Nasze recenzje

stat

Ciężki żywot bohatera. Recenzja filmu "Sully"

"Sully" - zwiastun:


Podobnie jak w 2009 roku kapitan Chesley Sullenburger bezpiecznie posadził na wodzie pasażerski samolot ze 155 osobami na pokładzie, tak i Clint Eastwood ostrożnie, niemal asekuracyjnie, podszedł w filmowy sposób do "cudu na rzece Hudson". Nic nas specjalnie w "Sullym" nie zaskoczy, nie zaszokuje, nie rozczuli, ani nie wstrząśnie. Pomimo tego film od pierwszej do ostatniej minuty ogląda się płynnie i bez potrzeby zerkania na upływający czas.



208 sekund. Zaledwie tyle czasu wystarczyło kapitanowi Sullenbergerowi, aby uratować 155 osób lecących samolotem Airbus A320 do Charlotte. Tuż po starcie z płyty lotniska La Guardia w Nowym Jorku maszyna zderzyła się ze stadem gęsi. Skutki, wydawałoby się niegroźnego, incydentu omal nie doprowadziły do tragedii. Oba silniki przestały pracować, a pilot samolotu miał kilka sekund na podjęcie decyzji: próbować powrotu na lotnisko czy dokonać niemożliwego na pierwszy rzut oka wodowania giganta na wodach rzeki Hudson. Wybór drugiej opcji w konsekwencji uratował życie pasażerom, którzy nie licząc skutków wychłodzenia w lodowatej wodzie i kilku niegroźnych obrażeń, wyszli z beznadziejnej sytuacji niemal bez szwanku.

"Sully" z pewnością nie jest filmem tylko i wyłącznie o brawurowej akcji doświadczonego pilota. To jednocześnie próba nakreślenia na wielkim ekranie osobowości głównego bohatera, który bohaterem się nie czuje i nie do końca radzi sobie z otoczką narodowego herosa.
"Sully" z pewnością nie jest filmem tylko i wyłącznie o brawurowej akcji doświadczonego pilota. To jednocześnie próba nakreślenia na wielkim ekranie osobowości głównego bohatera, który bohaterem się nie czuje i nie do końca radzi sobie z otoczką narodowego herosa. mat. prasowe/ Warner Bros
Do wydarzeń z 15 stycznia 2009 roku w swoim najnowszym filmie wraca doświadczony już zarówno przed, jak i za kamerą, Clint Eastwood. Reżyser nieprzypadkowy, bo jak mało kto potrafi pielęgnować na wielkim ekranie ideę amerykańskiego patriotyzmu i bohaterstwa, a przecież historia kapitana "Sully'ego" idealnie w te wysokie tony się wpisuje. I rzeczywiście z wielkiego ekranu aż na wskroś bije blask heroizmu tytułowej postaci. Eastwood od pierwszych minut filmu przesyła w stronę widza jasny komunikat: rzecz będzie o sumiennym profesjonaliście, który nagle urasta do rangi ogólnonarodowego bohatera. Jednak Sullenberger całą medialną otoczką wydaje się być bardziej zaniepokojony aniżeli dramatycznymi chwilami w kokpicie samolotu. Społeczna presja i niegasnąca gloryfikacja jego brawurowej akcji nie pozwalają mu normalnie funkcjonować. Sytuację pogarsza śledztwo Rady Bezpieczeństwa Transportu, którego członkowie zaczynają wątpić w słuszność decyzji "Sully'ego", wytaczając wręcz oskarżenia pod adresem pilota o bezpodstawne narażenie bezpieczeństwa pasażerów.

Właśnie wokół tego kluczowego wątku Eastwood subtelnie i z dużym wyczuciem buduje portret człowieka zagubionego. "Sully" bowiem jednocześnie nie radzi sobie zarówno z ciężarem narodowego bohatera, jak i z łatką lekkomyślnego oszusta, narażającego swoją decyzją życie pasażerów. Pokonanie wewnętrznych wątpliwości zdaje się być bardziej wymagającym zadaniem niż wylądowanie gigantyczną maszyną na lodowatych wodach rzeki Hudson. Osobiste rozdarcie głównego bohatera doskonale oddaje intensywna bliskość kamery skupionej na twarzy Toma Hanksa. Sposób kadrowania, bardzo stonowana narracja i przygrywająca w tle niemal wytłumiona ścieżka dźwiękowa nadają całemu filmowi niezwykle intymny wymiar. W "Sullym" każda sekwencja wydaje się być dokładnie przemyślana i równie precyzyjnie zrealizowana.

