Nasze recenzje

stat

"Czarna Perła" zawija do portu. Recenzja filmu "Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara"


Piąta odsłona przygód pirackiej braci z Karaibów przypomina ogromną skrzynię, w której zamiast złota, zagorzali fani serii znajdą o wiele cenniejsze fanty: zgraję odrażających umarlaków, niezatapialną "Czarną Perłę", spektakularne morskie bitwy i oczywiście bełkocącego od nadmiaru rumu ekscentrycznego Jacka Sparrowa. "Zemsta Salazara" całkiem zgrabnie wykorzystuje największe walory sagi spod znaku czarnej bandery. Znużenie i tęsknotę za stałym lądem jednak coraz wyraźniej już widać na twarzach pirackiej załogi.



Czy znasz wcześniejsze części sagi "Piraci z Karaibów"?

tak i znam je doskonale

62%

tak, ale już mało z nich pamiętam

23%

nie widziałem(am) wszystkich części

8%

nie widziałem(am) ani jednej części, ale chętnie obejrzę

2%

w ogóle nie znam "Piratów z Karaibów", nie interesują mnie

5%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 454
Czternaście lat filmowego rejsu w nieznane to szmat czasu, nie dziwi więc, że wypełniona aktorskimi gwiazdami łajba coraz trudniej znosi przeciwne wiatry, których scenarzyści ostatnio nie szczędzili awanturniczym piratom. Premiera "Klątwy Czarnej Perły" przypominała entuzjastyczne wodowanie imponującego wizualnie okrętu ze świeżą i wypoczętą załogą gotową na wyzwania i angażujące widownię przygody. "Skrzynia Umarlaka" pozwoliła z kolei na pełne rozwinięcie żagli i żwawe przełamywanie zdradliwych wód. W kolejnej części cieszący się już światową sławą filmowy okręt musiał stawić czoła pierwszym poważnym sztormom, z których i tak wyszedł niemal bez draśnięcia. Czwarta odsłona serii była niczym osiadanie na mnożących się mieliznach i oczekiwanie na sprzyjający wiatr, który ostatecznie wypchnął piratów na otwarte wody, choć kosztowało to wszystkich wiele sił.

"Zemsta Salazara" jest natomiast sentymentalną podróżą do macierzystego portu, podczas której wyraźnie umęczonych już załogantów stać jeszcze na spontaniczny abordaż i efektowną rozróbę, ale i tak każdy z nich z utęsknieniem wpatruje się w horyzont w poszukiwaniu upragnionego lądu.

Kapitan Jack Sparrow tym razem wychowuje na "pirackim wikcie" kolejne pokolenie młodych niepokornych. Wspólnie z Henrym i Cariną dowódca "Czarnej Perły" poszukuje magicznego Trójzębu Posejdona. Współpraca jest tylko powierzchowna, bo każdy z trójki bohaterów kieruje się innymi pobudkami i zupełnie inaczej chce wykorzystać magiczny przedmiot.
Kapitan Jack Sparrow tym razem wychowuje na "pirackim wikcie" kolejne pokolenie młodych niepokornych. Wspólnie z Henrym i Cariną dowódca "Czarnej Perły" poszukuje magicznego Trójzębu Posejdona. Współpraca jest tylko powierzchowna, bo każdy z trójki bohaterów kieruje się innymi pobudkami i zupełnie inaczej chce wykorzystać magiczny przedmiot. mat.prasowe/ Disney
Nie oznacza to bynajmniej, że piąta część "Piratów z Karaibów" przypomina dryfowanie na otwartym oceanie w łodzi pozbawionej wioseł. Norweski duet reżyserów doskonale wie, w którym kierunku skręcić sterem, aby wywołać w widzach frajdę towarzyszącą otwarciu pirackiej sagi. Świetnie regulowane tempo opowieści, bajeczna warstwa wizualna, nonszalancki humor i dynamicznie skręcone pojedynki wciąż stanowią o sile wiatru napędzającego podziurawione już upływem czasu żagle. Nawet jeżeli znów na wielkim ekranie wybrzmiewa znana historia o zemście nieumarłych i pogoni za kolejnym magicznym artefaktem, a doskonale kojarzeni bohaterowie w zasadzie nie oferują nic nowego, za nic w świecie nie mamy ochoty wyskoczyć za burtę.

