kart historii. Chilijczyk uniknął pokusy tendencyjnego wygrywania na ekranie tanich sentymentów i błahych wzruszeń. Fabuła i narracja "Jackie" są tak zmyślnie poprowadzone, że widz doskonale sam wybierze sobie moment na wzruszenie, lekki uśmiech, podziw czy przerażenie.

Co prawda marginalnie zostało potraktowane całe tło filmowych zdarzeń, ale przecież to główna bohaterka jest w centrum zainteresowania kamery, która notabene nie szczędzi jej bardzo wyrazistych zbliżeń. Zabieg nieprzypadkowy, bo piękna, porcelanowa twarz Jackie jest najdoskonalszym płótnem do kreślenia wielobarwnych emocji, które targają tytułową postacią. Znakomitym uzupełnieniem obrazu jest odpowiednio dopasowana muzyka, zasłużenie zresztą wyróżniona nominacją do Oscara. Na statuetkę jest również spora szansa w kategorii najlepszych kostiumów, które wydają się być zdjęte z samej Jacqueline Kennedy.

"Jackie" jest nie tylko bardzo sprawnie zrealizowanym filmem biograficznym. To również kino przyglądające się dramatowi osób, które muszą zmagać się ze śmiercią bliskich.
"Jackie" jest nie tylko bardzo sprawnie zrealizowanym filmem biograficznym. To również kino przyglądające się dramatowi osób, które muszą zmagać się ze śmiercią bliskich. mat. prasowe/ Kino Świat
I choć należne honory należy oddać reżyserowi, scenarzyście i autorom muzyki, kostiumów czy scenografii, to wszyscy nawet razem wzięci nie dorównają choćby w połowie Natalie Portman. To, w jaki sposób aktorka wciela się w tytułową rolę jest wręcz nieprawdopodobne. Od wizualnego podobieństwa, poprzez sposób mówienia i dykcję, aż po grę mimiką i gestami. To dzięki niej ekranowa Jackie ma tak wiele twarzy. Perfekcja, staranność, dopracowanie szczegółów i naturalne wyczucie chwili powodują, że mamy do czynienia z absolutnym aktorskim topem, a tę kreację zapamiętamy na bardzo długo. Portman stoczy pasjonującą walkę z Emmą Stone (za rolę w "La La Land" - przeczytaj naszą recenzję) o tegorocznego Oscara i już teraz można współczuć jednej z nich, bo na najwyższe laury zasłużyły przecież obie w takim samym stopniu.

Sama "Jackie" natomiast okazała się chyba filmem zbyt kameralnym, a może nawet zbyt niszowym, aby znaleźć się w gronie kandydatów do Oscara. Bez niego jednak to dzieło warte zapoznania się, choćby ze względu na kapitalną Natalie Portman i nieszablonową historię. Bo to nie tylko film biograficzny. To również intymna opowieść o radzeniu sobie z bólem po stracie bliskiej osoby, o tym, jak szaleńczo i czasami karkołomnie walczymy o czyjąś pamięć i ile jesteśmy w stanie znieść w imię miłości oraz wierności.

OCENA: 8/10

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 40)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

24.03.2017 r.

17.03.2017 r.

Zapowiedzi