Sposobem realizacji i narracji "Sully" jest małą retrospekcją do kina lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to zresztą talent reżyserski Eastwooda rozkwitł na dobre. Znakiem czasu są z kolei rewelacyjnie skręcone sceny lotu i lądowania samolotu na rzece Hudson.
Sposobem realizacji i narracji "Sully" jest małą retrospekcją do kina lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to zresztą talent reżyserski Eastwooda rozkwitł na dobre. Znakiem czasu są z kolei rewelacyjnie skręcone sceny lotu i lądowania samolotu na rzece Hudson. mat. prasowe/ Warner Bros
Zresztą całe to filmowe przedsięwzięcie cechuje nienaganny porządek. Eastwood odbiega od realizacyjnych eksperymentów, nie szarżuje natłokiem wątków i postaci, trzyma w ryzach całą opowieść, której jednak miejscami brakuje przełamania monotonnego tempa i zaskoczenia widzów czymś świeżym. Po 85-letnim filmowcu trudno jednak się spodziewać karkołomnych innowacji, kłócących się przecież z pedantyczną dbałością o filmowy ład. Wystarczającym "szaleństwem" okazało się jedynie przełamanie ciągu narracyjnego poprzez fragmentaryczne pokazanie samego lądowania. Kulisy brawurowej akcji poznajemy kawałek po kawałku, a jej ostateczny kształt widzimy dopiero w końcowych sekwencjach. Efekt jest rewelacyjny, bo zamiast pompatycznej muzyki i litanii górnolotnych monologów dostajemy scenę akcji wypełnioną po brzegi czystym napięciem wynikającym z sytuacji pasażerów i decyzji pilota. Prawdziwy majstersztyk jakże mocno odbiegający od filmowych fajerwerków, którymi naszpikowane są współczesne filmy.

Zamiłowanie Eastwooda do ekranowego porządku, żeby nie powiedzieć archaizmu, trafia niestety rykoszetem w potencjał opowiadanej historii. "Sully" to pięknie i skrupulatnie przedstawiona sekwencja faktów. I tyle. Próby psychologicznego rozkładania na czynniki pierwszej tytułowej postaci raczej nie zdają egzaminu. W wątpliwości Sullenbergera i całej komisji badającej kulisy wypadku nie sposób uwierzyć, bo od początku jesteśmy bombardowani atutami przemawiającymi na korzyść pilota pechowego Airbusa. Nawet kluczowa scena przesłuchania "Sully'ego" i jego, bądź co bądź płomienny, monolog nie generują takiego napięcia i jeśli rozkładają na łopatki bezdusznych urzędasów, to widzów już niekoniecznie. Kulą w płot okazały się też mini-retrospekcje z życia głównego bohatera, które właściwie nie dostarczają nam ani cennych informacji, ani specjalnych doznań.

Jednym z największych atutów filmu jest znakomite aktorstwo na czele z Tomem Hanksem, którego świetnym uzupełnieniem jest Aaron Eckhart. Zresztą nawet epizodyczne role wydają się być wypełnione odpowiednimi odtwórcami.
Jednym z największych atutów filmu jest znakomite aktorstwo na czele z Tomem Hanksem, którego świetnym uzupełnieniem jest Aaron Eckhart. Zresztą nawet epizodyczne role wydają się być wypełnione odpowiednimi odtwórcami. mat. prasowe/ Warner Bros
Za dużo w "Sullym" jest po prostu nachalnie oczywistych przesłanek i podpowiedzi w kierunku widza. Zbyt mocno eksponowany jest również wątek prześcigających się w kreowaniu rzeczywistości mediów. Za mało soczystych dialogów i aktorskich improwizacji. Szczególnie szkoda tych ostatnich, bo Tom Hanks to aktor z najwyższej półki, a w "Sullym" jedynie potwierdza swoją klasę. Gdyby jego postać dysponowała nieco lepszym scenariuszem, to Hanks ponownie mógłby stanąć do walki o kolejnego na półce Oscara. Świetnie na dalszym planie w roli drugiego pilota wypada Aaron Eckhart, który stanowi z Hanksem perfekcyjnie dobrany ekranowy duet.

Im mocniej zagłębimy się w analizę "Sully'ego", tym zapewne niedociągnięć i braków znajdziemy więcej. Cóż jednak z tego, skoro od pierwszej do ostatniej minuty film ogląda się z dużym zaciekawieniem, niesłabnącą sympatią do Hanksa i jego postaci oraz podziwem dla całej historii, która niewątpliwie stanowi największą wartość filmu (co można odbierać zarówno na plus, jak i minus). Staruszkowi Eastwoodowi udało się nie mniej stworzyć najlepszy film od czasu "Gran Torino", choć nie jest to szczyt jego możliwości. Umówmy się jednak - ten pan nic już nie musi udowadniać, a po prostu bawi się swoim fachem, robi to szczerze i jak przystało na "Brudnego Harry'ego" trzyma się własnych zasad, mając w nosie, co i jak należy teraz kręcić. I ja to cenię.

OCENA: 7/10

Dodaj zdjęcie do artykułu
Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Tytuł:
Treść:
Autor (opcjonalny):
E-mail (opcjonalny):
Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Opinie (razem: 31)

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

Premiery

zobacz wszystkie