Wśród obowiązkowych punktów na liście życzeń karaibskiego pirata, poza łupieniem brytyjskich okrętów, szukaniem ukrytych skarbów i imprezowaniem w oparach rumu, standardowo można znaleźć pragnienie zemsty na kapitanie "Czarnej Perły". Tym razem niemałe rachunki do wyrównania ze Sparrowem (Johnny Depp) ma tytułowy kapitan Salazar (Javier Bardem) - niegdyś bezwzględny pogromca piratów, który dał się wyprowadzić w pole, a dokładniej w Diabelski Trójkąt, młodemu wówczas Jackowi. Naznaczony klątwą nieumarłego Hiszpan w dość przypadkowych okolicznościach dostaje szansę rewanżu.

Ratunkiem dla Jacka jest odnalezienie mitycznego Trójzębu Posejdona, który nie dość, że poskromi przeciwnika, to oferuje pełnię władzy na wodzie. Problem w tym, że kolejka po wszechwładny przedmiot systematycznie się wydłuża. Na liście oczekujących znajdziemy starego znajomego Barbossę (Geoffrey Rush), który nie przepuści okazji, by zagarnąć dla siebie monopol na piracką działalność. O trójzębie marzy też próbujący odwrócić rzucony na ojca urok Henry (Brenton Thwaites) oraz niepokorna racjonalistka zafascynowana astronomią Carina (Kaya Scodelario). Nieodzownym gwarantem sukcesu staje się więc konieczność współpracy zupełnie niekompatybilnych charakterów, co przysporzy widzowi sporej dawki śmiechu i dobrej zabawy.

W "Zemście Salazara" nieźle, choć bez charakterystycznego błysku prezentują się młodzi aktorzy. Johnny Depp i Geoffrey Rush wyraźnie już odczuwają tęsknotę za lądem. Genialnie za to sprawdza się Javier Bardem, który pod każdym kątem - wyglądem, akcentem, mową ciała - prezentuje się rewelacyjnie. To postać, której brak na ekranie natychmiast da się odczuć.
W "Zemście Salazara" nieźle, choć bez charakterystycznego błysku prezentują się młodzi aktorzy. Johnny Depp i Geoffrey Rush wyraźnie już odczuwają tęsknotę za lądem. Genialnie za to sprawdza się Javier Bardem, który pod każdym kątem - wyglądem, akcentem, mową ciała - prezentuje się rewelacyjnie. To postać, której brak na ekranie natychmiast da się odczuć. mat.prasowe/ Disney
Podczas gdy bohaterowie na złamanie karku pędzą w wyścigu po mapę do kolejnego mitycznego skarbu, owej mapy nie potrzebują na pewno twórcy "Zemsty Salazara", którzy bezbłędnie obierają kierunek ku widowiskowej rozrywce. Spektakularna sekwencja bankowego rabunku w początkowym fragmencie filmu w świetnym stylu nawiązuje do początków serii sprzed 14 lat. Dostajemy w pakiecie esencję pirackiego show: nieszablonowy pomysł okraszony niekonwencjonalnym wykonaniem przy jednoczesnym komediowym wsparciu Deppa.

Podobnych smaczków znajdziemy więcej. Imponująco wyglądają batalistyczne pojedynki na otwartym morzu. Kapitalnie pod kątem wizualnym prezentuje się załoga Salazara będąca efektem mistrzowskiego kunsztu pracy charakteryzatorów przy obowiązkowym oczywiście wsparciu technologii CGI. Zdekompletowani pogromcy piratów wręcz zachwycają, podobnie jak towarzyszące im rekiny i ptaki. Gustownie prezentuje się niezatapialna "Czarna Perła", a i pirackiej załodze na czele ze Sparrowem i Barbossą absolutnie niczego nie brakuje.

Smakowitym nadzieniem wartkiej akcji są komediowe wtręty stanowiące już niemal znak rozpoznawczy "Piratów z Karaibów". Wciąż śmieszą dziwactwa nieco już irytującego momentami Deppa, w sukurs idą niezbyt rozgarnięci załoganci "Perły", a humorystyczną warstwę uzupełniają sytuacyjne gagi, jak choćby rewelacyjna scena z gilotyną. Zmarszczki od nieschodzącego z ust uśmiechu raczej jednak nam nie grożą, gdyż chwilami poziom żartu drastycznie spada...

Równie ambiwalentne odczucia można mieć w stosunku do obsady "Zemsty Salazara". Twórcy filmu musieli bowiem udźwignąć brzemię zastąpienia Orlando Blooma i Keiry Knightley, których ewidentnie w poprzedniej części brakowało. Wybór pary młodych bohaterów nachalnie wręcz stylizowanych na ich poprzedników to zbyt rażące i tendencyjne uproszczenie. Odwzorowanie Willa Turnera w osobie młodego Henry'ego jest nazbyt oczywiste, aczkolwiek zabieg ten broni się jeszcze pod kątem fabularnym. Towarzysząca młodzianowi Carina to wypisz wymaluj Keira Knightley, być może bardziej rozważna i wyedukowana, acz równie impulsywna i uparta. Scodelario i Thwaitesowi ewidentnie jednak brakuje charyzmy poprzedników, przez co stają się raczej biernymi obserwatorami filmowych wydarzeń.

Wtórność, znużenie, być może zmęczenie - Johnny Depp już nie zaskakuje i nie przekonuje swoją postacią tak, jak z sukcesem czynił to w poprzednich częściach. To wciąż jednak nasz stary dobry znajomy z "Czarnej Perły", który potrafi od czasu do czasu zaskoczyć, rzucić niewybrednym żartem i napędzić akcję, gdy tego trzeba.
Wtórność, znużenie, być może zmęczenie - Johnny Depp już nie zaskakuje i nie przekonuje swoją postacią tak, jak z sukcesem czynił to w poprzednich częściach. To wciąż jednak nasz stary dobry znajomy z "Czarnej Perły", który potrafi od czasu do czasu zaskoczyć, rzucić niewybrednym żartem i napędzić akcję, gdy tego trzeba. mat.prasowe/ Disney
Największy o dziwo szkopuł tkwi w samym Deppie. Piracka tułaczka po morzach i oceanach zostawiła już w aktorze trwałe piętno, a manieryzmu i artystycznych środków wyrazu nie sposób zmienić. Gwiazdor wciąż więc kreśli swój filmowy portret korzystając ze zbyt oczywistej palety głupkowatych grymasów uzupełnionych chwytliwymi półsłówkami. Znużenie i wtórność wydają się jednak zbyt widoczne.

Deppa zaczyna już powoli zjadać jego piracki ogon, co prowadzi do sytuacji wręcz niewyobrażalnej - chwilami Jack Sparrow staje się jedynie tłem fabularnych poczynań pozostałych bohaterów. Na przeciwległym biegunie znajdziemy z kolei znakomitego Javiera Bardema, który swoją postacią nie bez przesady nawiązuje poziomem do samego Billa Nighy'ego (Davy Jones). I nikt na świecie z taką charyzmą nie wypowiada nazwiska Jack Sparrow! Pozostaje jedynie nagrać, zapętlać, zapętlać i zapętlać... Klasa! W gratisie dostajemy jeszcze rewelacyjny epizodzik z sir Paulem McCartneyem.

Piąty już rejs pirackiej załogi to wciąż górna półka kina rozrywkowego. Nawet pomimo ułomności nowych postaci, scenariuszowych dziur niczym po trafieniu armatniej kuli, niezbyt dobrej formy Deppa i banalnych uproszczeń w finałowym fragmencie "Zemsty Salazara" (uzupełnionym dodatkowo sporą dawką sentymentalizmu). Czasami ten filmowy okręt pędzi przed siebie, mimo że ktoś zapomniał zaciągnąć kotwicę. To chyba najsłabsza scenariuszowo część z dotychczasowych.

Zagorzali amatorzy awanturniczej sagi spod znaku czarnej bandery z niemałą satysfakcją wsiądą na pokład "Czarnej Perły". Lądowym szczurom, dystansującym się od poprzednich części radzę trzymać się suchej ziemi. Pozostali jazda na pokład, bo być może to już ostatnia okazja, by razem z piracką bracią krzyknąć "yarrr!". "Czarna Perła" zmierza bowiem do portu.

OCENA: 7/10

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (30)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

23.06.2017 r.

16.06.2017 r.

Zapowiedzi